-

Stalagmit

264 przed Chr. Opowiadanie (cz. 1)

Nad miastem świtało. Mgły podnoszące się znad Tybru powoli rozwiewały się w silnych promieniach letniego słońca. Przez ulice przemykali się ukradkiem spieszący do porannych zajęć obywatele i niewolnicy. W tabernae na forum, naprzeciw izby Senatu kupcy i lichwiarze otwierali swoje kramy. Najbardziej skrupulatni i zapobiegliwi przybyli tu już przed wschodem słońca, by jak najwcześniej zacząć pracę.

- Meliklesie, pospiesz się! Konkurencja nie będzie czekać!- odezwał się szorstkim głosem brodaty, siwiejący, szczupły Grek w szarym płaszczu narzuconym na niebieski chiton.

Ciemnowłosy młodzieniec w jasnym chitonie mruknął coś pod nosem i szybko zwinął drewnianą roletę zasłaniającą wejście do kantorka. Melikles w głębi duszy był wściekły na ojca. Nie widział żadnego sensu w codziennym wysiadywaniu w kantorze na forum. W ogóle nie lubił Rzymu i jego denerwujących, brudnawych mieszkańców. Nie rozumiał, czemu pięć lat wcześniej ojciec przeniósł cały interes z portu w Neapolu do Rzymu. Jak można było z prosperującego miasta portowego przeprowadzić się do śródlądowej dziury? Motywacje decyzji Arystoklesa pozostawały zupełnie poza zasięgiem rozumienia jego potomka. Arystokles nie przejmował się tym wcale. Wiedział, że młody człowiek jeszcze nic nie rozumie i wiele czasu upłynie, nim nauczy się tajników bankierskiego fachu.

- Wyłóż zwoje na stół!- zabrzmiało krótkie i ostre polecenie starego Arystoklesa. Melikles posłusznie umieścił na wielkim bankierskim stole dwa zwoje, zawierające zapis wszelkich transakcji, jakie bank zawierał od początku pobytu całej rodziny w Rzymie. Zaraz potem na blacie pojawił się kałamarz z brązu i metalowe pisaki. Ojciec i syn usiedli za stołem na dwóch prostych, drewnianych zydlach. Arystokles zaczął przeglądać gęsto zapisany zwój szukając informacji o transakcjach z ostatnich tygodni.

- Gajusz Semproniusz, pożyczył 200 talentów attyckich na rozkręcenie zakładu foluszniczego… na 30 procent, Valerius Laevinus zdeponował 670 srebrnych didrachm…- mruczał pod nosem Arystokles.

Zirytowany Melikles odezwał się do ojca z wyraźnie słyszalnym wyrzutem w głosie, przerywając jego ciche rachunki:

- Ojcze, czy naprawdę musimy od białego rana siedzieć w kantorze czekając na tych niedomytych barbarzyńców? Kiedy byliśmy w Neapolis, nie musieliśmy wstawać tak wcześnie. I tak zawsze klientów było w bród. Zarabialiśmy więcej pożyczając pieniądze kupcom wożącym towar przez morze, niż tym tutaj obdartusom.

Arystoklesowi rozszerzyły się źrenice. Popatrzył na syna gniewnie, ale zaraz potem wysilił się, żeby się uspokoić. Nigdy nie robił niczego pod wpływem impulsu. Lubił solidnie uzasadniać swoje postępowanie, a jego cierpliwość była już legendarna wśród oblegających forum finansistów.

- Jak zwykle oceniasz sytuację po pozorach, mój synu.- spokojnie klarował bankier- Pożyczki morskie to zyski, do których próbują dopchać się wszyscy. Chętnych jest dużo, a ryzyko spore. To dobre na początek. Ale kiedy chce się zarobić naprawdę dużo, trzeba znaleźć lepszy interes.

Melikles patrzył na swojego rodziciela z coraz większym osłupieniem. Kredytowanie handlu morskiego wydawało mu się szczytem finansowej finezji.

- A ja chcę wziąć w swoje ręce naprawdę dobry interes.- podkreślił z naciskiem stary Grek, uderzając lekko pięścią w stół. Jego oczy sprawiały teraz wrażenie, jakby patrzyły w jakąś niezmierzoną dal. Melikles rzadko widział, aby ojciec wpadał w tak niezwykły nastrój, więc mimowolnie zaczął go słuchać uważniej.

- Jesteśmy w Rzymie już od trzech lat. Pierwsi trapezitai, albo, jak ich tu nazywają argentarii, przybyli do miasta ponad pięćdziesiąt lat temu. Dobrze, że nie ma ich za dużo, bo szybko by nas wygryźli. Ja umiałem od początku z nimi rozmawiać i robić dobre interesy. Dzięki temu wiem, na czym naprawdę można tutaj zarobić. Wiem też, że Rzym lada chwila stanie się kurą znoszącą złote jaja. Żadne nasze miasto nie może się z nim równać. Pewnie nie rozumiesz, o co mi właściwie chodzi?

Melikles rzeczywiście nie umiał odpowiedzieć na to pytanie. Rzym wydawał mu się zapyziałą dziurą, która nie mogła w żaden sposób równać się z miastami greckimi. Ale słuchał uważnie dalej, w końcu nie od parady jego ojca nazywano na forum Midasem.

- Otóż oni co roku prowadzą jakąś wojnę. Są nieustępliwi i bezwzględni. Możesz być pewien że za rok wyruszą podbijać nowe ziemie, tak jak zrobili to w tym roku na wiosnę. Jak ptaki z północy co roku lecą na południe w poszukiwaniu pokarmu, światła i ciepła, tak Rzymianie co roku wyprawiają się, by zdobyć ziemię, łupy i niewolników. W zeszłym roku zajęli Volsinii, ostatnie wolne miasto w Italii. Cały kraj jest teraz w ich rękach. A to znaczy, że muszą teraz znaleźć sobie nowego wroga. Ale ten nowy wróg, to nie będą już małe italskie miasta. Teraz musi to być ktoś naprawdę silny i bogaty.

- O kim myślisz, ojcze? – spytał z pewnym niedowierzaniem Melikles.

- Myślę o największym, najbogatszym i najbardziej przebiegłym przeciwniku, rzecz jasna. Tylko wojna z takim wrogiem zapewni nam porządne zyski.

- Zyski? W jaki sposób?- pytał wciąż jeszcze nic nie rozumiejący młodzian.

- Zwyczajnie. Przecież nie tylko kupcy na morzu i właściciele kopalń potrzebują pieniędzy. Jeśli ktoś prowadzi wojnę, musi mieć już nie tylko swój skarbczyk, ale po prostu góry złota i srebra. Musi opłacać żołnierzy, kupować i dostarczać uzbrojenie i zaopatrzenie, płacić szpiegom i budować flotę. To ogromne koszty. Nawet nie wyobrażasz sobie jak wielkie. A takich pieniędzy możemy dostarczyć tylko my. Naturalnie, rozumie się, że nie w pojedynkę, ale razem z innymi bankierami, którzy pracują na forum. Rozumiesz?

Melikles zaczął pojmować, co mówił do niego ojciec. W końcu od dziecka przesiadywał w kantorze i uczył się prowadzenia banku, zaczynając od rozróżniania rodzajów monet i prostych rachunków. Dopiero niedawno zaczął samodzielnie obsługiwać klientów, udzielać kredytu i przyjmować depozyty. Znał nieźle cały rzymski światek, najważniejszych senatorów, konsulów i miejscowych bogaczy. Orientował się w rozmiarach bogactwa Italii. Ale dotąd całość spraw związanych z prowadzeniem banku ogarniał ojciec. W końcu, świeżo nabyte umiejętności Meliklesa miały być wykorzystane.

- Synu, jak tylko otworzy się Kuria Senatu, pójdziesz tam i będziesz wyczekiwał na wynik obrad. Stój spokojnie przed wejściem, ale nie rzucaj się zbytnio w oczy. Wiesz, że opłaciłem woźnych i możesz ich zawsze spytać, co dzieje się w środku. Pilnuj zwłaszcza konsula Klaudiusza Caudexa. Ma u nas spory kredyt, ponad sześćset talentów. Rozkręca produkcję naczyń i tkanin w swoich posiadłościach. Zależy mu na upłynnieniu swojej produkcji we wszystkich możliwych portach po tej stronie Słupów Heraklesa. Będzie dziś przemawiał za wojną z Kartaginą. Trzeba zadbać o to, żeby nikt go zdeprymował, ani nie zmusił do zrobienia kroku wstecz. Niektórzy senatorowie chcą, żeby legiony poszły na północ, przeciw Celtom. To byłaby dla nas katastrofa, bo co może przynieść wojna z taką dziczą? Krótkie starcie, a zyski- mizerne.

Młody bankier zrozumiał, czego chce od niego ojciec. Kiedy słońce było już dość wysoko na niebie, do Kurii zaczęli schodzić się ubrani w śnieżnobiałe togi z czerwoną oblamówką. Tłum obywateli i cudzoziemców załatwiających swoje sprawy na forum przyglądał się im z niekłamanym zainteresowaniem. Stary Arystokles spokojnie przeliczał leżące na bankierskim stole złote i srebrne monety i załatwiał interesy z klientami. Leżącą po drugiej stronie forum Kuria była w zasięgu jego wzroku. Jeden z senatorów zdążył odwiedzić jego kantor, mimo, że bardzo spieszył się na obrady. To od niego Grek dowiedział się, że sytuacja na południu była krytyczna bo z dalekiej Messany na Sycylii nadeszła wiadomość, że najemnicy z Kampanii ledwo trzymają się na akropolu miasta, oblężeni przez Kartagińczyków. Ich prośba o pomoc i jak najszybsze przybycie Rzymskich posiłków nie pozostawiała Kwirytom czasu na długie debaty. Należało działać szybko. Senator podziękował Arystoklesowi za zdeponowanie pieniędzy i pospieszył przez Forum do Kurii. Bankier był dziwnie spokojny i zadowolony. Zupełnie, jakby wiedział, co się stanie dalej…

Tymczasem w kurii zaczęły się wyczekiwane z napięciem obrady. Jak zwykle, starsi senatorowie siedzieli, a młodsi stali, słuchając, co mają do powiedzenia najpotężniejsi ludzie w izbie. Konsul Caudex przemawiał długo. Przekonywał kolegów, że należy pomóc oblężonym Mamertynom w Messanie. Dzięki temu będzie można opanować bogatą w zboże Sycylię i jej zamożne miasta, a może nawet pójść jeszcze dalej. Senatorowie nie byli zdecydowani. Do stojącego przed budynkiem izby Meliklesa dochodziły sprzeczne sygnały, przynoszone przez woźnych i opłaconych gońców. Niektórzy notable usilnie powoływali się na poprzednie traktaty z Kartaginą, które ściśle rozgraniczały strefy wpływów. Scycylia miała pozostać przy Kartaginie, a Italia przy Rzymie. Inni ostrzegali przed konsekwencjami wojny z potężnymi Punijczykami. Młodzieniec denerwował się i przestępował z nogi na nogę, wysyłając do kantoru ojca gońców, którzy szybko przebiegali przez wybrukowane kamiennymi płytami forum. W końcu podszedł do niego jeden z woźnych i oznajmił:

- Koniec obrad. Oczywiście nic nie rozstrzygnęli. Zdali wszystko na komicja.

Melikles wcisnął mu w dłoń sakiewkę z monetami i pobiegł w kierunku rodzinnego kantoru, nie czekając nawet na gońców, którzy zbyt późno zorientowali się, że ich pracodawca odchodzi. Zdyszany młodzieniec wleciał do taberny i usiadł za stołem. Arystokles popatrzył na niego z pewnym zdziwieniem podnosząc brwi i rzekł:

- Po co biegłeś? Masz od tego ludzi.

- Ojcze, ponieśliśmy klęskę. Senat nie rozstrzygnął sprawy. Senatorowie nie chcą mówić o wojnie i pokoju. Zarządzili, że mają zdecydować komicja. Przecież ten motłoch o niczym nie wie i nic nie rozumie.

- Tym lepiej.- spokojnie odpowiedział Arystokles. Tutaj na zgromadzeniu obywateli nikt nie dyskutuje. Wszyscy tylko słuchają konsulów i trybunów, a potem głosują i rozchodzą się do domów. Łatwo będzie ich skłonić do udzielenia pomocy Mamertynom, łatwiej niż senatorów. Konsul Caudex na pewno ich przekona, ludzie go uwielbiają. A poza tym mamy w garści, tak jak innych, którzy mają posiadłości w Kampanii. Bez naszych pieniędzy nie będą mogli zarabiać. A tymczasem bierz się do roboty. Trzeba sporządzić listę potencjalnych dostawców dla wojska.

Melikle przywołał pracującego na zapleczu niewolnika i kazał mu przynieść czystem niezapisane zwoje. Arystokles zaś udał się pod siedzibę senatu, by zamienić kilka słów z konsulami…

Cdn.



tagi: starożytność  historia świata  opowiadanie  wojny punickie 

Stalagmit
29 września 2017 14:35
17     1811    10 zaloguj sie by polubić
komentarze:
parasolnikov @Stalagmit
29 września 2017 15:25

Widzisz jak to jest ja zawsze myślałem, że to chwiejna osobowość i wybuchowy charakter są motorem historii, a do jej opowieści nadają się najlepiej psychologowie którzy dopiero nam wytłumaczą co kłebiło się w głowach decydentów.

Świetne to było dziękuje!

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Stalagmit
29 września 2017 15:36

Fajne:)

.

 

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @Stalagmit
29 września 2017 20:28

No, trochę racji młody miał. Okręty też się Rzymianom przydały, z ruchomymi pomostami (corvi) poczatkowo, zanim się walczyć na morzu nauczyli. A Grecy to chyba do końca nie wiedzieli na kogo ostatecznie postawić w tej I wojnie punickiej;-).

zaloguj się by móc komentować

Paris @Stalagmit
29 września 2017 22:02

Ale super wpis  !!!

 

zaloguj się by móc komentować

Aquilamagna @Stalagmit
29 września 2017 22:36

I to jest HISTORIA!

Świetne, proszę pisać dalej!

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @Stalagmit
29 września 2017 22:49

Lepsze od Stevena Saylora.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Stalagmit
30 września 2017 07:12

Bardzo dziękuję wszystkim za komentarze. Cieszę sie, że tekst się podoba

zaloguj się by móc komentować

maria-ciszewska @Stalagmit
30 września 2017 14:26

Super! Coryllus sformułował zagadnienie pod nazwą "Kredyt i Wojna", a Pan przelożył to na prozę.

Czekam na dalszy ciąg.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @parasolnikov 29 września 2017 15:25
30 września 2017 22:09

A tu jest inaczej... Dzięki za uznanie

zaloguj się by móc komentować



Stalagmit @Aquilamagna 29 września 2017 22:36
30 września 2017 22:10

Już niedługo kontynuacja, mam nadzieję.

zaloguj się by móc komentować


Stalagmit @maria-ciszewska 30 września 2017 14:26
30 września 2017 22:10

Już niebawem. Dziękuję.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @Stalagmit
1 października 2017 22:15

Opowiadanie bardzo dobre, ale musze powiedzieć, że teksty z ostatniego numeru(specjalnego) SN naprawdę świetne.

 

@Czytelnicy
Przy okazji zachęcam do zakupu, każdego kto jeszcze nie ma wrześniowego numeru SN.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Kuldahrus 1 października 2017 22:15
3 października 2017 11:47

Bardzo Panu dziękuję. Będzie kontynuacja.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @Stalagmit 3 października 2017 11:47
3 października 2017 15:42

Jaki tam Pan, Mateusz albo Kuldahrus po prostu, Stalagmicie.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować