-

Stalagmit

264 r. przed Chr. Opowiadanie (cz. 2)

Ulice Miasta skrywał mrok. Tylko przy głównych arteriach i znaczniejszych gdzieniegdzie paliły się lampy. Arystokles kroczył ulicą położoną u podnóża Eskwilinu. Było już późno i tylko w niektórych oknach można było dostrzec majaczące ogniki lamp oliwnych. Obok starszego Greka szedł wysoki celtycki niewolnik trzymający w ręku latarnię. Wysoki, ubrany w kraciastą tunikę z długimi rękawami, spodnie i płaszcz, wyraźnie odróżniał się od swojego pana. Jego długie, jasne włosy i wielki miecz przypasany do boku budziły respekt wśród rzymskiego plebsu. Nic dziwnego, że Arystokles zabierał go zawsze ze sobą, kiedy musiał nocą przemierzać brudne i niebezpieczne ulice Subury. Belloves, bo tak miał na imię, już kilka razy obronił swojego pana przed napadem miejscowych opryszków. Od tego czasu wszyscy plebejusze schodzili mu z drogi. Koło świątyni Junony Luciny Belloves i jego właściciel zeszli z głównej alei, a potem poprzez kręte uliczki, pomiędzy niskimi, obdrapanymi domkami przedostali się pod ogrodzony wysokim murem, jednopiętrowy budynek. Dom był okazały, ze spadzistym dachem i długim, zadaszonym balkonem na piętrze. Arystokles podszedł do bramy, przy której stał zakapturzony człowiek z pochodnią w ręku i mieczem przy boku. Strażnik oświetlił pochodnią przybyszów i dokładnie się im przyjrzał.

- Hasło – powiedział stłumionym głosem strażnik.

- Zeus Ksenios – odpowiedział spokojnie Arystokles.

Strażnik uderzył trzy razy w bramę i furtka otwarła się. Grek i jego niewolnik weszli na teren posiadłości. Okazało się, że dom jest bardzo silnie strzeżony. Wokół kręciło się kilkunastu uzbrojonych stróżów. Belloves został na dole i oparł się o jedną z drewnianych kolumn. Arystokles wszedł po schodkach na piętro. Odżwierny otwarł mu drzwi i lichwiarz wkroczył do obszernego pomieszczenia, rozświetlonego lampkami oliwnymi zawieszonymi na dwóch kandelabrach. Na rozstawionych pod ścianami łożach siedziało kilkunastu ludzi o skupionych, zaciętych twarzach. Arystokles rozpoznał ich bezbłędnie. Byli to jego koledzy po fachu i konkurenci z tabernae na Froum, finansowa czołówka Rzymu.

- No i w końcu przyszedł ulubieniec Hermesa! – odezwał się ostrym i nieprzyjemnym głosem siwobrody, odziany w długi płaszcz człowiek z laską w ręku, siedzący na skraju łoża stojącego najbliżej wejścia. Arystokles wiedział, kto zwraca się do niego z wyraźną pretensją. Był to bankier Herennio, jeden z najbogatszych ludzi w Kampanii.

- I co nam teraz powiesz, mądry Arystoklesie? Podobno wszystko zaplanowałeś i opłaciłeś, czy tak? A teraz cały twój misterny plan trafi do Hadesu! Ciekawe tylko, kto mi zwróci pieniądze zainwestowane w tych kampańskich bandytów!? Poradziłeś mi nawet, żeby wysłać tam odpowiednich ludzi i srebro, żeby mogli sobie bić własną monetę. A teraz wszystkie moje pieniądze wpadną w ręce Punijczyków! – przy ostatnich słowach tak mocno uderzył laską w podłogę, że wszyscy obecni wzdrygnęli się.

Arystokles patrzył na swojego partnera w interesach i tylko z wielkim trudem ukrywał zażenowanie i wściekłość. Ten stary tetryk zupełnie nic nie rozumiał. Zupełnie jak jego syn Melikles, który dopiero uczył się, jak wyglądają prawdziwe interesy.

- Arystoklesie, Herennio ma rację, Senat nie chciał uchwalić pomocy dla Mamertynów. Wojny na Sycylii chyba raczej nie będzie. – odezwał się siedzący nieco na uboczu Lucjusz Papius.  Arystokles poczuł, że jeszcze raz będzie musiał wytłumaczyć swoim wspólnikom o co chodzi w zaplanowanej przez niego operacji. Popatrzył na całe grono, którego oczy były skierowane na niego, wziął głęboki oddech i zaczął tłumaczyć, z całym spokojem na jaki było go stać:

- Moi drodzy, nie unoście się, to zupełnie niepotrzebne. Wiem, że zaskoczyła was wieść, że senatorowie nie chcieli podjąć decyzji o udzieleniu pomocy Mamertynom i wysłaniu legionów. Patres są podzieleni, bo część chce iść przeciw Celtom, a inni wolą wysłać wojsko na podbój Sycylii. Ale to nie stanowi dla nas problemu. To nawet lepiej, że decyzja ma być głosowana na komicjach. Konsul Caudex nie tylko od początku chciał wojny z Kartaginą, ale ma też u mnie kredyt do spłacenia. Trybunowie ludu są już przekonani, bo liczą na łupy. Pójdzie nam łatwo, bo po zajęciu całej Italii ten lud jest nadal głodny ziemi i zdobyczy. ajego apetyt jest, możecie mi wierzyć, nienanasycony.

- Ale tłuszcza jest kapryśna. Kto wie jak zagłosuje? Część ludzi nie chce walczyć na południu, bo niektórzy senatorowie wmówili im, że Celtowie z północy są najgroźniejszym wrogiem. – odezwał się Pontius Telesinus, samnicki finansista i właściciel rozległych pastwisk na południu.

- To nie ma żadnego znaczenia. – klarował dalej Arystokles – W Senacie jest wielu zdecydowanych ludzi, którzy chcą tej wojny i usilnie do niej dążą. Robiliby to i bez naszych funduszy. Pamiętacie jak osiem lat temu zarekwirowali górę Sila w kraju Bruttiów? A zajęcię Brundyzjum i urządzenie tam bazy morskie? Jeszcze się nie domyślacie po co to wszystko. Oni potrzebują floty wojennej do walki z Kartaginą. Muszą mieć całą masę drewna, żelaza, płótna, sznurów. No i wyszkolone załogi. Potrzebują pieniędzy, żeby za to wszystko zapłacić. A to zaledwie początek całej sprawy. Nie obawiajcie się. Konsul Caudex będzie jutro przemawiał na komicjach, a on na pewno potrafi przekonać lud do wsparcia Mamertynów. Trybuni już będą wiedzieli jak zaognić nastroje. Wystarczy, że naopowiadają, jakie to bogactwa można zdobyć na Sycylii. Ludzie nie chcą walczyć z Celtami. Jakie łupy można zresztą zabrać tej dziczy?

- Obyś miał rację Arystoklesie. Jeśli się nie uda, będziesz mi musiał zwrócić kapitał zainwestowany w Mamertynów. No i bez odsetek też się nie obejdzie. Za moją krzywdę. – odrzekł Herennio z kwaśnym uśmiechem na ustach.

Arystokles pozostał nieporuszony i zdołał utrzymać spakojny wyraz twarzy. Ale w środku kipiał ze złości. Ten Kampańczyk był niebezpiecznym idiotą. Nie dość, że kwestionuje jego umiejętności i zupełnie nie orientuje się w polityce, to jeszcze usiłuje załatwiać ich prywatne umowy przed wszystkimi bankierami Rzymu. To niedopuszczalne. Tak nie postępuje lojalny wspólnik. Trzeba się go pozbyć i to szybko.

- Plan jest prosty. Jutro rano każdy spokojnie otwiera swój kantor na forum. Ja pilnuję konsula Caudexa, trybunów i obrad zgromadzenia. Wy prowadzicie interesy jak zwykle, zwracajcie jednak uwagę, czy wśród klientów nie znaleźliby się dostawcy materiałów dla wojska. Za chwilę trzeba będzie ich łapać i kredytować. To wszystko na dziś.- zakończył zebranie Arystokles.

Zebrani zaczęli pojedynczo wychodzić z domu, żegnając się ze wspólnikami. Nikt nie dziwił się, że tylko kilka osób zabrało głos. W końcu lepiej, kiedy wypowiadają się najstarsi i najbardziej doświadczeni, a młodsi się uczą. Poza tym Arystokles i Telesinus już wcześniej zaplanowali całą operację finansowania nadchodzącej wojny. Każdy był już wcześniej wtajemniczony w swoją część planu.

Następnego dnia na Forum i na okrągłej przestrzeni Komicjum koło izby Senatu od rana zaczęli zbierać się ludzie. Obywateli było bardzo wielu i większość z nich nie znalazła miejsca na małym okręgu przy Kurii, gdzie docelowo mieli gromadzić się wyborcy. Temperatura nastrojów narastała, umiejętnie podsycana przez opłaconych agitatorów. Przekazywano sobie z ust do ust najpierw zwykła propagandę zachęcającą do wojny, a potem coraz bardziej nieprawdopodobne wieści. Mówiono, że Kartagina zagraża Rzymowi i blokuje jego handel, bo łańcuch jej posiadłości otacza przecież Republikę od zachodu. Opowiadano sobie o bajecznych bogactwach Sycylii, o jej zbożu i stadach owiec, o wielkich i zamożnych miastach. W końcu, nie wiadomo skąd, zaczęły nadchodzić wieści, że Kartagińczycy spiskują przeciw Rzymowi. Chcą zająć całą Sycylię, a potem zaatakować Italię. Chętnie dawano wiary tym plotkom, bo rozgorączkowane umysły szukały kolejnych pretekstów do wojny i rabunku. Arystokles i jego wspólnicy mieli dobry widok na plac i gromadzących się ludzi. Stary lichwiarz posłał Melikles pod Kurię, by miał bliższy ogląd całej sytuacji.

W Kurii znów zebrał się senat, a na platformie zwanej Graecostasis zasiedli ambasadorzy obcych państw, obserwujący obrady zgromadzenia. Kiedy przybliżyło się południe, na mównicę wszedł konsul Appius Klaudiusz Caudex w śnieżnobiałej todze, w towarzystwie liktorów. Rozmowy i szepty umilkły. Konsul podniósł prawą rękę do góry i zaczął mówić:

- Obywatele! Kwiryci! Jak wam zapewne wiadomo, Mamertyni, którzy są otoczeni w Messanie przez punicki garnizon, poprosili nas o pomoc. Są oni Kampańczykami, naszymi braćmi, którzy znaleźli się w wielkiej opresji. Wiarołomni i okrutni Punijczycy oblegli ich na akropolu w Messanie. Teraz czeka ich niechybna zagłada. A jeśli tak się właśnie stanie, to od Italii będzie dzieliła Kartagińczyków już tylko jedna, wąska cieśnina. But punickiego żołdaka stanie naprzeciw naszej ziemi. Tylko krok wystarczy, by ci puniccy bandyci przekroczyli Cieśninę! Nie możemy do tego dopuścić! Trzeba się bronić! Za chwilę punickie armie wylądują pod Brundyzjum i Neapolis! – Konsul przemawiał głośno ponad godzinę, strasząc obywateli perspektywą punickiej inwazji i obcej armii pustoszącej italskie wsie i miasta. Ludzie zaczęli mu odpowiadać spazmatycznymi okrzykami. Dali się już prawie przekonać do wojny. Kiedy Caudex skończył mówić i na mównicę wkroczyli trybuni, zaczął się prawdziwy festiwal kłamstwa. Zaczęto opisywać bogactwa Sycylii, kilkukrotnie zawyżając ilość ziemi, stad i miast, jakie były tam do zdobycia. Atmosfera doszła do punktu, kiedy prawie wszyscy chcieli natychmiast udać się na morze i rabować wyspę. Nikt nie zgłaszał sprzeciwu. W końcu zawiadujący zebraniem uciszyli lud i zaczęło się głosowanie. Trwało długo, bo wszyscy chcieli wrzucić do urny swój głos. Urzednicy liczyli głosy kolejnych centurii, podchodzących do urny w ustalonym porządku. Kiedy zaczęła podchodzić ostatnia centuria proletariuszy, złożona z najbiedniejszych i nic nie posiadających, stało się jasne, że przeważająca większość zgromadzenia opowiedziała się za udzieleniem pomocy Mamertynom. Melikles, który stał koło ambasadorów greckich miast i państw, zauważył, że helleńscy dyplomaci przyjęli orzeczenie zgromadzenia z wyraźną aprobatą. Wesoło rozmawiali między sobą, wymieniając jakieś niewybredne żarty. W końcu młody Grek pobiegł przedzierając się przez tłum na forum do kantorka swojego ojca.

- No i jak? – zapytał Arystokles.

- Uchwalili pomoc dla Kampańczyków. Będzie wojna, tak jak mówiłeś ojcze.- odrzekł zdyszany Melikles.

- No widzisz. Słuchaj i ucz się. Ja zawsze mam rację, a jeżeli jej nie mam, to patrz punkt pierwszy. A teraz przygotuj się do podróży. Pojedziesz do Etrurii i dopilnujesz produkcji uzbrojenia w zagłębiu w Populonii. Już wiem, którzy publikanie dostaną kontrakty. Tutaj masz listę…  



tagi: historia świata  opowiadanie  wojny punickie 

Stalagmit
2 października 2017 11:55
12     3077    11 zaloguj sie by polubić
komentarze:
elzbieta @Stalagmit
2 października 2017 18:57

Piekne!

Czekamy na dalszy ciag.

zaloguj się by móc komentować

Paris @Stalagmit
3 października 2017 00:38

Swietne te wyliczanki z tymi "walorami" pod przyszly rabunek... no i jak ta sytuacja byla "grozna"... zwlaszcza jak to "zagrozenie"  powstalo tak - z dnia na dzien... cos jak dzis "projekt" Katalonia, a u nas w Polsce proba odpalenia "projektu" RAS...

... i tak zestawiam sobie te dzisiejsze konta w bankach szwajcarskich... albo te afery milionowe ujawniane ostatnio przez "politico"... te raje podatkowe dla "wybrancow losu"...

... i rzeczywiscie...  WOJNA = RABUNEK  !!!... dla banksterow  !!!

Tekst super.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Stalagmit
3 października 2017 07:58

Rozumiem, że to początek większej całości?

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @Stalagmit
3 października 2017 08:09

super - nieźle się rozwija akcja

zaloguj się by móc komentować


Stalagmit @Paris 3 października 2017 00:38
3 października 2017 11:18

Dziękuję bardzo. Widać, że musi bc kontynuacja.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @gabriel-maciejewski 3 października 2017 07:58
3 października 2017 11:19

Na początku myślałem, że to bedzie tylko wprawka, próba. no ale w takim układzie kontynuacja musi być.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @ewa-rembikowska 3 października 2017 08:09
3 października 2017 11:19

Dziękuję. Mam nadzieję, że za jakiś czas pojawią się następne części.

zaloguj się by móc komentować

Paris @Stalagmit 3 października 2017 11:18
3 października 2017 21:13

No i jest... zawsze byla i bedzie...

... nas tylko nie bylo.  Swietnie sie czyta te starozytne opowiadania... te obowiazujace wtedy "mechanizmy"... te rozne struktury... ta propaganda... byli ludzie zyciowi.

W  trakcie czytania - przypominalo mi sie - jak dziadkowie... rodzice tez... czesto napominali mnie i rodzenstwo, jak bylismy mali... tak prawie jak ten stary bankier swojego syna, wysylajac go na "przeszpiegi"... to dopiero bylo wychowanie i "edukacja domowa"... az milo mi wspominac... nie to co dzisiaj - "robta co chceta".

Dzieki piekne za te wszystkie super teksty. 

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @Stalagmit
5 października 2017 08:11

Jesteś bezbłędny :)
 

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Paris 3 października 2017 21:13
5 października 2017 12:22

To ja dziekuję. Mam nadzieję, że będzie kontynuacja.

zaloguj się by móc komentować


zaloguj się by móc komentować