-

Stalagmit

264 przed Chr. Opowiadanie (cz. 5)

Był wczesny ranek. Melikles szedł po kamienistym brzegu ciemnogranatowego morza, o który rozbijały się rozbijały się wysokie, spienione fale. Na horyzoncie czarna linia gór odcinała się od szarego nieba, po którym przesuwały się niskie, ciężkie chmury. Melikles lubił te poranne spacery, które pozwalały mu w spokoju zebrać myśli i zaplanować cały nadchodzący dzień. Tym razem myślał o słowach starego Arystoklesa, które usłyszał w czasie ostatniego, krótkiego pobytu w Rzymie: „Pamiętaj, że musisz mieć oko na wszystko. Musisz wiedzieć, co robi i co planuje konsul i jakie rozkazy zamierza wydać swoim oficerom. Powinieneś wiedzieć, ile broni, ile zapasów i materiałów spoczywa w magazynach. Nie mówię, że masz śledzić każdą tarczę, czy każdą amforę z oliwą, ale powinieneś znać dość dokładną liczbę przedmiotów, jaką dysponuje armia. Dlatego trzeba dobrze żyć z kwatermistrzami i prefektami obozowymi, musisz ich znać nawet lepiej niż samego wodza. Jeśli oni będą cię lubić, będziesz wiedział to, co najważniejsze. Konsul też powinien cię lubić i znać. Nie masz trudnego zadania do wykonania. Najlepiej pozyskiwać sobie zaufanie ludzi przez drobne przysługi. Zawsze bądź gotowy do pomocy konsulowi i jego ludziom, kiedy o to poproszą. Czasem sam zaproponuj, że coś zrobisz, ale niezbyt często. W końcu trzeba cenić swoją pracę.”

Melikles zastanawiał się nad naukami ojca i starał się je odnieść do swojej obecnej sytuacji. Siedem dni wcześniej otworzył w Rhegium kantor, w którym teraz uwijali się jego podwładni, niewolnicy i wyzwoleńcy Arystoklesa. Pracowali od rana do wieczora załatwiając pożyczki na zakup broni i zaopatrzenia, budowę okrętów i transport materiałów.

Młody bankier wrócił do miasta, które już od samego rana było jak wielkie, ruszające się mrowisko. Niewolnicy opróżniali magazyny z towarów i zanosili je na stojące w porcie statki, które natychmiast po załadowaniu przepływały na drugą stronę cieśniny, na Sycylię. Przez bramy nieustannie wchodziły karawany mułów i wozy wiozące rozmaite cenne artykuły: oliwę i wino w amforach, sztaby metalu, bele tkanin, skóry wołów. Wszystko to natychmiast trafiało do magazynów i warsztatów, skrupulatnie odnotowywane przez skrybów i księgowych. W kuźniach, odlewniach, warsztatach tkackich i płatnerskich od świtu krzątali się robotnicy obserwowani surowym okiem nadzorców. Nie tylko na głównym placu, ale także na bocznych ulicach stały stragany drobnych kramarzy, liczących na zarobek. Wszystkie kwatery w Rhegium były zajęte, albo przez rzymskich żołnierzy i oficerów, albo przez kupców i właścicieli warsztatów. Codziennie przybywało coraz więcej wojska, które zapełniało namioty obozów założonych poza murami miasta. Do portu wpływały dziesiątki okrętów wojennych wystawionych przez greckie miasta z wybrzeża Italii. Zapełniały się on wojskiem i zaraz potem płynęły na pobliską wyspę. W środku całej gwarnej i tłocznej bazy inwazyjnej zainstalował się założony w obszernym domu przy agorze kantor Meliklesa, który szybko stał się ośrodkiem wszystkich transakcji w mieście.

Melikles powrócił z plaży, przeszedł przez bramę miasta i przeciskając się pomiędzy żołnierzami, handlarzami i tragarzami. Jeszcze przed chwilą słuchał spokojnego szumu morza, a teraz jego uszy wypełniał hałas nie do opisania, składający się z gwaru ludzkiej mowy i okrzyków, odgłosów pracy w warsztatach i dźwięku wydawanego przez żołnierzy maszerujących w pełnym uzbrojeniu i podkutych butach po miejskim bruku. W końcu Grek dostał się na agorę i do swojego kantoru.

- Witaj, szlachetny Meliklesie! – zawołał siedzący za stołem starszy, siwy mężczyzna odziany w zieloną szatę, powstając ze stołka.

- Witaj Eolu – odrzekł Melikles spoglądając spod byka na wyzwoleńca, który juź od prowadził cały interes – Co nowego? – spytał.

- Spodziewamy się dziś pierwszego transportu broni od Lusinesa z Etrurii. Dwa tysiące mieczy, tysiąc żelaznych kolczug, tysiąc pięćset hełmów z brązu i dwa tysiące trzysta kompletów okuć żelaznych do tarcz, które trzeba niezwłocznie dostarczyć do warsztatu szczytnika Haridemosa. Procenty i zwrot kapitału od płatnerzy spływają regularnie. Senat także nie zalega z płatnościami. Trzeba znów obsłużyć potrzeby konsula Appiusza Klaudiusza. Spod Messany nadeszły listy, że potrzebuje pięciuset talentów attyckich na nagłe wydatki.

- Wysyłaj niezwłocznie. Pamiętaj, że trzeba naliczyć odpowiedni procent. Co najmniej trzydzieści, jak przy pożyczce morskiej. – poinstruował Eola Melikles.

- Stanie się, jak mówisz, panie. – odpowiedział Eol, robiąc na bieżąco notatki na pokrytej woskiem drewnianej tabliczce. – Jest jeszcze coś, panie. Dziś, zanim jeszcze otworzyliśmy, przyszedł tu centurion z listem od legata. Kazał ci go oddać, do rąk własnych.- powiedział starzec, przekazując Meliklesowi zapieczętowany papirus. Młodzieniec złamał pieczęć i rozwinął zwój. Pismo wzywało go na naradę, która tego dnia miała się odbyć w kwaterze legata i jego oficerów w zarekwirowanym, strzeżonym domu na uboczu agory. Melikles zamyślił się przez chwilę i schował list do wiszącej mu u pasa sakiewki.

- Co teraz porabia Tages? – zapytał Eola, który zdążył już zagłębić się w papirusowe księgi bankowe.

- No jak co dzień, panie… Pobiegł do kuźni Nikiasza i pracuje razem z jego ludźmi. Teraz podobno uczy się robić jednosieczne miecze, zupełnie takie, jakich używają Kartagińczycy. Wszyscy go chwalą, bo podobno pojmuje wszystko w lot i nawet sam udziela rad kowalom Nikiasza. To nawet zabawne, kiedy się widzi kilkunastu niemłodych osiłków słuchających spokojnie takiego dzieciaka. Ja jeszcze nie spotkałem takiego niewolnika. Wszyscy, których znam, na jego miejscu unikaliby roboty w każdy możliwy sposób i trzeba byłoby ich szukać po wszystkich tawernach w Rhegion. A ten młody nic, tylko pracuje i obserwuje.

- Mówiłem ci już, że wart jest swojej wagi w złocie. – odrzekł Melikles, który właśnie zajął się sprawdzaniem zapisów w księgach. Wiedział, że Eol jest zaufanym wyzwoleńcem jego ojca, ale zawsze wolał sam sprawdzić, czy wszystkie rachunki się zgadzają.

Melikles i Eol uwijali się przy stołach w kantorze aż do południa. Nie mieli ani chwili odpoczynku. Musieli obsłuży kolejkę klientów, którzy przyszli na agorę załatwiać najważniejsze sprawy. Kupcy, armatorzy, właściciele wytwórni, dowódcy najemników – wszyscy przychodzili po kredyt, ubezpieczenie transportu, albo po pomoc i pośredniczenie w transakcjach. Od wszystkiego obrotni Grecy brali sporą prowizję, ale nie odstraszało to kontrahentów, bo każdy wiedział, że pod firmą Arystoklesa i Meliklesa sprawy załatwia się szybko, sprawnie i bezbłędnie. Zaopatrzenie całej armii inwazyjnej, handel z całą Italią i obrót materiałami wojennymi koncentrowały się w tym małym kantorze przy głównym placu Rhegium. Dopiero teraz Melikles uświadamiał sobie, jak wielką odpowiedzialność i jak uciążliwą w gruncie rzeczy pracę zlecił mu ojciec. A z drugiej strony, jak fantastyczną wiedzę przy tym zdobył…

Melikles opuścił agorę i przeszedł brukowaną ulicą do piętrowego domu stojącego nieco na uboczu. Chmury na niebie rozwiały się i południowy żar lał się z nieba. Wejścia do budynku strzegli dwaj legioniści w pełnym uzbrojeniu. Znali już dobrze greckiego bankiera i na jego widok oddali mu honory, podnosząc nieco do góry włócznie. Grek wszedł przez drzwi i po przejściu dziedzińca dotarł do wrót obszernej sali na parterze, której strzegł uzbrojony centurion i dwóch legionistów z obnażonymi mieczami w rękach. Melikles nie wyrzekł ani słowa, oddał tylko oficerowi list, który przekazał mu rano Eol. Centurion otwarł drzwi i wpuścił Greka do środka. Pomieszczenie miało zamknięte okiennice i było oświetlone rozstawionymi w niszach lampkami oliwnymi. Przy wielkim stole na środku stali oficerowie ubrani w zbroje z brązu i ciemnoczerwone płaszcze.

- Konsul Klaudiusz stoi teraz pod Messaną ze swoją armią i odpiera ataki Punijczyków, którzy ciągle organizują wypady. Wczoraj doszła do mnie wiadomość, że pod miastem pojawiło się wojsko tyrana Syrakuz Hierona i zaatakowało naszych ludzi zbierających zaopatrzenie w okolicy. Trzeba niezwłocznie wysłać posiłki armii konsularnej, bo czeka ją bój z dwoma silnymi przeciwnikami. Musimy szybko przygotować jednostki transportowe i eskortę. – mówił legat Messala Korwinus, wysoki, szczupły mężczyzna stojący pośrodku oficerskiego grona. Melikles, który znalazł sobie miejsce nieco z boku, uważnie słuchał jego słów.

- Sytuacja nie wygląda najlepiej – kontynuował Korwinus – Kartagińczycy mają lepsze okręty od naszych, i co gorsza mają ich więcej. Nie tylko nasze transporty wojska i zaopatrzenia są zagrożone, ale także miasta nadmorskie i porty w Italii. W każdej chwili możemy się spodziewać ataku. A przecież nasi sprzymierzeńcy z Lokrów, z Neapolis i innych miast zaufali nam i wypożyczyli całą swoją flotę. My przecież nie mamy dobrych okrętów. Radzę wam zastanowić się nad tym i wziąć to pod uwagę przy następnej naradzie, to znaczy jutro. A teraz rozkazuję wam zacząć przygotowania do przeprawy. Każdy już wie, jakie zadania przypadły mu w udziale. Możecie się rozejść.

Legaci, trybuni i kilku centurionów oddało honory dowódcy i szybko opuściło dom, by wykonać zlecone zadania. W sali pozostał jedynie Messala Korwinus i Melikles.

- Dziękuję, że przybyłeś, dostojny Meliklesie. Jak widzisz, sytuacja nie jest wesoła. – rzekł Korwinus, zbierając ze stołu część papirusów i notatek na woskowych tabliczkach.

- Jestem do twoich usług, czcigodny Korwinusie. Zawsze jestem gotów pomagać ci najlepiej jak będę mógł. Widzę jednak, że twoi oficerowie nie są zbyt lotni.

- Co masz na myśli? – spytał legat.

- Cóż, kiedy poleciłeś im zastanowienie się nad sytuacją na morzu, żaden z nich nawet się nie zająknął. Czyżby nie mieli żadnych pomysłów? Chyba nie chcą wylądować razem ze swoimi legionistami na dnie Morza Tyrreńskiego, albo gdzieś na środku cieśniny? – spytał młody Grek uśmiechając się delikatnie pod nosem.

- Ja się nie spodziewam od nich odpowiedzi. To nieźli oficerowie, potrafią kierować ludźmi w boju i są rzecz jasna odważni. No ale zupełnie nie znają się na żegludze. Liczę, że znajdą kogoś, kto może mi pomóc w tej kwestii. To wy, Grecy czujecie się na morzu, tak jak my Kwiryci na lądzie. Jedynie wy możecie iść w zawody z Punijczykami. – tłumaczył Korwinus patrząc z nadzieją na bankiera.

- Zawsze możecie się nauczyć czegoś pożytecznego. Nie każdy Rzymianin jest przecież jak konsul Flaccus, który bez Greka albo Etruska nie potrafiłby nawet zorganizować wieczerzy. – zaśmiał się Melikles.

Korwinus zdenerwował się, choć nie dał poznać tego po sobie. Wiedział, że od banku Arystoklesa zależy sprawne prowadzenie kampanii, ale ten młodzik wyraźnie pozwalał sobie na zbyt śmiałe docinki.

- Ja nie jestem Falccusem. Mam do wykonania konkretne zadanie i senat spożyje mnie na surowo, jeśli nie podołam. O tym co się będzie działo na komicjach, wolę nawet nie myśleć. Wezwałem cię tu, bo zwykle masz albo dobre pomysły, albo dostęp do odpowiednich ludzi. Co możesz mi poradzić tym razem? – spytał Messala Korwinus z wyrazem zniecierpliwienia na twarzy.

- To właściwie bardzo proste, dostojny Korwinusie. Jeśli Kartagińczycy mają świetne okręty wojenne, to ty potrzebujesz takich samych, albo lepszych. Z załogami nie będzie problemu, bo nasze greckie miasta dostarczą ich chętnie. Kartagińskie stocznie są dobrze strzeżone, a na wysyłanie tam szpiegów nie ma czasu. Musisz po prostu dostać w swoje ręce kartagiński okręt. Ja znajdę najlepszych szkutników, tu w Rhegium, albo w Neapolis. Wezmą wzór i zbudują kopię punijskiej galery. Uruchomimy wszystkie stocznie od Ostii po Tarent i za pół roku będziesz miał do dyspozycji doskonałą flotę. Kredytu na budowę udzieli mój ojciec.

- Ale kto się podejmie zdobycia takiego statku? Nie mam odpowiedniego kapitana, a moi ludzie nie są wprawieni w abordażu.

- Zostaw to mnie, dostojny Korwinusie. Daj mi do dyspozycji kilka galer, pozwól mi dobrać kapitana i załogę. Spośród najemników i twoich legionistów wybiorę sobie odpowiednich ludzi. Mam człowieka, który dokona odpowiednich przeróbek na okręcie, tak żeby można było dopędzić Punijczyków. Zaufaj mi, znam się na ludziach i potrafię wszystko zorganizować. Nie będziesz żałował i nie będziesz oczekiwał długo. – odpowiedział Melikles, ująwszy legata za rękę. Młodzieniec wiedział, że sporo ryzykuje, a przecież ojciec zabronił mu się narażać. Tym razem jednak wyjątkowo nie zamierzał go słuchać…

CDN.



tagi: starożytność  opowiadanie historyczne 

Stalagmit
7 stycznia 2018 12:11
12     436    8 zaloguj sie by polubić
komentarze:
ainolatak @Stalagmit
7 stycznia 2018 13:59

teraz obiad, a ponim na deser będzie czetanie o przygodach młodego bankiera ;)

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @ainolatak 7 stycznia 2018 13:59
7 stycznia 2018 14:00

teraz obiad, a ponim na deser będzie czytanie o przygodach młodego bankiera ;)

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @Stalagmit
7 stycznia 2018 16:50

Napięcie rośnie, ciekawe co będzie dalej?

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @ainolatak 7 stycznia 2018 14:00
7 stycznia 2018 17:35

Już niedługo dalsze przygody. Zapraszam.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @ewa-rembikowska 7 stycznia 2018 16:50
7 stycznia 2018 17:36

Będzie jeszcze ciekawiej. Za jakiś czas ciąg dalszy.

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @Stalagmit
7 stycznia 2018 21:02

Czekam na cz. 6.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @MarekBielany 7 stycznia 2018 21:02
11 stycznia 2018 17:29

Dziękuję i przepraszamza opóźnienie w odpowiedzi. Część 6 niebawem.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Stalagmit
11 stycznia 2018 17:50

To jest super. Mam tylko jedną wątpliwość, wiele osób pamięta przygody Meliklesa Greka, imię jest to samo. Nie zmieniaj go już, ale przed drukiem trzeba się nad tym zastanowić

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @gabriel-maciejewski 11 stycznia 2018 17:50
11 stycznia 2018 17:52

Dziekuję. Imię przed drukiem można zawsze zmienić. Kwestia techniczna.

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @Stalagmit
11 stycznia 2018 18:18

Pięknie. Jest nawet czcigodny Korwinus;-)

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @jolanta-gancarz 11 stycznia 2018 18:18
11 stycznia 2018 19:49

Dziękuję bardzo, to jest akurat postać historyczna, Manius Valerius Maximus Corvinus Messalla, consul ordinarius w 263 r. przed Chr.

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @Stalagmit 11 stycznia 2018 17:29
12 stycznia 2018 00:52

Stalagmicie proszę (stanowczo) nie dziękować za opóźnienia. :)

Ja dziękuję za chwilę wytchnienia !

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować