-

Stalagmit

Ameryka prekolumbijska cz. 2

Już dziesiątki, jeśli nie setki lat trwa wśród badaczy dziejów i miłośników historii dyskusja o tym, kto, kiedy i w jakich okolicznościach mógł docierać do Nowego Świata przed pamiętną wyprawą Krzysztofa Kolumba w 1492 roku. Dziś w książkach, prasie i na stronach internetowych można spotkać rozmaite informacje i opinie na ten temat. Niestety sprawdzone wiadomości giną najczęściej w mroku mało prawdopodobnych hipotez. Spróbujmy zrekapitulować najważniejsze informacje.

Zacznijmy od geografii Nowego Świata, która jest dla omawianej kwestii kluczowa. Wielki kontynent amerykański rozciąga się południkowo, od Morza Arktycznego i Przylądka Murchisona, po Cieśninę Magellana i Przylądek Froward. Od zachodu oblewają ją wody Oceanu Spokojnego, a od wschodu Oceanu Atlantyckiego. Stanowi ona wielki ląd, ogromną „wyspę” półkuli zachodniej. Liczy sobie 42 549 000 kilometrów kwadratowych powierzchni, co stanowi prawie połowę powierzchni Starego Świata, czyli Afroeurazji (84 980 532 kilometry kwadratowe). Jest większa od Afryki, Europy, czy Australii. Nowy Świat jest obszarem zróżnicowanym pod względem rzeźby terenu, topografii, roślinności, podłoża geologicznego, klimatu i gleb. Występują tu prawie wszystkie znane biomy. Różnorodność i bogactwo przyrody obu Ameryk jest zaiste imponujące. Linia brzegowa Nowego Świata jest bardziej rozwinięta na północy, niż na południu. Rzeźba północnej części Ameryki Północnej została ukształtowana głównie przez lądolody w plejstocenie. Od Alaski po Mezoamerykę, w zachodniej części kontynentu północnoamerykańskiego ciągnie się przez ponad 6 tys. kilometrów zespół łańcuchów górskich Kordylierów. Większość kontynentu zajmują rozległe niziny i płaskowyże (Nizina Mackenzie, Płaskowyż Laurentyński, Wielkie Równiny, Niziny Wewnętrzne). Na wschodzie kontynentu, równolegle do wybrzeża Atlantyku ciągną się góry zwane Appalachami, a na wschód od nich Nizina Atlantycka. Nad Zatoką Meksykańską rozciąga się Nizina Zatokowa. Południowy odcinek Kordylierów sąsiaduje z Wyżyną Meksykańską i obfituje w czynne wulkany (Popcatepetl, Izzahuatl, Orizaba). Na zachodnim skraju Ameryki Północnej tektoniczna płyta amerykańska styka się z płytą pacyficzną, a na południu z płytą karaibską, która od zachodu sąsiaduje z płytą kokosową. Ten fakt jest powodem licznych trzęsień ziemi i aktywności wulkanicznej w pobliżu styku tych płyt. Klimat Ameryki Północnej jest bardzo zróżnicowany, głównie ze względu na rozciągłość tego kontynentu. Kształtują go stałe układy wyżowe (Hawajski, Azorski, Grenlandzki i Arktyczny) i niżowe (Aleucki, Islandzki). Kordyliery niwelują wpływ Pacyfiku na klimat, ale wielkie masy powietrza mogą wędrować na wschód od nich, od Zatoki Meksykańskiej, aż po wielkie jeziora. Zimne i ciepłe masy powietrza często się spotykają, stąd trąby powietrzne i cyklony gnębiące środkową i południową część kontynentu. Północna część Ameryki Północnej leży w strefie klimatów okołobiegunowych, a na południe od niej strefa klimatów umiarkowanych (najrozleglejsza) i klimatów podzwrotnikowych. Mezoameryka charakteryzuje się najcieplejszym, równikowym klimatem. Ameryka Północna jest zasobna w wody śródlądowe i posiada rozwiniętą sieć rzeczną. Największe systemy rzeczne tworzą: Missisipi, Missouri, Jukon, Mackenzie, Rzeka św. Wawrzyńca. Równie imponujące są rzeki leżące w obszarze klimatu podzwrotnikowego: Colorado, Columbia, Rio Grande, Sacramento, San Joaquin. Spore znaczenie przyrodnicze i gospodarcze posiada też zespół Wielkich Jezior (Górne, Huron, Michigan, Ontario, Erie), położony niemal w centrum masy kontynentalnej. Tak samo jak jeziora kanadyjskie (Manitoba, Niewolnicze, Winnipeg, Athabaska i inne) są one wielkimi zbiornikami polodowcowymi. Wyróżniają się spośród nich wielkie jeziora tektoniczne (Wielkie Jezioro Słone, Jezioro Kraterowe, Nikaragua, Managua). Północną część Ameryki Płn. pokrywają polodowcowe gleby inicjalne, a także piaszczysto-kamieniste darniowe gleby tundrowe. Pod tajgą północnoamerykańską występują gleby bielicowe, torfowe i kwaśne gleby brunatne. W środkowej części kontynentu, pod powierzchnią nizin i równin występują głównie gleby płowe i brunatne gleby leśne, ale także czarnoziemy preriowe i gleby kasztanowe. Nad Zatoką Meksykańską dominują czerwonoziemy i żółtoziemy, a gdzieniegdzie także gleby glejowe i torfowe. W górach występują głównie gleby brunatne, kwaśne, bielicowe i buroziemy, a na pustyniach płytkie gleby piaszczyste i kamieniste. Roślinność Ameryki Północnej jest znacznie bogatsza w gatunki, niż roślinność Eurazji. To dlatego, że w plejstocenie gatunki ciepłolubne mogły się cofać na południe. Najdalszą północ zajmuje bezdrzewna tundra, nieco dalej na południe można napotkać tundrę z rzadka porośniętą brzozą i wierzbą. Od ok. 45 stopnia szerokości geograficznej północnej rozpościera się tajga składająca się głównie z sosny, świerka, sosny Banksa, sosny wejmutki, klonu i topoli (bardziej na południe). Na południe od tajgi naturalnym biomem są lasy liściate i mieszane, z klonami, bukami, dębami, brzozami, orzesznikami amerykańskimi i tulipanowcami. W środkowej części kontynentu dominują rozległe prerie, odpowiedniki eurazjatyckich stepów. Nad Zatoką Meksykańską rosną bagienne lasy cypryśnikowe. W Kordylierach można za to spotkać obszary porośnięte lasami sekwojowymi, tują, daglezją i świerkiem sitkajskim. Na południowym zachodzie kontynentu i Mezoameryce dominuje roślinność twardolistna, półpustynie i pustynie. Jedynie na południu Mezoameryki można spotkać wilgotne lasy równikowe i lasy namorzynowe.

Ameryka Południowa jest kontynentem jeszcze bardziej zróżnicowanym i kontrastowym, niż Ameryka Północna. Można tu spotkać zarówno jedne z najwyższych łańcuchów górskich i stożków wulkanicznych na świecie, jak i wielkie równiny i płaskowyże. Poprzez Przesmyk Panamski łączy się ona z Ameryką Północną. Oblewają ją wody Oceanu Atlantyckiego i Oceanu Spokojnego. Wzdłuż wybrzeża Oceanu Spokojnego prawie nie występuje szelf kontynentalny, bo stoki Andów schodzą bezpośrednio do oceanu. Wybrzeże jest słabo rozwinięte, a wysp przybrzeżnych jest niewiele. Większą część Ameryki Południowej zajmują niziny, ale wzdłuż północnego i zachodniego brzegu kontynentu ciągnie się długi na 9 tys. kilometrów, potężny i niebywale wysoki (najwyższy szczyt Aconcagua 6959 m n.p.m.) łańcuch górski Andów. Obfitują one w czynne wulkany i lodowce górskie. Na wschód od Andów rozciągają rozległe niziny: Orinoko, Amazonki i La Platy. Pokryte są rzeźbą eoliczną i fluwialną i łączą się z obniżeniami śródgórskimi Orinoko-La Plata. Te rozległe równiny oddzielone są wyżynami: Gujańską, Brazylijską i Patagońską. Większa część kontynentu leży na południowoamerykańskiej płycie tektonicznej, a tylko niewielkie skrawki na innych płytach: kokosowej, Nazca, karaibskiej i antarktycznej. Większa część Ameryki Południowej leży w strefie międzyzwrotnikowej i podlega cyrkulacji pasatowej. Wielką barierę dla wędrujących mas powietrza stanowią Andy. Spora część kontynentu znajduje się w strefie klimatów równikowych, charakteryzujących się wysokimi stałymi temperaturami rocznymi i wysokimi opadami. Na południe od niej rozciąga się strefa klimatów zwrotnikowych, suchsza i nieco chłodniejsza. W Andach i na obszarze Altiplano panuje suchy klimat wysokogórski. Andy charakteryzują się piętrowym zróżnicowaniem klimatu i roślinności. Na południe od 40 stopnia szerokości geograficznej południowej ciągnie się strefa klimatów umiarkowanych, a sam południowy skraj kontynentu charakteryzuje się zimnym klimatem okołobiegunowym. Kontynent południowoamerykański posiada jedne z największych i najbardziej rozwiniętych systemów rzecznych na świecie: Amazonkę, Orinoko, Paranę i La Platę. Największe jeziora są pochodzenia tektonicznego (Titicaca, Poopo). Amerykę Południową pokrywają głównie gleby aluwialne i pokrywy zwietrzelinowe. W Amazonii występują czerwone gleby ferralitowe i żółtoziemy. Na wyżynach i terenach stepowych dominują czerwono ziemy, brunatnoziemy, gleby bogate w żelazo, kasztanoziemy i buroziemy. Na obszarze Pampy można napotkać rozległe czarnoziemy, gleby łąkowe, gliniaste gleby ciemnopróchniczne, buroziemy i szaroziemy. W Andach dominują gleby wulkaniczne. Na tych różnorodnych pokrywach glebowych rozwija się równie zróżnicowana pokrywa roślinna. Leżące w śródku kontynentu tereny nizinne i skraj wyżyn pokrywa wilgotny las równikowy, a stoki Andów górski las równikowy i tzw. las mglisty. Sporą część kontynentu, zwłaszcza na południu, pokrywają sawanny, stepy i stepy wysokotrawiaste,  oraz widne lasy zrzucające liście w porze suchej. Występują także półpustynie, suche stepy i pustynie mgliste (np. w Andach). Na południu Andów występuje półpustynna formacja zwana puną.

Jak widać, Nowy Świat to wielki, rozległy i zróżnicowany ląd, oddzielony od pozostałych kontynentów oceanami. Czy znaczy to, że po zakończeniu epoki zlodowaceń stał się on rzeczywiście odrębnym światem, oddzielonym od reszty lądów nieprzebytymi oceanami? To jeden z najciekawszych historycznych i archeologicznych problemów, który postaramy się poniżej rozważyć. Warto przy tym pamiętać, że jest on przedmiotem ożywionych sporów i nie wszystkie hipotezy o transoceanicznych kontaktach mogą być należycie udowodnione. Wiele rzekomych dowodów to fałszerstwa lub zmyślenia, a sporo obiegowych teorii zawiera jedynie wytwory fantazji swoich twórców. Postaramy się uniknąć skrajności, czyli zarówno zbytniego sceptycyzmu, jak i nieposkromionej fantazji.

Jak już wspomniano w poprzedniej notce, proces zasiedlania Nowego Świata z Azji był ciągły i wieloetapowy. Wielokrotnie do Ameryki przybywały drogą lądową (kiedy jeszcze istniała Beringia) i morską różne grupy osadników z Azji. Po otwarciu Cieśniny Beringa u początku holocenu. Na kontynent amerykański można się było dostać jedynie drogą morską. Najmniejsza odległość dzieli Amerykę od Azji (85 km Cieśniny Beringa). Odległość brzegów Ameryki Południowej od Europy wynosi w linii prostej 6000 km, do Afryki 3000 km, a do Azji 12 tys. km. Pozornie tak wielkie odległości mogą się wydawać bardzo trudne do przebycia. Ale nie należy zapominać, że już w paleolicie ludzie rozwinęli żeglugę, zarówno na krótkich, jak i na dłuższych dystansach. Już w dolnym paleolicie budowano i wykorzystywano proste drewniane tratwy. Ludzie przebywali drogą morską cieśniny (Gibraltarską, Sycylijską, Bab El Mandeb) i większe akweny. Takie podróże musiały być doskonale zaplanowane i zorganizowane i nie odbywały się przypadkowo. Wymagały także lepszych środków transportu, niż proste pnie, czy prymitywne pływaki. To właśnie w okresie górnego paleolitu, około 50 tys. lat temu, przodkowie Aborygenów dotarli z lądu Sunda (obejmującego sporą część Archipelagu Indonezyjskiego i Malajskiego) do Sundy (która w plejstocenie obejmowała połączoną Australię i Papuę-Nową Gwineę). Wykorzystywano wtedy najprawdopodobniej tratwy drewniane i bambusowe. W 1999 roku archeolog Robert Bednarik zbudował dwie bambusowe tratwy napędzane wiosłami i przepłynął z załogą Cieśninę Lombok w ciągu 12 godzin. Żegluga nie była więc obca ludziom w głębokich pradziejach. Zresztą już ryty i malowidła naskalne ze Szwecji wskazują, że u schyłku paleolitu i w mezolicie używano już sprawnych drewnianych łodzi z burtami, które zastąpiły płaskie tratwy.

Wiedza o umiejętnościach żeglugowych w tej odległej epoce i krytyka modelu rozwoju paleolitycznych kultur amerykańskich skłoniła niektórych amerykańskich specjalistów (zwłaszcza Bruce’a Bradleya i Dennisa Stanforda) do wysunięcia hipotezy, że z Europy do Ameryki migrowali drogą morską 21 tys. lat temu ludzie reprezentujący tzw. kulturę solutrejską z Francji. Zyskała ona w swoim czasie (około 2010 roku) dość szeroką popularność. Niestety, na jej potwierdzenie nie można przytoczyć żadnych mocniejszych dowodów, ani archeologicznych, ani antropologicznych i genetycznych. Haplogrupy charakterystyczne dla Eurazji (X i Y) przybyły do Ameryki z Azji przez Beringię, tak samo jak ainuidalne populacje indiańskie przypominające ludzi odmiany białej (których przedstawicielem był słynny Człowiek z Kennewick sprzed 7000 lat przed Chr., którego czaszka została odkryta w stanie Waszyngton w 1996 roku).

Dużo lepiej udowodniona i znacznie pewniejsza jest hipoteza mówiąca o transoceanicznych kontaktach Ameryki Południowej z Polinezją. Pierwszą przesłanką do wysunięcia takiej tezy była obecność wilca ziemniaczanego (Ipomoea batatas), czyli batata lub słodkiego ziemniaka, którego ojczyzną są zwrotnikowe rejony Ameryki, na wyspach Archipelagu Polinezyjskiego. Datowanie radiowęglowe pozostałości batatów z Wysp Cooka wskazuje, że liczą sobie one ponad 1000 lat. Prawdopodobnie już około 700 lat po Chr. polinezyjscy żeglarze dotarli do Ameryki Południowej i zabrali stamtąd bataty, które zaczęto sadzić na wyspach Oceanu Spokojnego (ostatnie badania wskazują jednak na możliwość naturalnego rozprzestrzenia się wilca ziemniaczanego w Polinezji tysiące lat wcześniej, bez udziału ludzi). Jeśli ta hipoteza jest prawdziwa, to Polinezyjczycy co najmniej 2 razy przewozili bataty przez Ocean jeszcze przed europejskim podbojem. Istnieją jednak jeszcze mocniejsze dowody. W 2010 roku specjaliści przebadali peruwiańskie mumie (datowane na 1200 lat po Chr.) z Bolton Museum w Wielkiej Brytanii. Okazało się, że ciała zmarłych zostały zakonserwowane za pomocą drzewnej żywicy. Pochodziła ona od odmiany araukarii spotykanej jedynie w Oceanii i na Nowej Gwinei i nieznanej w Ameryce Południowej. Żywica użyta do mumifikacji mogła być zatem przywieziona z tak daleka, co wskazuje na kontakty między mieszkańcami wysp Pacyfiku a ludnością prekolumbijskiej Ameryki Południowej. Te dowody prawdopodobnych kontaktów zwróciły uwagę archeologów na ludy zamieszkujące pacyficzne wybrzeże Ameryki Południowej. Zamieszkujący wybrzeże Chile lud Mapuczów (Araukanów) był długo uważany za pierwszych w Ameryce hodowców kur domowych. Ostatnie badania genetyczne porównujące genom kurcząt z Chile i Polinezji dały niejednoznaczne wyniki. Niektóre analizy wskazują na pokrewieństwo kurcząt z Ameryki Południowej z tymi z Samoa i Tonga, inne zdecydowanie takie pokrewieństwo wykluczają. Na kontakty wskazują także podobieństwa językowe. Protopolinezyjskie słowo *kumala oznaczające batata, jest bardzo podobne do kumara z języka Wyspy Wielkanocnej i maoryskiego kumāra, oraz, co ważniejsze do słów oznaczających batata w językach keczua i ajmara (k’umar ; k’umara). Podobnie słowo oznaczające kamienny topór w języku maoryskim brzmi toki, w jezyku Mapuczów toki, a w wymarłym języku Jurumagui z Kolumbii totoki. Czaszki z wyspy Concepcion u wybrzeży Chile po przebadaniu przez antropologów wykazały polinezyjskie cechy antropologiczne. Znaczniki genetyczne charakterystyczne dla mieszkańców Wyspy Wielkanocnej znaleziono w genomach mieszkańców Ameryki Południowej. W genach wymarłego już obecnie plemienia Botocudu z brazylijskiej dżungli zidentyfikowano haplogrupę B4a1a1, charakterystyczną dla ludów Austronezyjskich, zamieszkujących południowo-wschodnią Azję, Oceanię i wschodnią Afrykę. Badania genomu niektórych rdzennych mieszkańców Niziny Amazońskiej wykazały, że przynajmniej część z nich jest w jakiś sposób spokrewniona z Aborygenami australijskimi, mieszkańcami Papui-Nowej Gwinei i Andamanów. Mimo, że wiele dowodów jest dyskusyjnych, kontakty Nowego Świata z Oceanią w I i II tysiącleciu po Chr. są dość prawdopodobne. Historia populacji Obu Ameryk jest bardziej skomplikowana, niż dotąd sądzono.

Najlepiej udokumentowana jest obecność Wikingów w Nowym Świecie i ich dalekie podróże po Oceanie Atlantyckim. Poświadczają ją nie tylko skandynawskie sagi (Saga o Eryku Rudym, Saga o Grenlandczykach), ale przede wszystkim odkrycia archeologiczne w Ameryce Północnej. Już kilka lat po skolonizowaniu Grenlandii norwescy Wikingowie zaczęli wypływać dalej na zachód. Około 1000 roku po Chr. Leif Eriksson wyruszył na wyprawę w poszukiwaniu ziemi dostrzeżonej na dalekim zachodzie przez innego żeglarza, Bjarniego. Najpierw dotarł do skalistego wybrzeża, częściowo pokrytego lodem i nazwał ten obszar Krajem Kamieni (Helluland). Było to najprawdopodobniej wybrzeże Ziemi Baffina. Leif płynął dalej na południe i wylądował na wybrzeżu płaskiej, zalesionej krainy, której nadał nazwę Markland (Kraj Lasów). Kiedy odkrywcy pożeglowali jeszcze dalej na południe, napotkali półwysep wyrastający ze stałego lądu. Tu klimat był dużo łagodniejszy niż na północy, rzeki wpadające do morza obfitowały w łososie, a na lądzie rosły drzewa owocowe. Ten piękny kraj Leif nazwał Winlandem (Krajem Wina lub Krajem Łąk). Nie jest pewne, którą część kontynentu północnoamerykańskiego nazwał w ten sposób. Najprawdopodobniej chodzi tu o Nową Funlandię i okolice ujścia Rzeki Świętego Wawrzyńca. W każdym razie Normanowie nie dotarli dalej na południe, niż do Cape Cod (dziś w stanie Maine w USA), gdzie przebiega południowa granica występowania łososia. Wikingowie podjęli próbę kolonizacji nowo odkrytych ziem. Około roku 1000 założyli na Nowej Funlandii osadę L’Anse aux Meadows, której pozostałości odkryło w 1960 roku małżeństwo norweskich archeologów, Helge Ingstad i Anne Ingstad. Na potokiem Black Duck Brook wpadającym do Zatoki Epaves Normanowie zbudowali osiedle, które mogło zamieszkiwać około 90 osób. Było ono zamieszkiwane w latach 1000-1020 po Chr., co udało się stwierdzić na podstawie datowania radiowęglowego. Zabudowano je domami z drewna i torfu posadowionymi na kamiennych fundamentach. Były one bardzo podobne do wikińskich domostw z Islandii. Osadnicy założyli tu piec do wytopu żelaza z rudy darniowej, kuźnię i warsztat szkutniczy. Żyli z polowania, rybołówstwa i zbieractwa, osada nie miała charakteru rolniczego. Po raz pierwszy w Ameryce Północnej, prawie 500 lat przed przybyciem Krzysztofa Kolumba wytapiano i obrabiano tu żelazo. Odpadki z produkcji żelaza i odpady szkutnicze były rozrzucone po całej osadzie. Większość znalezionych tu przedmiotów jest pochodzenia skandynawskiego i islandzkiego. Zwraca uwagę fakt, że w L’Anse aux Meadows znaleziono trzy orzechy szare i obrobiony kawałek drewna orzechowego (Juglans cinerea). To drzewo nie występuje na Nowej Funlandii, ale daleko na południe, w Nowej Anglii. Prawdopodobnie nowofounlandzka osada była bazą wypadową dla normańskich rejsów na południe. W miejscowości Goddard’s Point na brzegu Zatoki Penobscot w amerykańskim stanie Maine znaleziono na stanowisku archeologicznym związanym z rdzenną indiańską ludnością, monetę norweskiego króla Olafa Kyrre z lat 1067-1093. Moneta dotarła do Indian najprawdopodobniej drogą pośrednią, poprzez handlarzy eskimoskich. Wikingowie z Grenlandii wyprawiali się na Półwysep Labrador, gdzie pozyskiwali drewno i prowadzili wymianę handlową z Inuitami jeszcze w XIV wieku. Stąd moneta norweska mogła trafić w ręce Eskimosów, którzy w ramach wymiany przekazali ją plemionom indiańskim nad Zatoką Penobscot.”Roczniki Islandzkie” i inne źródła podają także informacje o spotkaniach nordyckich żeglarzy z tubylcami, zwanymi Skraelingami. Byli to rdzenni mieszkańcy Ameryki Północnej, Inuici (Eskimosi) i Indianie. Krótkotrwała normańska kolonizacja Ameryki jest więc faktem historycznym. Mimo to już od XIX wieku różni dowcipnisie i oszuści fabrykowali rzekome dowody na obecność Wikingów w Nowym Świecie. Pod koniec XIX wieku szwedzcy imigranci sporządzili fałszywy kamień runiczny, który odkryto w miejscowości Kensington w stanie Minnesota w USA. Szybko okazało się, że runiczna inskrypcja na rzekomo XIV-wiecznym kamieniu jest ewidentnym fałszerstwem i została zapisana we współczesnym języku szwedzkim. W 1957 roku w manuskrypcie dzieła „Hystoria Tartarorum” odkryto mapę ukazującą obok Europy, Azji i Afryki także Grenlandię i część wybrzeża Ameryki Północnej. Na początku uznano ją za oryginalną mapę świata z XV wieku, ale niedługo po jej odkryciu i oficjalnej prezentacji zaczęły się mnożyć wątpliwości. W 1972 roku poddano analizie laboratoryjnej atrament, za pomocą którego narysowano mapę. Okazało się, że zawiera on dwutlenek tytanu (atanaz), minerał używany do produkcji tuszów i atramentów dopiero od lat 20-tych XX wieku. Przeprowadzone w 1995 roku datowanie radiowęglowe pozwoliło stwierdzić, że pergamin, na którym widnieje mapa został wyprodukowany pomiędzy 1423 a 1445 rokiem. Mapa Winlandii jest zatem nowożytnym fałszerstwem, mapą namalowaną współczesnym atramentem na średniowiecznym pergaminie. Jak na ironię, ten sfabrykowany artefakt został ujawniony jedynie trzy lata przed odkryciem wikińskiej osady L’Anse aux Meadows.

Miejscem dawnych kontaktów Indian północnoamerykańskich z mieszkańcami Starego Świata okazała się Alaska. Około 8000 lat przed Chr., już po otwarciu Cieśniny Beringia i likwidacji pomostu lądowego, z Azji przybyła do Ameryki kolejna fala plemion. Byli to przodkowie ludów Na-Dene, zamieszkujących głównie (choć nie tylko) północno-zachodnią część Ameryki Północnej. A 4000 lat przed Chr. do Nowego Świata przybyli z Azji przodkowie Eskimosów (Imuitów), którzy skolonizowali obszary arktyczne. Niedawno okazało się, że kontakty poprzez Cieśninę Beringa, północny Pacyfik i obszary arktyczne były bardzo częste. Na stanowisku Rising Whale Site na Przylądku Espenberg na Alasce archeolodzy odkryli pozostałości domu z X wieku po Chr., a w jego wnętrzu brązowe przedmioty z ok. 600 r. po Chr. Zostały one wykonane w Chinach, Korei, bądź w Jakucji na Syberii. Obsydianowe narzędzia odkryte w tej chacie zostały wykonane z obsydianu wydobytego w dolinie rzeki Anadyr na obszarze Rosji. Analizy metalograficzne metalowych artefaktów z Półwyspu Sewarda wykazały, że w tzw. późnym okresie prehistorycznym (1100-1300 po Chr.) na Alaskę napływały wyroby metalowe z Eurazji wykonane z zaawansowanych technologicznie stopów miedzi zawierających ołów i cynę, wytworzone z pomocą ówczesnych przemysłowych metod produkcji. Jedna ze znalezionych tu sprzączek do złudzenia przypomina chińskie sprzączki i elementy uprzęży sprzed I w. Chr. W średniowieczu, a zapewne także wcześniej, funkcjonowały szlaki handlowe łączące Alaskę z Azją i przebiegające przez Cieśninę Beringa. Średniowieczne źródła chińskie („Dziennik T'oung Pao”) wspominają, że popyt na kły narwala i morsa w Chinach był równie wielki, a może nawet większy niż w Europie. Chińczycy sprowadzali te poszukiwane towary z północy, z Syberii i Alaski. Tubylcy z Alaski nosili takie same zbroje z kościanych płytek, co rdzenni mieszkańcy Syberii. Amerykański antropolog i specjalista w zakresie kultur prehistorycznych H. Cory Cooper komentując odkrycia z Półwyspu Sewarda i Przylądka Esenberg powiedział: „Wierzymy, że te stopy zostały wyprodukowane gdzieś w Eurazji i były sprzedawane na Syberii, a następnie przewożone przez Cieśninę Beringa do przodków Eskimosów na Alasce, znanych również jako kultura Thule,. Lokalnie dostępne metale w  Arktyce, takie jak, miedź i ruda darniowa oraz żelazo meteorytowe były używane przez starożytnych Eskimosów do produkcji narzędzi i pełniły niekiedy rolę wyznacznika statusu społecznego. Dwa takie przedmioty znalezione przedmioty na Przylądku Espenberg - koralik i sprzączka - są artefaktami z brązu ołowiowego. Oba pochodzą z domu z późnego okresu prehistorycznego, około 1100-1300 r. po Chr. , przed nawiązaniem stałych kontaktów z Europejczykami pod koniec XVIII wieku”.

W ostatnich latach znaleziono więcej dowodów wskazujących na możliwość kontaktów mieszkańców prekolumbijskiej z Azją. Badania genomu populacji południowoamerykańskich Indian wykazały obecność azjatyckiej haplogrupy C3*, która może wskazywać na migrację z kontynentu azjatyckiego do Ekwadoru około 4000 lat przed Chr., gdzie stwierdzono największe nasilenie występowania tej haplogrupy poza wschodnią Azją. Spora grupa osadników mogła tu napłynąć z Azji drogą morską, poprzez Ocean Spokojny. Ich migracje objęła głównie pacyficzne wybrzeże Ekwadoru.

Informacje potwierdzające kontakty Azji z Nowym Światem dały nowy impuls spekulacjom o pobycie Chińczyków w Ameryce przed Kolumbem. Niektórzy badacze postawili hipotezę, że powstanie cywilizacji Olmeków było dziełem chińskich uchodźców, którzy rzekomo przybyli do Ameryki Środkowej po upadku państwa dynastii Szang w XI wieku przed Chr. Problem w tym, że cywilizacja Olmeków pojawiła się dużo wcześniej, tj. około 1500 lat przed Chr. Nie znaleziono w Obu Amerykach żadnych bezsprzecznie chińskich artefaktów starszych niż X wiek po Chr. (takich jak opisane wyżej znaleziska z Alaski). Większość rzekomych starożytnych zabytków chińskich z Nowego Świata okazała się albo nowożytnymi fałszerstwami, albo zgubami pochodzącymi ze współczesnych kolekcji antyków. Kilku historyków sugerowało, że opisana w chińskich źródłach kraina geograficzna określana mianem Fusang to Ameryka Północna (ściślej Kalifornia lub Kolumbia Brytyjska). Miał tam dotrzeć ok. 500 r. po Chr. buddyjski pielgrzym i misjonarz Hui Szen. Ale jednocześnie opisał on ten kraj jako ziemię pełną dzikich koni (które nie bytowały już wtedy na kontynencie amerykańskim), które miejscowi mieli udomowić i używać do ciągnięcia wozów (nieznanych w prekolumbijskiej Ameryce). Bardziej prawdopodobna jest możliwość, że kraj Fusang to Sachalin, jedna z Wysp Japońskich, albo Kamczatka.

W 2002 roku emerytowany komandor porucznik Royal Navy, Gavin Menzies opublikował książkę pt. „1421: The Year China Discovered the World” (wyd. polskie „1421 - rok, w którym Chińczycy odkryli Amerykę i opłynęli świat”, 2002), w której usiłował udowodnić, że w 1421 roku słynny chiński żeglarz, admirał Czeng Ho, miał wypłynąć ze swoją wielką flotą z chińskich portów i dotrzeć do Australii, Antarktydy, Nowej Zelandii i wreszcie do Ameryki. Menzies utrzymuje, że w XV wieku jednie Cesarstwo Chińskie dysponowało odpowiednimi siłami i środkami, by przeprowadzić tak szeroko zakrojoną ekspedycję. Niestety, niedługo po wydaniu książki okazało się, że tezy Menziesa są zbudowane na lotnych piaskach. Brytyjski autor nie zrozumiał niestety ani celów chińskich ekspedycji w czasach dynastii Ming, ani kontrukcji i możliwości statków używanych przez admirała Czeng Ho (co jest dość uderzające u emerytowanego oficera marynarki wojennej). Brak jakichkolwiek dowodów na to, że chińscy żeglarze dotarli do Australii, Nowej Zelandii i na Antarktydę, a także na to, że odbywali tak dalekie podróże po Oceanie Spokojnym. W żadnym chińskim źródle nie zachowały się informacje o tak rozległych podróżach. A podróże admirała Czeng Ho są akurat dobrze znane i jeszcze lepiej udokumentowane. Dotyczące ich relacje nie zawierają żadnych wiadomości rzekomych rejsach do Australii i Ameryki. W rzeczywistości w 1421 roku Czeng Ho prowadził swoją kolejną (szóstą z kolei) ekspedycję i pływał właśnie po Oceanie Indyjskim. Dotarł wtedy na Sumatrę, Cejlon, do Indii, Zatoki Perskiej, Półwyspu Arabskiego, do Malediwów i Mogadiszu. Zresztą jeszcze w czasie trwania tej ekspedycji cesarz Jongle zakazał dalekich wypraw na 10 lat. Co więcej, G. Menzies wymyślił historię o rzekomym uczestnictwie weneckiego podróżnika Nicolo Contiego w wyprawach floty Czeng Ho do Nowego Świata. Nie trzeba dodawać, że nie ma na to najmniejszego dowodu. Dzieło Contiego „Podróż do Indii” nie zawiera ani jednej informacji na ten temat. Conti podróżował po Indiach, ale najdalej na wschód dotarł jedynie na Sumatrę. Nie zaciągnął się też na żaden statek należący do chińskiej floty Czeng Ho. Stwierdzenia dotyczące wpływu kulturowego rzekomych chińskich ekspedycji w Nowym Świecie są również pozbawione podstaw. W skład załóg floty Czeng Ho nie wchodzili budowniczowie i murarze, a na statkach nie było zwierząt hodowlanych, jak twierdzi brytyjski pisarz. Sugestia Menziesa, że naturalna formacja skalna na dnie morza u brzegów wysp Bimini w Archipelagu Bahamów jest dziełem chińskich budowniczych nie jest poparta jakimkolwiek dowodem. Nie ma także dowodów na to, ze Chińczycy dostarczyli do Australii, albo do Nowego Świata udomowione konie. Nie ma śladów istnienia żadnych chińskich kolonii albo choćby stacji handlowych na amerykańskich wybrzeżach przez 1492 rokiem. Rzekome chińskie kotwice kamienne odkryte u wybrzeży amerykańskiego stanu Kalifornia w latach 1973-1975 okazały się odłamkami naturalnych skał, łupków z formacji Monterey.

Kilka razy wysuwano tezę o rzekomych kontaktach cywilizacji Mezoameryki z kontynentem afrykańskim. Już XIX wieku wcześni badacze wysunęli przypuszczenie, że Olmekowie przybyli do Nowego Świata z Afryki. Oparli je na obserwacji kolosalnych oleckich rzeźb kamiennych przedstawiających głowy wodzów lub kapłanów. Te kamienne głowy rzeczywiście na pierwszy rzut oka wyglądają jak portrety mieszkańców Afryki. Ale trzeba mieć na uwadze, że może to być rzeźbiarska stylizacja. Z drugiej strony część antropologów wskazuje, że głowy kamienne bardzo przypominają twarze współczesnych Indian mieszkających Ameryce Środkowej i należących raczej do odmiany mongoloidalnej, a nie negroidalnej. Na wizerunkach jest np. widoczna zmarszczka nakątna przy oczach, która jest cechą ewidentnie mongoloidalną. Skrupulatne porównania wskazują, że podobieństwo rysów twarzy tych rzeźb do oblicza współczesnych Indian jest dość duże. Nie ma potrzeby doszukiwania się rzekomych wpływów afrykańskich. Próby udowadniania podobieństwa pisma libijsko-berberyjskiego do glifów Olmeków i Majów również zakończyły się niepowodzeniem. W latach siedemdziesiątych XX wieku polski antropolog i religioznawca, prof. Andrzej Wierciński przeprowadził badania czaszek z dwóch mezoamerykańskich stanowisk archeologicznych: Tlatilco i Cerro de la Mesas. Pochodziły one z okresu preklasycznego i klasycznego. Na podstawie pomiarów kraniometrycznych A. Wierciński stwierdził, że niektóre czaszki z tych dwóch stanowisk reprezentują negroidalny typ antropologiczny. Wskazywał, że część ludności mogła należeć do typu „dongolańskiego”, część do typu sinoidalnego, armenoidalnego, buszmeńskiego i ekwatorialnego. Zarówno metdody, jak i wyniki osiągnięte przez Wiercińskiego zostały zakwestionowane. Wytknięto mu nieprawidłowe użycie polskiej metody porównawczo-morfologicznej. Ta metoda jest użyteczna dla porównywania cech antropologicznych populacji Starego Świata, a dla ludów Amerindiańskich staje się bezużyteczna. Werfyfikacja badań Wiercińskiego wykazała, że czaszki starożytnych mieszkańców Mezoameryki mieszczą się w zakresach pomiarowych charakterystycznych dla populacji indiańskich. Nie potwierdziły się także doniesienia o odkryciu znaków chińskiego pisma na olmeckiej ceramice i stelach, a także o rzekomych chińskich siekierkach brązowych.

Wiele kontrowersji wzbudziły niedawno wyniki badań starożytnych mumii egipskich i sudańskich, które przeprowadziła Swietłana Balabanowa, niemiecka specjalista rosyjskiego pochodzenia w dziedzinie kryminalistyki i patologii. Po przebadaniu mumii egipskiej kapłanki Henut Taui, żyjącej ok. 1000 r. przed Chr., wykryła ślady nikotyny i kokainy. Badania kontrolne wykluczyły początkowo współczesne zanieczyszczenia, ponieważ te substancje znaleziono także we włosach mumii. Podobne wyniki przyniosła analiza mumii sudańskich. Kiedy wieść o tych niezwykłych wynikach rozeszła się w świecie naukowym, w innych miejscach zaczęto badać chemiczny skład mumii. W egipskich mumiach przechowywanych w Muzeum w Manchesterze także odkryto ślady nikotyny. Mimo to doktor Balabanowa odczuła opór i niedowierzanie środowiska naukowego. Wielu badaczy zarzucało jej błędy w prowadzeniu badań, lub niewłaściwą interpretację wyników. Niewielu naukowców było skłonnych wierzyć, że kokaina i tytoń dostały się w starożytności z Nowego Świata do Afryki. Te wątpliwości mogą być zasadne. Balabanowa nie wzięła pod uwagę historii mumii po ich odnalezieniu w czasach nowożytnych, a przecież wiadomo, ze przechodziły one przez wiele rąk. Choć trzeba jednocześnie przyznać, że obecność kokainy w mumiach rzuca zupełnie nowe światło na zwyczaje wczesnych entuzjastów egiptologii… Warto także rozważyć jeszcze jedną możliwość. Kokaina występuje nie tylko w liściach południowoamerykańskiego krzewu koka (Erythroxylum coca), ale także w rosnącym w Starym Świecie (na Madagaskarze, w Afryce Południowej, na Mauritiusie) Erythroxylum emarginatum. Nikotyna występuje zaś w kilku roślinach charakterystycznych dla Afryki i Eurazji: w pokrzyku wilczej jagodzie (Atropa belladonna), selerze zwyczajnym (Apium graveolens) i bieluni kędzierzawej (Datura stramonium). W Starym Świecie występują także rośliny tytoniowa takie jak chińska Nicotiana fruticosa, czy afrykańska, pochodząca z Namibii Nicotiana africana. Te rośliny są dużo prawdopodobniejszym źródłem nikotyny i kokainy w mumiach badanych przez S. Balabanową. Właśnie dlatego wyniki badań zabalsamowanych ciał starożytnych Egipcjan nie mogą być wystarczającym dowodem na transatlantyckie kontakty.

Sprawa jest więc mocno problematyczna i kontrowersyjna. Nie znaczy to jednak, że w nauce nie pojawiają się głosy dopuszczające możliwość prekolumbijskich kontaktów Obu Ameryk z resztą świata i wzywające do poszukiwania dowodów. Jednym z nich są prace amerykańskiego geografa, geologa i antropologa, prof. Stephena C. Jetta. Ten specjalista stara się przełamać opór konserwatywnych kręgów amerykańskich historyków, archeologów i antropologów, którzy nie dopuszczają absolutnie żadnych możliwości transoceanicznych kontaktów w dalekiej przeszłości. Wskazuje, że oceany nigdy nie były nieprzebytymi barierami, ale raczej pomostami łączącymi różne kontynenty i kultury. W końcu już w starożytności żeglarze swobodnie przebywali Ocean Indyjski, albo wielką przestrzeń Pacyfiku. Według Jetta, sztuczne oddzielanie Ameryk od reszty świata, obecne w terminach takich jak „Nowy Świat”, albo „Zachodnia półkula” jedynie pogłębia fałszywe poczucie izolacji różnych części globu. Nasza myśl geograficzna została ukształtowana przez mapy i inne środki obrazowania geograficznego, bez których często musieli się obywać dawni żeglarze. Tymczasem, w rzeczywistości, Ameryka leży niedaleko od Islandii i Grenlandii (odpowiednio 2272 km i 835 km) i w pobliżu azjatyckiego wybrzeża Syberii (85 km w Cieśninie Beringa). To współczesne mapy stwarzają wyobrażenie nieprzebytych przestrzeni oceanu oddzielającego Nowy Świat od Starego. Można było pożeglować z północnej Europy do Ameryki, płynąc od wyspy do wyspy i tracąc ląd z oczu jedynie na krótkich odcinkach. Z Azji można było dotrzeć do Ameryki żeglując wzdłuż dalekowschodnich wybrzeży, a później przepływając przez wąską Cieśninę Beringa i właściwie nigdy nie tracąc z oczu stałego lądu. Żeglugę przez środek Oceanu Atlantyckiego ułatwiały płynące ze wschodu na zachód prądy morskie (Kanaryjski, Północnorównikowy, Południoworównikowy) i leżące pod drodze archipelagi (Azory, Wyspy Kanaryjskie). Na Oceanie Spokojnym takimi przystankami w podróży mogły być kolejne koralowe i wulkaniczne wyspy. Ze wschodniej Azji można dotrzeć do najdalszych części Polinezji płynąc od wyspy do wyspy. A odległość między Wyspą Wielkanocną a brzegami Ameryki Południowej wynosi około 4 tys. kilometrów. Warto dodać, że austronezyjscy żeglarze regularnie przebywali 5600 km Oceanu Indyjskiego dzielące Indonezję od Madagaskaru, więc taka odległość w żadnym razie nie stanowiła przeszkody dla dawnych podróżników. Główne prądy morskie i przeważające wiatry raczej ułatwiają transoceaniczne podróże, niż je utrudniają. Kolisty układ prądów morskich w pobliżu równika i wiatry pasatowe prowadzą żeglarzy ze Starego Świata wprost do Nowego, a także ułatwiają powrót. Np. żeglarz płynący z Europy morze w drodze do Ameryki korzystać z prądu Kanaryjskiego i Północnorównikowego, a udając się w drogę powrotną, płynąć z Prądem Zatokowym (Golfsztromem). Cyrkulacja prądów oceanicznych jest jakby stworzona do podróży przez Wszechocean i docierania do różnych części świata. Z tych prądów i wiatrów korzystali żeglarze hiszpańscy i portugalscy w epoce wielkich odkryć. Dlaczego wcześniejsi podróżnicy mieliby ich nie znać? Informacje ze źródeł wskazują, że przynajmniej niektóre prądy morskie i główne wiatry były znane starożytnym. Już 500 lat przed Chr. Chińczycy znali prąd Kuro-Siwo, określany przez nich mianem Wei-Lu. Znana z homeryckiej „Odysei” (740 przed Chr.) „głęboka rzeka Okeanosa” („potamós Okeanói”) to prawdopodobnie jedna z pierwszych informacji źródłowych dotyczących Prądu Zatokowego. S. C. Jett przypuszcza, że informacja o jego istnieniu mogła pochodzić od Fenicjan.

Stpehen C. Jett, jak wielu zwolenników teorii transoceanicznych kontaktów jest świadom trudności, jakie rodzi przyjęcie założenia o podróżach ze Starego do Nowego Świata. Wątpliwości budzą przede wszystkim techniczne i bytowe wymagania tak dalekich podróży. Przez tysiące lat jednym z głównych problemów żeglarzy było zabezpieczenie odpowiedniej ilości pożywienia i ochrona przed szkorbutem, spowodowanym niedoborem witaminy C w ludzkim organizmie. Do niedawna uważano, ze ten ostatni problem rozwiązała dopiero brytyjska admiralicja w XVIII wieku. Tymczasem sprawa wygląda nieco odmiennie. Brak świeżych owoców i warzyw na pokładach statków już wcześniej stanowił problem wymagający rozwiązania. Już na początku XVI wieku europejscy żeglarze, zwłaszcza Hiszpanie i Portugalczycy zabierali na pokłady swoich jednostek jabłecznik, sok z kiszonej kapusty i sok z cytrusów, aby uzupełniać niezbędną witaminę C i unikać szkorbutu. Już w 1227 roku lekarz Gilbertus Anglicus w swoim „Compendium Medicinae” polecał zaopatrywanie żeglarzy w owoce cytrusowe i kiszone warzywa w tym samym celu. Kiedy w czasie podróży Vasco da Gamy do Indii marynarze zaczęli chorować na szkorbut, za radą Arabów podano im pomarańcze. Arabowie sami już od wczesnego średniowiecza praktykowali pojenie żeglarzy sokiem cytrynowym. Nauczyli się tego od marynarzy chińskich, którzy spożywali na statkach owoce, warzywa i imbir. Ale nie tylko prowiant zabierany do ładowni statków mógł być bogatym źródłem witaminy C. Zawierają ją również ryby i owoce morza, które można wyławiać z topieli w trakcie żeglugi. Znanych jest kilka współczesnych przypadków, kiedy załogi dryfujących statków uniknęły szkorbutu dzięki spożywaniu odławianych skorupiaków, ryb i żółwi morskich. Jedzono je razem z wnętrznościami, oczami, błonami i mózgami. Możliwe jest także wyławianie i spożywanie niesionych przez prąd morski orzechów kokosowych, sago, jamu. Dobre wyniki daje picie krwi żółwi morskich, która także zawiera witaminę C. Zresztą należyte przechowywanie (np. w glinianych naczyniach), przetwarzanie i konserwacja żywności, która miała się przydać w trakcie dalekich wypraw morskich nie przekraczało możliwości ludzi z pradziejów, starożytności i średniowiecza. Jeśli chodzi o zaopatrzenie w wodę słodką, to oczywiście w grę wchodziło sporządzanie odpowiednio zabezpieczonych zapasów (np. w naczyniach ceramicznych, klepkowych, skórzanych bukłakach, albo w tykwach i skorupach orzechów kokosowych), lub zbieranie deszczówki na szlaku morskiego rejsu. W razie wyczerpania się zapasów pokarmu dawni żeglarze mogli łowić ryby, polować na morskie ptaki i ssaki morskie (delfiny), a także poławiać małże i skorupiaki. Szczególnie pomocne mogły być ryby latające (Exocoetidae), które masowo pojawiają się w pobliżu prądów morskich i często lądują na pokładach statków. Zresztą jednostki pływające zwykle przyciągają spore ilości ptaków morskich, ryb, skorupiaków i mięczaków, które mogą służyć marynarzom za pokarm.

W historii sporo było przypadków, kiedy jakaś jednostka pływająca z załogą na pokładzie dostała się w środek prądu morskiego i została wbrew woli żeglarzy przeniesiona na nieznane wody, lub dotarła do nieznanych brzegów. Do Azorów w czasach Kolumba docierały niesione prądem zwłoki Indian, którzy utonęli w Oceanie oraz kawałki drewna, a nawet łodzie i figurki z Ameryki. W czasie pobytu w Irlandii Krzysztof Kolumb widział wyrzucone na brzeg ciała dwóch Eskimosów. Drewno z Labradoru niesione prądami docierało przez Atlantyk do Irlandii już wczasach prehistorycznych. Jeden z neolitycznych domów na Szetlandach miał ściany wzmocnione pniami sosny labradorskiej. Na Oceanie Spokojnym sytuacja wygląda podobnie. Prądy często przynoszą na wybrzeże Kalifornii i Oregonu pnie drzew pochodzące z Chin i Japonii. Świadectwa mówiące o żeglarzach, którzy stracili możliwość kierowania swoimi jednostkami i zostali zniesieni na nieznane wody znajdują się w najstarszych źródłach historycznych świata: w indyjskiej „Mahabharacie” (ok. 500 przed Chr.), „Odysei” Homera (ok. 800 przed Chr.) i w „Dziejach” Herodota (ok. 500 przed Chr.). W czasie II wojny światowej tratwy i szalupy z amerykańskimi i japońskimi rozbitkami dryfowały przez Ocean Spokojny nieraz setki i tysiące kilometrów po otwartym morzu. W 62 r. przed Chr. rzymski prokonsul Galii Narbońskiej, Kwintus Metellus Celer otrzymał od zaprzyjaźnionego celtyckiego wodza dwóch „Indów”, którzy zostali przyniesieni przez prądy morskie na wybrzeże Germanii (Pliniusz Starszy, Historia Naturalna II, 170). Być może byli to rzeczywiście Amerindianie, których morze wyrzuciło na brzeg po długim dryfowaniu przez Ocean Atlantycki.

Zwolennicy teorii kontaktów transoceanicznych mierzą się zwykle z problemem, jak możliwe były podróże ze Starego Świata do Nowego bez przenoszenia zarazków chorobotwórczych i epidemii pomiędzy kontynentami. W końcu epidemie które wybuchły w Ameryce (ospa) i Europie (syfilis) po wyprawie Kolumba są powszechnie znanymi faktami historycznymi, a bakterie i wirusy przywiezione przez Europejczyków uważa się za główny czynnik redukcji rdzennej populacji Nowego Świata w epoce nowożytnej. Czy te fakty nie są dowodem, że Nowy Świat przed 1492 rokiem był obszarem niemal sterylnym, wolnym od chorób dręczących mieszkańców Afryki i Eurazji? Otóż wcale nie musiało tak być. Przede wszystkim w czasach prekolumbijskich zdarzały się w obu Amerykach epidemie, których pochodzenie nie jest do końca wytłumaczone. Dziesiątkowały on Majów, Indian Anazasi i mieszkańców Wielkich Równin Ameryki Północnej jeszcze przed przybyciem Europejczyków. Niektóre choroby Starego Świata były przed długi czas ograniczone do jednego określonego obszaru i nie miały szans przedostać się na inne kontynenty. Przykładem może być cholera, która istniała w Indiach już 400 lat przed Chr., ale przedostała się poza subkontynent dopiero w 1847 roku. Wiele chorób zakaźnych, takich jak grypa czy tyfus, jest poświadczonych w Europie dopiero od XV-XVI wieku. Warto też pamiętać, że bakterie powodujące choroby zakaźne występują w obrębie wielu szczepów i populacje Nowego Świata mogły wykształcić odporność na część chorób przybywających do nich z daleka. Z kolei nowe szczepy bakterii mogły przełamywać już istniejące bariery odporności. Zresztą kapitanowie statków wyruszających w dalekie rejsy z reguły odmawiali zabierania na pokład osób ewidentnie chorych, w obawie przez rozprzestrzenieniem się zarazy. Jeśli jednak doszłoby do zakażenia, istniało duże prawdopodobieństwo, że zarażona załoga wymrze na morzu, bądź gremialnie się uodporni. Przeniesienie zakaźnej choroby przez ocean nie jest zatem tak łatwe i tak ewidentne, jak się nieraz wydaje. Zresztą nie wszystkie europejskie ekspedycje w XVI i XVII wieku przenosiły chorobotwórcze zarazki do Nowego Świata. Wiele chorób zakaźnych to infekcje wieku dziecięcego, więc załoga złożona z dorosłych marynarzy nie mogła ich przenieść. Aby choroba mogła się rozprzestrzenić, zarażona populacja musiała być odpowiednio duża. Małe populacje amerykańskiego wybrzeża i wysp nie zawsze były tak duże by stać się nosicielami chorób.

Kolejnym problemem wymagającym wyjaśnienia jest nieobecność w Obu Amerykach zwierząt hodowlanych i technologii z Starego Świata. Kiedy przyjrzymy się sprawie bliżej, dostrzeżemy przyczyny tego stanu rzeczy. Nawet udomowione w nowym Świecie gatunki zwierząt nie przemieszczały się z reguły na wielkie odległości i nie były aklimatyzowane poza obszarem swojego naturalnego występowania. Ani świnki morskie i wielbłądowate z Ameryki Południowej nie znalazły się w Ameryce Północnej, ani północnoamerykańskie indyki nie były hodowane na południu. Działo się tak mimo licznych kontaktów pomiędzy oboma częściami Nowego Świata. Warto też zauważyć, że Indianie nigdy nie udomowili wielu potencjalnie nadających się do uprawy roślin, mimo iż mieli taką możliwość (chodzi tu głównie o dziki ryż, różne rodzaje jagód, orzechów, a także rośliny bulwiaste występujące w Ameryce. Wiele kontaktów międzykulturowych zachodziło bez wymiany roślin uprawnych i zwierząt hodowlanych. Już w czasach kolonialnych Indianie często odrzucali pomysł uprawy i spożywania roślin sprowadzonych z Europy. Zresztą adaptacja dobroczynnych amerykańskich kultywarów również napotykała na opór w Europie (ziemniaki, papryka i kukurydza długo pozostawały jedynie roślinami ozdobnymi). Brak technologii ze Starego Świata (zwłaszcza zaawansowanej metalurgii, pługa i użycia koła w transporcie, szklarstwo, użycie zapinek do spinania szat) również da się wytłumaczyć na gruncie danych historycznych i etnograficznych. Dyfuzjoniści twierdzą, że brak tych technologii w prekolumbijskiej Ameryce nie przeczy teorii odwiedzin z innych kontynentów. Takie praktyki kulturowe, jak wróżenie z wnętrzności zwierząt ofiarnych, glazurowanie naczyń, użycie śruby, cegły wypalane jako materiał budowlany, wreszcie regularne plany miast były obecne zarówno w Starym, jak i w Nowym Świecie. Brak transportu kołowego w prekolumbijskiej Ameryce był spowodowany nieobecnością zwierząt pociągowych zdolnych do ciągnięcia wozów. Mieszkańcy Ameryki nie znali tak zaawansowanych technik stolarskich, by wyprodukować użyteczne koła, które mogłyby stać się częścią pojazdów. Niewiele było w starożytnej Ameryce odpowiednich dróg i mostów, które mogły być odpowiednie dla transportu kołowego. Indianie prekolumbijscy znali koło, czego dowodem są ceramiczne figurki z Ameryki Środkowej. Nigdy jednak nie użyli go do transportu. Starożytni mieszkańcy Ameryki znali miedź i niektóre jej stopy, ale na ogół nie używali żelaza. Wikingowie obrabiali i wytapiali żelazo w osadzie L’Anse aux Meadows, ale nie miało to żadnego wpływu na okoliczne plemiona indiańskie. Mimo, że Amerindianie dysponowali wyspecjalizowanymi technologiami obróbki metali szlachetnych i miedzi, obróbka żelaza przekraczała wyraźnie ich możliwości techniczne (wyjątkiem było żelazo meteorytowe, używane niekiedy na dalekiej północy Ameryki). Zresztą nawet w Starym Świecie kowale i metalurdzy nie byli zbyt skłonni do swobodnego przekazywania swoich cennych umiejętności.

Bardzo wiele danych w tej kwestii wniosły eksperymentalne rejsy norweskiego podróżnika i antropologa Thora Heyerdahla. Wyprawa „Kon-Tiki” udowodniła możliwość podróży z Ameryki Południowej do Polinezji na lekkich jednostkach zbudowanych z balsy, które mogły przemierzać odległości dochodzące aż do 8 tys. kilometrów. W 1969 roku Heyerdahl usiłował przepłynąć na zbudowanej na Jeziorze Czad papirusowej łodzi „Ra” Ocean Atlantycki. Ta próba się nie udała, ponieważ w pobliżu wyspy Barbados jednostka zaczęła nabierać wody i zatonęła na otwartym morzu. W 1970 roku przy pomocy budowniczych znad jeziora Titicaca norweski podróżnik zbudował łódź „Ra II”, na której odbył udaną podróż oceaniczną z Maroka do Barbadosu. Kolejna ekspedycja (trzcinowej łodzi „Tygrys”, która miała udowodnić możliwość pradziejowej komunikacji Mezopotamii i doliny Indusu) została przerwana z przyczyn politycznych. Heyerdahlowi udało się udowodnić, że oceaniczne rejsy w pradziejach i starożytności były technicznie możliwe, a oceany nie były nieprzebytymi barierami. Heyerdahl stał się w ten sposób jednym z pionierów archeologii doświadczalnej.

Profesor Stephen C. Jett wskazuje na kilka poszlak, które mogą być przesłankami skłaniającymi do przyjęcia hipotezy o kontaktach prekolumbijskiej Ameryki z resztą świata. W ciągu ostatnich 15 lat genetyka dostarczyła wielu dowodów wskazujących na kontakty i wymianę genów między Ameryką a Starym Światem. Obecność grupy krwi B w próbkach krwi amerykańskich Indian (szczególnie plemienia Zuni u plemion zamieszkujących wybrzeże Peru) może świadczyć o niedawnych amerykańskich kontaktach. Badania wykazały, że tzw. antygen Diego, występujący w krwi mieszkańców wschodniej i południowej Azji, posiadają także północnoamerykańscy Indianie. Azjatycki antygen HLA występuje także u Indian z Ekwadoru i Kolumbii. Zwraca uwagę występowanie pasożytów wewnętrznych (tęgoryjców, włosogłówek, nicieni) u izolowanych plemion Niziny Amazońskiej. Dotychczas uważano, że te pasożyty nie występowały w Ameryce przed 1492 rokiem. Równie symptomatyczne są odkrycia dotyczące rozprzestrzeniania się różnych roślin uprawnych. Obecność amerykańskich batatów na Filipinach przed 1492 rokiem i orzeszków ziemnych w Chinach ok. 2000 lat przed Chr. jest tu najlepszym przykładem (choć te przypadki wymagają dokładniejszej weryfikacji). Ważną poszlaką są podobieństwa leksykalne i gramatyczne między językami Ameryki i Eurazji. Chodzi tu zwłaszcza o gałąź Cal-ugryjską (łączącą języki ugrofińskie i indiańskie języki Kalifornii, języki atapaskańskie i rodzinę Dene-jenisejską (języki należące do tej rodziny występują zarówno w Ameryce, jak i na Syberii).

Być może badania następnych dziesięcioleci ujawnią twardsze dowody kontaktów transoceanicznych. Na razie jesteśmy zdani na różne interpretacje danych historycznych i archeologicznych. Niektóre informacje źródłowe sugerują możliwość kontaktu europy z Nowym Światem w epoce dominacji Cesarstwa Rzymskiego. Włoski historyk i filolog klasyczny Lucio Russo opublikował w 2013 roku książkę pt. „L’America dimenticata. I rapporti tra le civiltà e un errore di Tolomeo”. Wysunął w niej hipotezę, że wiedza geograficzna starożytnych Greków w okresie hellenistycznym (323-31 przed Chr.) była o wiele rozleglejsza, niż dotychczas sądzono. Grecy znali prawdziwe rozmiary kuli ziemskiej. W czasach rzymskich spora część tej wiedzy została utracona, częściowo na skutek zniszczenia fragmentów księgozbioru Biblioteki Aleksandryjskiej. Wiedza geograficzna, znajomość prawidłowych wymiarów kuli ziemskiej i relacji o oceanicznych podróżach zostały utracone. Grecki geograf z II w. po Chr., Klaudiusz Ptolemeusz popełnił błędy, zmniejszając rzeczywisty obwód ziemi i podając nieprawidłowe współrzędne geograficzne wielu miejscowości. Wspomniane przez niego Wyspy Szczęśliwe (makárōn nêsoi) to według Lucio Russo nie Wyspy Kanaryjskie, ale Małe Antyle. Ich prawdziwe położenie, które z duża dokładnością określił astronom Hipparch, w czasach Ptolemeusza było już nieznane. Russo uważa, że do Ameryki Środkowej i na Antyle docierały regularnie już fenickie, kartagińskie i greckie statki. Za dowód tych kontaktów uważa obecność w Ameryce europejskiego drobiu. Twierdzi, że tajemniczy owoc przedstawiony na mozaice podłogowej w jednym z domów w Pompejach z I w. po Chr. to w istocie amerykański ananas (inni specjaliści uważają, że to po prostu szyszka pinii). Tezy L. Russo są tak niezwykłe i sugestywne, że wymagają dalszej weryfikacji. Na razie pozostają niepotwierdzonymi do końca, ale intrygującymi hipotezami. Być może niektóre znaleziska z Ameryki Środkowej mogą stanowić dowód na prawdziwość tej tezy. W 1993 roku w środkowym Meksyku, na stanowisku archeologicznym Tecaxic-Calixtlahuaca w Dolinie Toluca znaleziono trykotową rzeźbę przedstawiającą głowę brodatego człowieka w czapce. Co ważne, zabytek został odkryty w czasie kontrolowanych wykopalisk archeologicznych, w warstwie z okresu przedhiszpańskiego. Datowanie termoluminescencyjne wykazało, że liczy sobie ona około 1780 lat i pochodzi prawdopodobnie z II lub III w. po Chr. Archeolog R. Hristov twierdzi, że jest to oryginalne rzymskie dzieło sztuki, import rzymski, który drogą morską dostał się do Mezoameryki między 200 a 800 rokiem po Chr.  Taką konkluzję wzmacnia odkrycie rzymskiej osady na wyspie Lanzarote w archipelagu Wysp Kanaryjskich z I-IV w. po Chr. Czy zatem Rzymianie i Grecy docierali do Ameryki? Także ta hipoteza wymaga dalszej weryfikacji.

Istnieją relacje źródłowe zawierające pewne informacje, które mogą świadczyć transatlantyckich rejsach przedstawicieli cywilizacji śródziemnomorskich. Rzymski poeta z I w. po Chr., Marek Anneusz Lukan, wspominał w swoich dziełach, że Aleksander Macedoński po podbiciu Persji planował wyprawę na Ocean Atlantycki, opłynięcie kuli ziemskiej, oraz podbój nowych ziem na dalekim zachodzie. Jego doradcy odradzili mu jednak ten pomysł, przekonując macedońskiego króla, że ocean jest zbyt święty, by po nim żeglować (Marcus Annaeus Lucanus, Pharsalia I, 10, 36-44). Pliniusz Starszy pisał o „lodowym oceanie” („mare concretum”) znajdującym się na północ od wyspy Thule, czyli najprawdopodobniej Islandii (Pliniusz Starszy, Historia Naturalna IV, 404). W dziele „Moralia” (ok. 100 po Chr.) pisarz Plutarch z Cheronei cytował Kartagińczyka Sextiusa Syllę, który mówił o wyspach na Oceanie Atlantyckim leżących daleko na zachód od Brytanii (Plutarch, Moralia ; O obliczu widniejącym na tarczy księżyca 26). Dalej pisze Plutarch o ekspedycji Demetriusza z Tarsu, która miała ok. 84 r. po Chr. dotrzeć „do krańców znanego świata”, do wysp położonych daleko na zachód od Brytanii i do „wielkiego kontynentu za oceanem”. Pisze także o ekspedycjach podejmowanych przez Kartagińczyków w poszukiwaniu wysp na Atlantyku (Plutarch, Moralia ; O zamilknięciu wyroczni 2 ; 18 ). Także Pseudo-Arystoteles wspominał w IV wieku o kartagińskich wyprawach na zachód. Pisał, że napotkali oni wyspy w pobliżu łowisk tuńczyka (prawdopodobnie Wyspy Kanaryjskie), a płynąc dalej na zachód dotarli do niezamieszkanej wyspy obfitującej w drewno i spławne rzeki. Kartagińczy mieli się tam nawet osiedlać w mniejszych grupach. Później władze kartagińskie zakazały tych rejsów i zabroniły rozpowszechniania informacji o nich (Pseudo-Arystoteles, O świecie). Podobne informacje podaje dzieło Pseudo-Arystotelesa „De Mirabilibus Auscultationibus” (84). O wyspie położnej wiele dni drogi na zachód od Afryki pisał Didor Sycylijski: „Ale teraz, gdy pisaliśmy już o tym, co dotyczy wysp leżących na wschód od Słupów Heraklesa, przedstawimy sprawozdanie o tych, które leżą na oceanie. Bo tam leży daleko od Libii wyspa o znacznych rozmiarach, a położona jest w oceanie, jest oddalona od Libii o kilka dni podróży na zachód. Jego ziemia jest żyzna, spora jej część jest górzysta a inne części są równinami niezrównanej piekności. Przez ną przepływają żeglowne rzeki, które są wykorzystywane do nawadniania, a na wyspie znajduje się wiele parków obsadzonych drzewami każdej odmiany i ogrodami w wielkiej ilości, które są nawadniane przez strumienie słodkiej wody. Są na niej również są prywatne wille o kosztownej budowie, a w ogrodach altany zbudowane w otoczeniu kwiatów. W nich mieszkańcy spędzają czas w okresie letnim, ponieważ ta ziemia obfituje we wszystko, co przyczynia się do przyjemności i luksusu. Górska część wyspy pokryta jest gęstymi zaroślami o wielkiej rozległości i drzewami owocowymi każdej odmiany. Zaprasza ludzi do życia wśród gór, ma wiele drzew i źródeł. Jednym słowem, wyspa ta jest dobrze zaopatrzona w źródła słodkiej wody, co nie tylko sprawia, że korzystanie z niej jest przyjemne dla tych, którzy tam żyją, ale także przyczynia się także do zdrowia wigoru ich ciała. (…) Fenicjanie, którzy od czasów starożytnych podróżowali nieustannie w celach handlowych, założyli wiele kolonii w całej Libii, a nie tylko w zachodniej części Europy. A ponieważ ich przedsięwzięcia okazały się zgodne z ich oczekiwaniami, zgromadzili wielkie bogactwo i przygotowali się do podróży za Słupy Heraklesa w morze, które ludzie nazywają oceanem. A przede wszystkim przy cieśninie założyli miasto na brzegach Europy, a ponieważ ziemia utworzyła tu półwysep, nazywali miasto Gadeira; w mieście zbudowali wiele dzieł właściwych dla natury tego regionu, a wśród nich kosztowną świątynię Heraklesa, i ustanowili wspaniałe ofiary, które były składane na wzór Fenicjan(…) Fenicjanie podczas eksploracji wybrzeża poza Słupami Heraklesa z powodów, o których mówiliśmy, i podczas żeglowania wzdłuż wybrzeża Libii, zostali zniesieni przez silne wiatry daleko na ocean. A po wielu dniach sztormu, dotarli na wyspę, o której była mowa powyżej, a kiedy poznali jej bogactwo i przyrodę, spowodowali, że stała się znana wszystkim ludziom. W konsekwencji Etruskowie, w czasie, gdy byli panami morza, zamierzali ją skolonizować, ale Kartagińczycy nie dopuścili do tego, częściowo z obawy, aby wielu mieszkańców Kartaginy nie osiedliło się tam z powodu doskonałości wyspy, a częściowo po to, aby przygotować na niej miejsce, w którym mogliby schronić się przed nieobliczalnym losem, na wypadek gdyby jakaś wielka katastrofa miała ich spotkać. (…)” (Diodor Sycylijski, Biblioteka V, 19-20). Wielu badaczy uważa, że opisany przez Diodora kraj to kontynent amerykański. Pisarz Lukian z Samosat (II w. po Chr.) oał podróż pewnego greckiego żeglarza, który dotarł daleko na zachód poza Słupy Heraklesa. Przez 80 dni jego statek dryfował na zachód w czasie sztormu, aż w końcu dotarł do lesistej wyspy na oceanie, a potem do „kontynentu leżącego naprzeciwko naszego” za oceanem. Inny pisarz z II w. po Chr., Pauzaniasz, informuje o przygodzie niejakiego Eufemosa z Karii, który również dotarł ze swoją jednostką daleko na zachód i napotkał wyspę zamieszkaną przez czerwonoskórych tubylców o włosach podobnych do końskich ogonów. Zarówno Plniusz Starszy (Historia Naturalna II, 169a), jak i Festus Avienus Rufus (Ora Maritima V, 113-128) wspominają o kartagińskim żeglarzu Himilkonie, który w czasie swoich podróży na daleki zachód dotarł do morza, które pokryte było wodorostami, bezwietrzne i jakby martwe. Jest prawdopodobne, ze opis ten odnosi się do Morza Sargassowego na Atlantyku. Z kolei Plutarch z Cheronei wspomina, że rzymski wódz Kwintus Sertoriusz mógł ok. 75 roku przed Chr. dotrzeć na swoich okrętach aż do Azorów, identyfikowanych niekiedy z Wyspami Szczęśliwymi (Plutarch, Żywot Sertoriusza VIII). Rzecz jasna te świadectwa nie są jednoznaczne i mogą być interpretowane w różny sposób. Przynajmniej niektórzy badacze, tacy jak S. C. Jestt twierdzą jednak, że chodzi w nich o Nowy Świat.

Do Ameryki Południowej już w II tysiącleciu po Chr, docierali najprawdopodobniej mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej. Analiza genomów mieszkańców tej wyspy wykazała obecność genów charakterystycznych dla rdzennych mieszkańców Ameryki Południowej. Już Thor Heyerdahl udowodnił, że za pomocą dość prostych statków można było przemierzać Ocean Spokojny, docierając z Polinezji do Ameryki Południowej i z powrotem. W 1947 roku przepłynął zbudowaną z drewna balsy jednostką „Kon-Tiki” z Peru do Wysp Tuamotu we Francuskiej Polinezji, przepływając w ciągu 101 dni około 8 tys. kilometrów po otwartym oceanie. Udowodnił w ten sposób techniczną możliwość takiej podróży. W genomie mieszkańców Rapa-Nui odkryto allele charakterystyczne dla południowoamerykańskiej rdzennej ludności. Południowoamerykańskie geny stanowią ok. 8% genomu mieszkańców Wyspy Wielkanocnej. Dalsze badania wykazały, że domieszka indiańskich genów musiała trafić na Wyspę pomiędzy 1280 a 1495 rokiem, najpewniej około 1380 roku po Chr. To właśnie wtedy trafiła na Rapa-Nui niewielka grupa południowoamerykańskich osadników, która zmieszała się z miejscową ludnością.

W kontekście rozważań S. C. Jetta i L. Russo godne uwagi są średniowieczne relacje europejskie, które mogą zawierać informacje o dotarciu do tajemniczego kontynentu na zachodzie. Wszystkie one wymagają dalszych badań i weryfikacji. Półlegendarna relacja o podróży irlandzkiego zakonnika z VI-VII w. po Chr., św. Brendana jest zazwyczaj przytaczana w tym kontekście. Wiadomo, że w VIII-IX wieku iryjscy mnisi docierali do Islandii, a być może także i dalej na północ. Źródło z X wieku znane jako „Navigatio Sancti Brendani Abbatis” podaje, że święty zakonnik dotarł do pewnej wyspy na Oceanie, znanej potem jako Wyspa Świętego Brendana. Jest ona identyfikowana z Islandią, Grenlandią, Maderą, Azorami, a nawet z Ameryką Północną. Nie ma zatem zgody, gdzie dotarł św. Brendan. W 1977 roku żeglarz Tim Severin przepłynął z Irlandii do Ameryki w replice irlandzkiej łodzi z drewna i skór (curragh), takiej, jakiej mógł używać św. Brendan. Późniejsza, całkowicie legendarna relacja o walijskim księciu Madocu, który około 1170 roku miał dopłynąć do Ameryki, jest zupełnie pozbawiona dowodów (co nie przeszkadzało Johnowi Dee wykorzystać jej propagandowej i politycznej wymowy w budowaniu doktryny Imperium Brytyjskiego). Kolejne niepotwierdzone legendy wiążą się ze szkocką rodziną szlachecką Sinclair’ów. Współczesna legenda przypisuje Henry’emu I Sinclair’owi, jarlowi Orkadów i baronowi Roslyn (1345-1400) dotarcie do Grenlandii i Ameryki Północnej pinad 100 lat przed Kolumbem. Jego wnukiem był William Sinclair, earl Caithness (1434–1470), fundator Kaplicy Roslyn koło Edynburga. W tej kaplicy znajdują się płaskorzeźby interpretowane przez niektórych autorów jako wskazówka, że członkowie rodziny Sinclair’ów już w XIV wieku dotarli do Nowego Świata. Niektóre płaskorzeźby roślin są interpretowane jako przedstawienie kukurydzy (choć ta interpretacja nigdy nie została potwierdzona przez archeobotaników). Tak naprawdę nie istnieją żadne bezporne dowody, które potwierdzałyby wizytę Sinclair’ów w Ameryce. Płaskorzeźby z Kaplicy Roslyn przedstawiają stylizowane kwiaty i gałęzie drzew, a nie kukurydzę. Nie ma też dowodów, że Henry Sinclair był Templariuszem, jak utrzymują niektórzy autorzy.

W XIV i XV wieku ruch europejskich statków na Atlantyku wyraźnie się zagęścił. Istnieją informacje o ekspedycji duńsko-portugalskiej, która wyruszyła w 1476 roku na poszukiwanie zaginionych wikińskich osad na północy i zachodzie. Kierowali nią Didrik Pining, Hans Pothorst i João Vaz Corte-Real. Niektórzy autorzy spekulują, że dotarła ona do Nowej Funlandii i na brzegi Labradoru, choć nie ma na to żadnych bezpośrednich dowodów. Irlandzkie przekazy legendarne mówią natomiast o leżącej na zachód od Irlandii wyspie Hy-Brasil, której bezskutecznie poszukiwali w 1486 roku żeglarze z Bristolu. Właśnie w tych czasach rozpoczynała się działalność Krzysztofa Kolumba. Ten genueńsko-liguryjski żeglarz i agent handlowy domów bankowych Centurionich, Di Negro i Spinola był obrotnym, przebiegłym i spostrzegawczym człowiekiem. Zawsze umiał zdobyć użyteczną wiedzę i wykorzystać ją w realizacji własnych celów. Jego brat Bartłomiej pracował w warsztacie kartograficznym w Lizbonie i dostarczał mu informacji natury geograficznej. Kolumb pływał po Morzu Śródziemnym i dotarł do Morza Egejskiego i na wyspę Chios. W roku 1477 pożeglował na północ. Dotarł do Bristolu, Galway w Irlandii i prawdopodobnie także na Islandię. Spotkanie z marynarzami z Bristolu, którzy śmiało poruszali się po Atlantyku ignorując embargo i blokadę ze strony królów duńskich. Ich znajomość Oceanu była imponująca. Na tych północnych szlakach pamięć o podróżach Wikingów była żywa, a Kolumb mógł uzyskać wiedzę o niedawanych atlantyckich wyprawach. Już później, w 1498 roku Kolumb korespondował z kupcem z Bristolu, Johnem Day’em, który informował go o wyprawach Johna Cabota. Spotkał się też z pilotem Alonso Sanchezem, podobno członkiem załogi statku, który został zniesiony przez burzę daleko na zachód i dotarł do ziemi zamieszkanej przez dzikie plemiona. To od Sancheza miała pochodzić wiedza Kolumba o ziemi położonej za Oceanem Atlantyckim. Dziś trudno już zweryfikować te twierdzenia, ale są badacze, którzy uważają, że Kolumb pozyskał maksimum wiedzy o nieznanych lądach na zachodzie, nim ruszył na swoją własną wyprawę, która 12 października 1492 roku dotarła do wyspy San Salwador (Guanahani) w archipelagu Bahamów.

Kwestia przedkolumbijskich kontaktów Obu Ameryk z resztą świata jest zagmatwana i kontrowersyjna. Badacze napotykają na trudności w poszukiwaniu, analizie i krytyce źródeł, a informacje są skąpe i niepewne. Mimo to rozwój archeologii (zwłaszcza jej podmorskiej gałęzi) i nowych metod badania dawnych dziejów daje nadzieję na definitywne rozwiązanie omawianych kwestii w ciągu kilkudziesięciu kolejnych lat…

CDN.

Literatura

S. C. Jett, Ancient Ocean Crossings: The Case for Contacts with the Americas before Columbus Reconsidered, Tuscaloosa, 2017.

S. C. Jett, Pre-Columbian Transoceanic Contacts: The Present State of the Evidence, NEARA Journal, Vol. 36, No. 2, pp. 4-8, 2003.

J. Powell, The First Americans: Race, Evolution and the Origin of Native Americans, Cambridge, 2005.

K. Piasecki, Indianie w Azji?, Archeologia Żywa 2 (21), 2002.

Z. Skrok, Kto odkrył Amerykę?, Warszawa, 1987.

M. D. Coe, D. R Snow, E. P. Benson, Ameryka prekolumbijska, Warszawa, 1997.

H. Silverman, The Handbook of South American Archaeology, New York, 2008.

O. Jarus, Evidence of Pre-Columbus Trade Found in Alaska House, (https://www.livescience.com/50506-artifacts-reveal-pre-columbus-trade.html), April 16, 2015.

A. P. Neubert, Old World metals were traded on Alaska coast several hundred years before contact with Europeans, (https://www.purdue.edu/newsroom/releases/2016/Q2/old-world-metals-were-traded-on-alaska-coast-several-hundred-years-before-contact-with-europeans.html), 04.2016.

L. Roewer, M. Nothnagel, L. Gusmão, V. Gomes, M. González, D. Corach, A. Sala, Continent-Wide Decoupling of Y-Chromosomal Genetic Variation from Language and Geography in Native South Americans, PLoS Genet 9(4): e1003460. https://doi.org/10.1371/journal.pgen.1003460.

R. Finlay, How Not to (Re)Write World History: Gavin Menzies and the Chinese Discovery of America, Journal of World History, 15 (2): 229, 2003.

Strona internetowa prof. S. C. Jett’a: http://www.stephencjett.org/

R. H. Hristov, S. T. Genovés, Mesoamerican evidence of pre-Columbian transoceanic contacts, Ancient Mesoamerica, 10 (2), (1999), 207–213.

J. V. Moreno-Mayar, S. Rasmussen, A. Seguin-Orlando, M. Rasmussen, M. Liang, S. Te. Flåm, B. A. Lie, G. D. Gilfillan, R. Nielsen, E. Thorsby, E. Willerslev, A.-Sa. Malaspinas, Genome-wide Ancestry Patterns in Rapanui Suggest Pre-European Admixture with Native Americans, Current Biology, Volume 24, Issue 21, 3 November 2014.

L. Curcio, Lucio Russo: L’America dimenticata. I rapporti tra le civiltà e un errore di Tolomeo, Lettera Matematica, September 2014, Volume 2, Issue 3, pp 111–112.

Obie Ameryki na tle kontynentów i oceanów Świata

Mapa Ameryki Południowej

Mapa Ameryki Północnej

Cieśnina Beringa

Góra McKinley (Denali) w Kordylierach, 6190 m n.p.m.

Krajobraz Gór Skalistych

Zatoka Maine

Północnoamerykański las mieszany strefy umiarkowanej

Step (preria) w Południowej Dakocie

Las iglasty w Arizonie

Pustynia w Arizonie

Wulkan Orizaba w Meksyku

Krajobraz środkowego Meksyku

Wulkan Popocatepetl

Wilgotny las równikowy w Gwatemali

Dolina rzeki Orinoko

Dolina rzeki Urubamba w Peru

Szczyt Aconcagua w Andach

Andy, zdjęcie ze statku kosmicznego

Krajobraz boliwijskiego Altiplano

Strefy roślinności w Andach

Wulkan Sangay w Ekwadorze

Wilgotny las równikowy nad AmazonkąWyżyna Brazylijska

Pampa argentyńska

Ziemia Ognista i Kanał Beagle

Główne prądy oceaniczne

Ocean Atlantycki

Układ prądów morskich w północnej części Oceanu Atlantyckiego

Morze Sargassowe

Ocean Spokojny

Peruwiański brzeg Oceanu Spokojnego

Paleoindiane w Beringii, rekonstrukcja

Bataty (Ipomea batatas)

Kura domowa (Gallus gallus domesticus) z pisklętami

Araukarie

Kolonizacja Polinezji

Polinezyjski katamaran

Rekonstrukcja dawnego statku polinezyjskiego

Polinezyjska "mapa" nawigacyjna

Rzeźba moai z Wyspy Wielkanocnej

Czemamull, rzeźby nagrobne Araukanów/Mapuczów

Kontakty prekolumbijskiej Ameryki z Polinezją

Indianie Botocudo

Człowiek z Kennwick, czaszka i rekonstrukcja twarzy

Mężczyzna z plemienia AjnówRozprzetrzenienie się języków Dene-jenisejskich

Podróże Wikingów po Atlantyku, mapa

Wikińska osada L'Anse aux Meadows na Nowej Funlandii

Rekonstrukcja wikińskiego statku ze Skuldelev

Wkingowie przybywają do Ameryki Północnej, rekonstrukcja

moneta Olafa Kyrre ze stanu Maine, 1093 rok

Zrekonstruowane wikińskie jednostki u wybrzeży Nowej Funlandii, 2000 r.

Statek "Kon-Tiki" na pełnym morzu

"Kon-Tiki"

Podróżnik Thor Heyerdahl

Zatoka Guanabara w Brazylii

Statek "Ra II"Wykopaliska na stanowisku Rising Whale Site na Alasce

Przedmioty pochodzenia azjatyckiego z Alaski

Olmecka rzeźba głowy z San Lorenzo

Porównanie rzeźb olmeckich z twarzami współczesnych Indian z Meksyku i Gwatemali

Prof. Andrzej Wierciński

Olmeckie figurki z La Venta

Gavin Menzies

Dr Balabanova bada mumię kapłanki Henut-Taui

Inkaska mumia z Peru

Zawierający kokainę afrykański krzew Erythroxylum emarginatum

Dostarczanie owoców zawierających witaminę C na statek, rekonstrukcja

Prekolumbijskie figurki zaopatrzone w koła

Droga inkaska w AndachWyrobt metalurgiczne z prekolumbijskiego Meksyku (1200-1500 po Chr.)Tratwa peruwiańska z żaglem rejowym

Płaskorzeźba z sarkofagu przedstawiająca statek fenicki, II w. po Chr.

Rekonstrukcja greckiego statku handlowego

Rekonstrukcje rzymskich statków handlowych

Klaudiusz Ptolemeusz

Rzymska mozaika z Pompejów (I w. po Chr.) z przedstawieniem ananasa (lub szyszki pinii)

Terakotowa główka z Tecaxic-Calixtlahuaca w Meksyku...

... i jej możliwe analogie

Krajobraz Wysp Kanaryjskich

Cieśnina Gibraltarska (Słupy Heraklesa)

Diodor Sycylijski

Kontakty Nowego Świata z Wyspą wielkanocną, mapa

Rekonstrukcja statku fenickiego

Nawigacja według gwiazd

Wikiński kompas słoneczny

 

Św. Brendan podróżuje do swojej wyspy, minatura z kroniki z XV wieku

Rekonstrukcja statku św. Brendana

Kaplica Roslyn koło Edynburga

Drewno przeniesione przez atlantyckie prądy i wyrzucone na wybrzeże

Replika karaweli Johna Cabota "Matthew"Statki średniowieczne, miniatura z angielskiej kroniki

Niektóre szlaki obsługiwane przez bristolskich marynarzy w XV wieku

Krzysztof Kolumb

Mapa wykonana przez Bartłomieja Kolumba (ok. 1490)

Mapa Toscanellego

Statki Kolumba na pełnym oceanie

Pomnik Alonso Sancheza

João Vaz Corte-Real

Wyspa Hy-Brasil na mapie z XV wieku



tagi: odkrycia  archeologia  historia świata  żegluga  źródła  podróże  nowy świat  ameryka prekolumbijska  stary świat  kontakty  morza  oceany 

Stalagmit
14 marca 2019 20:06
48     1645    19 zaloguj sie by polubić
komentarze:
MarekBielany @Stalagmit
14 marca 2019 22:34

Do pierwszej ilustracji.

W Szkole Podstawowej w sali geograficznej była taka sama mapa, ale inaczej sformatowana. Od lewego marginesu: wschodni Pacyfik, Ameryki, Atlantyk (ooolbrzymia Grenlandia), Europa-Afryka (centralnie) w łączności z Azją, Cieśnina Beringa i trochę Pacyfiku. Prawy margines.

A podążając południkami, to Ameryka wygląda jak zapora od pólnocy do południa (https://pl.wikipedia.org/wiki/Droga_Panameryka%C5%84ska) .

Dopiero na globusie (nawet najtańszym w wersji piłki dla dzieci) można się zadumać nad osobliwością Wyspy Bouveta.

 

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @MarekBielany 14 marca 2019 22:34
14 marca 2019 22:41

Dziękuję uprzejmie. Współczesne mapy nieco spłaszczają obraz świata i zniekształcają rzeczywiste odległości i powierzchnie. Nie ma jednak idealnego odwzorowania kartograficznego. Grenlandia jest jednym z najbardziejv znieszkształcanych lądów w atlasach. Mapy nie oddają, jak łatwo można dotrzeć z Eurazji do Ameryki obierając odpowiednią trasę. Polecam:

https://www.youtube.com/watch?v=kIID5FDi2JQ

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @Stalagmit 14 marca 2019 22:41
14 marca 2019 22:58

No właśnie. Była jedna piękna piłka-globus, a pozostała kolekcja...

Jak ktoś ma zdrowie to na północy łatwiej (t.j. bliżej) choć tak samo (?) zimno. Brr.  :)

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @Stalagmit
15 marca 2019 02:25

Wyjątkowo wszechstronna notka przepełniona zaskakującymi informacjami i przebogatymi ilustracjami. Właściwie nie wiadomo, co ważniejze. Czy przenoszenie przedmiotów i ludzi przez różne prądy oceaniczne z nowego do starego świata, czy przenoszenie (lub nie) zarazków chorób albo zupełna "odporność" ludów nowego świata wobec możliwości uprawy różnych roślin.

 No i wspaniała panorama kontynentów Ameryki czyli powtórka z geografii fizycznej uzupełniona o cenne nowe odkrycia i teorie.

Naprawdę jestem pod wielkim wrażeniem. A już zdjęcie kury  z kurczętami powaliło mnie na kolana. Nawiasem, zestaw zdjęć i map bardziej różnorodny niż kiedykolwiek. Wyrazy najwyższego szacunku.

zaloguj się by móc komentować

atelin @Stalagmit
15 marca 2019 10:31

Nieee, no nie mogę..., chyba się na Pana pogniewam - zacząłem czytać i uznałem, że przy kawie będzie lepiej się czytało. Ostatecznie pochłonąłem tę notkę o suchym pysku, ponieważ nie mogłem się oderwać. Może niech Pan zacznie wstawiać reklamy co 20 minut czytania? 

Wiedza o Wikingach w Ameryce jest powszechna, ale po Pańskiej notce jak jeszcze raz zobaczę jakieś migawki z jakiegoś Columbus Day to padnę ze śmiechu.

I na koniec pytanie: czy wiadomo, co jest czym na tej patykowatej mapie?

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @pink-panther 15 marca 2019 02:25
15 marca 2019 15:39

Dziękuję uprzejmie, Bez małej powtórki z geografii nie da się wczuć w tą notkę i w następne, które chce napisać o prekolumbijskiej Ameryce. Te hipotezy kontaktów i dane, które są dopiero odkrywane i weryfikowane to rzeczywiście pasjonująca sprawa. A kura domowa, udomowiona w Chinach przeszłą długą drogę, zanim dostała się do Nowego Świata.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @atelin 15 marca 2019 10:31
15 marca 2019 15:44

Dziękuję bardzo ;) Jak wiadomo tak ważkiego problemu jak prekolumbijskie kontakty międzykontynentalne nie da się zbyć krótkim tekstem, no i wyszła notka-kobyła. Jedyną rzeczą, która mógłbym tu reklamować są książki Kliniki Języka :)

Dziś już wiadomo, że Kolumb miał wielu poprzedników, no ale Columbus Day zdążył się stać częścia amerykańskiego folkloru.

Mapa przedstawia jakiś fragment Pacyfiku (nie zdołałem niestety dociec, który). Muszelki kauri to wyspy, a patyki to prądy morskie i wiatry.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @Stalagmit
15 marca 2019 18:14

Dzięki, Stalagmicie, widać ogrom włożonej w notkę pracy.

Dokonane tysiące lat temu przejście Azjatów do Ameryk leży poza wątpliwością. Kontakty polinezyjsko-amerykańskie wyglądają na bardzo prawdopodobne. Dobrze wiemy o wyprawach Skandynawów do Ameryki Północnej.

Myślę też, że kontakty przedstawicieli innych części Europy z mieszkańcami kontynentów amerykańskich wydają się prawdopodobne, szczególnie od początku czternastego wieku. Jeśli biorę pod uwagę politykę ukrytego sojuszu świętych cesarzy rzymskich, królów francuskich i królów angielskich z sułtanami tureckimi, podejrzewam, że w okresie od zakończenia wypraw krzyżowych u schyłku trzynastego wieku w otoczeniu tychże władców zaostrzono przygotowania do dekatolicyzacji Europy, do przenoszenia zasobów szczególnie z Europy Środkowej za Ocean. Od wieków mówi się, że Turcy zablokowali szlaki handlowe prowadzące przez Ziemię Świętą do Indii. Interesujące jednak, że wymienieni władcy Turków popierali, a nie ich zwalczali. Gdyby ich zwalczali, nie puszczaliby mimo uszu apeli papieży o przeprowadzenie krucjat antytureckich. Przypuszczam, że znaleźli ślady kontaktów starożytnych Rzymian lub Fenicjan z mieszkańcami Ameryk, być może też dowiedzieli się wynikach wypraw Turków na zachód.

Opłacani przez Fuggerów przedstawiciele krajów włoskich i Królestwa Hiszpanii wyprawiają się do Ameryk, a niemal jednocześnie co najmniej jedna trzecia władców europejskich wypowiada posłuszeństwo papieżowi. Te wydarzenia muszą pozostawać w głębokim związku, bo władca nie zmienia wyznania państwa tylko dlatego, że mu coś w duszy zagra.

zaloguj się by móc komentować

Matka-Scypiona @Stalagmit
15 marca 2019 20:04

Najbardziej otwarte umysły mają dzieci, dlatego na tej mozaice z Pompejow, wszystkie by powiedziały,  że to ananas. Ja bym powiedziała,  że szyszka pinii, ale tylko na torturach!

Kolejna porcja wspaniałych informacji! 

Dziękuję i pozdrawiam!

zaloguj się by móc komentować

Aleksandra @Stalagmit
15 marca 2019 20:52

Bardzo ciekawa opowieść, dzięki!

P.S. Już rozumiem, dlaczego w Galway widziałam pomnik Kolumba:)))

 

zaloguj się by móc komentować

Paris @atelin 15 marca 2019 10:31
15 marca 2019 21:12

Rzeczywiscie...

... to cale "Columbus Day" w swietle tego co juz wiemy i jest potwierdzone - to naprawde jawi sie jako kuriozum... i zwykla ciemnota  !!!   Ciezko toto pojac.

zaloguj się by móc komentować

Paris @Stalagmit 15 marca 2019 15:44
15 marca 2019 21:22

Nie mam nic przeciwko folklorowi, Panie Stalagmicie...

... nawet go bardzo lubie, ale dobrze by bylo aby to cale CD - choc nazwe patrona zmienilo...

... a poza tym - jak zawsze notka nadzwyczajna, niesamowita masa informacji, ktore ciezko mi bedzie spamietac, no i - tradycyjnie juz - genialne zdjecia  !!!

Dziekuje,

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @Stalagmit
15 marca 2019 23:00

Ocean Spokojny i Morze Sargassowe.

Węgorz europejski (jest i japoński).

Ameryka to wododział ze szczelinami.

:)

zaloguj się by móc komentować

Pioter @krzysztof-laskowski 15 marca 2019 18:14
16 marca 2019 06:29

Fuggerowie otrzymali własną koncesję kolonialną w dzisiejszej Wenezuleli w 1528. Swoją kolonię nazwali Mała Wenecja.Jeśli weźmiemy pod uwagę, że Kolumb był Genueńczykiem, a Genua i Wenecja (delikatnie mówiąc) nie przepadały za sobą, to możemy przyjąć (z ogromnym uproszczeniem), że całe te odkrycie Ameryki było częśćią wojny handlowej tych dwu włoskich miast. A jeśli jeszcze dodamy do tego działanie powołanej w 1508 przez papieża Juliusza II Ligii w Cambrai skierowanej przeciwko Wenecji (Rzesza, Francja, Hiszpania, Węgry i Anglia - choć dwaj ostatni królowie szybko się wycofali z działań Ligii), która wprawdzie Wenecję w walce pokonała, ale nie zdołała jej zniszczyć - to obraz odkrycia i kolonizacji Ameryki wygląda już trochę inaczej.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @krzysztof-laskowski 15 marca 2019 18:14
16 marca 2019 07:09

Dziękuję bardzo, Krzysztofie. Rzeczywiście, okres od XIV do końca XV wieku jest w tym kontekście najbardziej intrygujący i tajemniczy. Szkoda, że zachował się tak niewiele źródeł. Są tacy, którzy twierdzą, że monarchowie katoliccy, Ferdynand i Izabela zgodzili się na propozycję Kolumba tylka dlatego, że już wiedzieli o wcześniejszych podróżach przez Ocean Atlantycki. Żeglarze z Bristolu często pływali na Islandię i zorganizowali kilka ekspedycji na zachód, w poszukiwaniu wyspy Hy-Brasil. No i sprawa Alonso Sancheza (która była potem wykorzystywana politycznie jako uzasadnienie roszczeń korony hiszpańskiej do ziem położonych na zachodniej półkuli). O podróży Sancheza wiedzieli bracia Pinzonowie, pisał o niej o. Bartolome de las Casas OP, a także Inca Garcilaso de la Vega. Sanchez wiele razy pływał na trasie pomiędzy Anglią, Maderą i Wyspami Kanaryjskim, aż pewnego dnia został zniesiony przez sztorm daleko na zachód, gdzie dotarł do jakiejś wyspy. Nie należy też zapominać, że znana była, spisana w XIII wieku "Saga o Grenlandczykach", a pamięć o wyprawach Wikingów była żywa. S. C. Jett wskazuje, że nie mamy dostepu do wielu informacji źródłowych ze wględu na praktykę utajniania istotnych politycznie i gospodarczo danych o ekspedycjach sponsorowanych przez państwo i monarchów. Z kolei relacje o podróżach osób prywatnych (kupców, marynarzy) mogły w ogóle nie zostać zapisane w żadnym źródle.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Matka-Scypiona 15 marca 2019 20:04
16 marca 2019 07:13

Dziękuję bardzo. Rzeczywiście, sporo osób uznało ten wizerunek za przedstawienie ananasa i nie można oprzeć się wrażeniu, że jest on bardzo sugestywny. Wiadomo, że jest opór przwciwko uznaniu tej interpretacji za zasadną, no ale znalezisko główki terakotowej z Tecaxic-Calixtlahuaca każe co najmniej rozważyć możliwość podróży tansatlantyckich w okresie rzymskim.

Pozdrawiam serdecznie

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Aleksandra 15 marca 2019 20:52
16 marca 2019 07:14

Witam na moim blogu. Ja również bardzo dziękuję i zapraszam do czytania następnych (i poprzednich) notek. Te irlandzko-angielskie podróże Kolumba i jego rejsy po północnym Atlantyku to bardzo ciekawa i w sumie słabo poznana sprawa.

 

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Paris 15 marca 2019 21:22
16 marca 2019 07:21

Dziękuję uprzejmie. Warto dodać, że Columbus Day ma, jak każda publiczna uroczystość, podłoże polityczne. Już w 1792 roku obchodzono to święto w Nowym Jorku z inicjatywy związanego z Partią Demokratyczną stowarzyszenia Tammany Hall. Odtąd obchodzi się je co roku. W 1892 roku prezydent Benjamin Harrison wezwał całe Stany Zjednoczone do ogólnokrajowwych obchodów świea, które miało już wtedy silny wydźwięk propagandowy: celebrowano nie tyle odkrycie Kolumba, co rosnącą potęge ekonomiczną i militarną USA no i rzecz jasna "postęp społeczny". Włosi w USA od dawna uważają Columbus Day za swoje święto. 

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @MarekBielany 15 marca 2019 23:00
16 marca 2019 07:21

Trochę tak jest, rzeczywiście :)

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Pioter 16 marca 2019 06:29
16 marca 2019 07:36

Dziękuję za to cenne uzupełnienie. W tym ujęciu Krzysztof Kolumb to po prostu przedstawiciel genueńskich rodzin bankowych, a John Cabot (Giovanni Caboto) to przedstawiciel interesów Wenecji, który wszedł w porozumienie z Anglią. Co ciekawe, Caboto, Genueńczyk z pochodzenia, w 1476 roku otrzymał obywatelstwo weneckie. Zanim uciekł z Wenecji do Anglii (podobno przed wierzycielami) pływał po Morzu Śródziemnym i dobrze poznał handel z Bliskim Wschodem. Już w Anglii Caboto otrzymał wpsarcie finansowe z florenckiego banku rodziny Bardi i od włoskich bankierów rezydujących w Londynie. Towarzyszył mu zakonnik, brat Giovanni Antonio de Carbonariis OSA, który ułatwił mu dostęp do dworu królewskiego i zarekomendował go królowi Henrykowi VII. Skąd Cabot wyruszył na swoją pierwszą ekspedycję? Oczywiście z Bristolu, skąd wyruszały wyprawy w poszukiwaniu wyspy Hy-Brasil i gdzie jeszcze nie tak dano był też Kolumb. Dotarł do Nowej Funlandii, Labradoru i Maine, czyli tam, gdzie Wikingowie 500 lat wcześniej.

Podróże Johna Cabota

John Cabot opuszcza Bristol

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Stalagmit
16 marca 2019 08:49

@ pink-panther, @ atelin, @ MarekBielany, @ Pioter, @ Matka-Scypiona, @ Aleksandra, @ Paris, @ krzysztof-laskowski, @ Wszyscy Szanowni Czytelnicy...

Zamieszczam kilka fimów o współczesnych ekspedycjach oceanicznych, które w ramach archeologii doświadczalenej miały udowodnić mozliwość transoceanicznych kontaktów:

https://www.youtube.com/watch?v=d0achCp3VZ0

https://www.youtube.com/watch?v=FB8Ya-jotGA

Podróż na szlaku św. Brendana

 
zaloguj się by móc komentować


krzysztof-laskowski @Pioter 16 marca 2019 06:29
16 marca 2019 11:24

Genueńczycy i Wenecjanie musieli dysponować solidną wiedzą, zanim Kolumb wyruszył na wyprawę w celu odkrycia szlaku alternatywnego do tego kontrolowanego przez Turków. Samo to wyjaśnienie wygląda na grubą blagę, skoro Turcy byli de facto sojusznikami Fuggerów, świętego cesarza rzymskiego, króla Francji i króla Anglii.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @krzysztof-laskowski 16 marca 2019 11:24
16 marca 2019 11:45

Warto przy tym dodać, że bankier Jakub Fugger bardzo interesował się dalekimi ekspedycjami handlowymi i odkrywczymi. Sfinansował np. wyprawę protugalską na zachodnie wybrzeże Indii w 1505 roku i dołożył sie do hispzańskiej eksepdycji na Moluki. Interesował się też eksportem europejskich metali do Indii przez Lizbonę.Lata 1473-1487 młody Fugger spędził w kantorze niemieckich kupców w Wenecji (Fondaco dei Tedeschi). Są pewne poszlaki, że przynakmniej częściowo sfinansował wyprawę Ferdynanda Magellana dookoła Świata w 1519 roku.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @Stalagmit 16 marca 2019 07:09
16 marca 2019 11:56

Królowie Hiszpanii i Portugalii w traktacie z Tordesillas podzielili Amerykę Południową tak, że Portugalczycy dostali pokaźny kawałek wybrzeża i interioru Brazylii, o której podobno nie wiedziano w 1494 roku. Myślę, że to niemożliwe, by na poziomie państwowym przyjmowano podobne postanowionie bez gruntownego zbadania sprawy przez przedstawicieli obu stron.

Na mapie Waldseemüllera z 1507 roku, co lubię powtarzać, zaznaczono wybrzeże Chile. Nikt nie zrobiłby czegoś takiego na czuja.

 

 

zaloguj się by móc komentować

Pioter @krzysztof-laskowski 16 marca 2019 11:56
16 marca 2019 19:30

Rzeczywiście ciekawa mapa. W miejscu dzisiejszego Ekwadoru (czyli w miejscu gdzie Imperium Inków sięgało oceanu) zapisano "niezbadane"

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @Stalagmit 16 marca 2019 07:21
16 marca 2019 21:58

Tak jak:

Dzieci Kapitana Granta.

P.S.

pierwszy był film, a potem zaaaczytałem się.

zaloguj się by móc komentować

michal-liduk @Stalagmit
16 marca 2019 22:19

Wspaniały artykuł, widać ogrom włożonej pracy.

Pamiętam, że kiedy będąc dzieckiem czytałem w latach 90 różne proste, popularnonaukowe opracowania historyczne pisano tam o istniejących hipotezach dotyczących możliwych wypraw Wikingów do Ameryki. Okazuje się, że fakt ten został odkryty już znacznie wcześniej.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @michal-liduk 16 marca 2019 22:19
17 marca 2019 07:02

Witam na blogu i dziękuję bardzo. Rzeczywiście, odkrycie wikińskiej osady L'Anse aux Meadows przez Ingstadów to rok 1960, badania trwały do lat 70-tych XX wieku. Już wtedy było wiadomo, że to wikińska osada z ok. 1000 r. po Chr.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @krzysztof-laskowski 16 marca 2019 11:56
17 marca 2019 08:21

Wygląda to trochę tak, jakby wiedza o istnieniu kontynentu na zachodniej półkuli była "zdeponowanym" kapitałem, który przez długi czas czekał na wykorzystanie i "inwestycje" (to oczywiście jedynie hipoteza). Rozwój handlu europejskiego i produkcji skomasował takie ilości kapitału, że trzeba było je gdzieś zainwestować.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Pioter 16 marca 2019 19:30
17 marca 2019 08:29

Dla porównania, mapa Świata Alberto Cantino wykonana dla księcia Ferrary Ercole I d'Este, w 1502 roku. Widoczne są na niej Antyle i część wybrzeża Ameryki Południowej:

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @Stalagmit
17 marca 2019 08:59

Bardzo dziękuję za ogrom rzetelnej wiedzy, którą pan nam daje po dobroci. Wielki Bóg zapłać!

Mnie zadziwia jedno. Mimo, że z Azji było łatwiej dostać się do obu Ameryk to jednak wygląda na to, że Europejczycy a nie Chińczycy pierwsi nawiązali stałe kontakty z Nowym Światem. Jest frapująca ta bezwładność Chin, które stworzywszy cywylizację na pewnym obszarze wydaje się nie chce dalej ekspandować. Nie wiem, czy to wynika z uwarunkowań środowiskowych (geografia, demografia) czy z doktryny Państwa Środka.

Drugie pytanie jakie mnie interesuje w związku z europejskimi wyprawami jest następujące. Na ile odkrycie Nowego Świata jest wynikiem świadomego poszukiwania nowych ziem a na ile wynikiem wysiłku aby odkryć krótszą drogę do Azji. Wydaje mi się, że Wikingowie szukali nowych okazji ale póżniejsze wyprawy do chyba wyścig do azjatyckiej mety.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @mniszysko 17 marca 2019 08:59
17 marca 2019 09:41

Serdecznie dziękuję Wielebnemu Ojcu. To duży temat, jeden z ciekawszych problemów historycznych.

Chiny były liderem w wyprawach odkrywczych w XV wieku. Cesarze z dynastii Ming zapoczątkowali serię wielkich ekspedycji, które odbywały wielki floty statków zwanych  bǎochuán, wielkich jednostek o długości dochodzącej nawet do 135 m długości (dwa razy dłuższych od ówczesnyxh statków europejskich). Statki wiozły na pokładach nie tylko marynarzy, ale i żołnierzy, a także sporą ilość kosztowności. Zadaniem floty było przede wszystkim zabezpieczanie gospodarczych i politycznych interesów Chin na świecie. Wiązało sie to z bitwami morskimi i inwazjami na państwa leżące na lądzie. W ten sposób Chiny przejmowały kontrolę nad morskimi szlakami handlowymi, przede wszystkim nad Morskim Szlakiem Jedwabnym łączącym Chiny z Indonezją, Indiami, Półwyspem Arabskim i Afryką. W XV wieku Chiny panowały na oceanach, tak jak w XIX wieku Wielka Brytania. Admirał Czeng Ho odbył 7 podróży po Oceanie Indyjskim i Spokojnym. Ale na dworze cesarskim cały czas istniała rywalizacja pomiędzy zwolennikami doktryny morskiej ekspansji (głównie urzędnikami dworskimi wykształconymi w tradycji konfucjańskiej) i eunuchami, którzy kierowali tymi ekspedycjami. Mimo, że handel morski kwitł, w 1433 roku cesarz Jongle zakazał oraganizowania takich ekspedycji. Doktryna zmieniła się bardzo wyraźnie. Władza na dworze cesarskim przeszła z rąk szlachty i wojskowych w ręce urzędników, którzy sprzeciwali się eksansji morskiej. Poparli ich zamożni kupcy, którzy nie chcieli kontroli morskiego handlu przez państwo. Chiński handel morski prowadzony przez osoby prywatne był przez jakiś czas obecny na morzach, ale pozbawiony ochrony i wsparcia ze strony władz cesarskich zaczął ustępować przed naciskiem zagranicznych kupców. Dzięki temu na Ocean Indyjski mogli wejść kupcy i kolonizatorzy z Europy. Fascynujący jest fakt, że wszystkiemu przyglądali się wneccy kupcy (a może nie tylko przyglądali się?). w dużej liczbie obeni wtedy na Dalekim Wschodzie, w Indiach i w Chinach w XIV i XV wieku (tacy jak bracia Polo, wspomniany w notce Niccolò dei Conti i inni).

Admirał Czeng Ho

Mapa podróży floty Czeng Ho

Drzeworyt przedstawiający flotę dynatii Ming

Chińska flota w XV wieku, rekonstrukcja

Nagrobek Katarzyny Villoni z Yangzhou, 1342 rok

Na pewno już w XV wieku władcy tacy jak Henryk Żeglarz kierowali się nie tylko poszukiwaniem drogi do Azji, ale także chęcią zdobycia nowych obszarów do skolonizowania i prowadzenia handlu. Jego przedsięwzięcia wskazują na chęć systematycznego spenetrowania i zbadania Atlantyku. Rozwój handlu na Morzu Śródziemnym, Atlantyku i Morzu Północnym był tu kluczowy. Tak jak napisałem, pamięć o podróżach Wikingów była żywa, a źródła starożytne kazały się domyślać, że na zachodzie leży jakiś kontynent. Żeglarze z Bristolu, Portugalczycy i kartografowie z XV wieku musieli mieć sporą wiedzę geograficzną. Sam Kolumb przekonywał monarchów do swojego projektu za pomocą cytatu z apokryficznej Księgi Ezdrasza (2 Ez 6, 42), który mówi: "A trzeciego dnia rozkazałeś zebrać się wodom na siódmą część ziemi, a sześć części osuszyłeś i zachowałeś... A po tych Adama... I z niego wychodzimy my wszyscy i lud, któryś obrał... Dla nas świat stworzyłeś. A inne narody, które poszły z Adama, powiedziałeś, że nic nie są i że są podobne ślinie, a do kropli z naczynia porównywałeś dostatek ich. A teraz, Panie, oto narody te, które były za nic poczytywane, poczęły panować nad nami i pożerać. A my, lud twój, któryś nazwał pierworodnym, jednorodnym, miłośnikiem (aemulatorem carissimum) twoim, poddaniśmy są w ręce ich. I jeśli świat jest dla nas stworzon, przecz-że nie mamy dziedzictwa ze światem? A pókiż to?" Znał także dzieło Pliniusza Starszego , z którego mógł wywieść myśl o istnieniu jakiejś ziemi na zachodzie. Z drugiej strony od upadku Konstantynopola Portugalczycy poszukiwali drogi morskiej z Europy do Azji. 

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @Stalagmit 17 marca 2019 09:41
17 marca 2019 10:05

Bardzo dziękuję za odpowiedź. Wenecja jest wszędzie! Chyba dopiero wielka europejska wojna o sukcesję złamała ostatecznie jej potęgę. Mnie dziwi natomiast bezwład Hanzy. Jako gildia kupiecka z natury drapieżna nie powinna przepuścić takiej okazji.

Może wojna między Hanzą a miastami Niderlandów jaka wybuchła w 1430 miała właśnie ten cel. Sabotaż, który nie pozwalał Hanzie włączyć się do wyścigu o nowe morskie szlaki handlowe.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @mniszysko 17 marca 2019 10:05
17 marca 2019 10:41

To prawdwa, a poza tym Wenecja miała lepiej rozwinięte banki i sprawniejsze instytucje kredytowe niż Związek Hanzeatycki. Południowe Niemcy, związane zresztą gospodarczo z Wenecją, były dużo bardziej rowinięte pod tym względem. Zarówno Wenecja, jak i miasta Hanzy były mocno związane z Brugią

zaloguj się by móc komentować

Pioter @mniszysko 17 marca 2019 10:05
17 marca 2019 11:51

Hanza była obecna w Nowym Świecie, ale w późniejszych czasach.

Te hanzeatyckie kolonie to: Hanauisch-Indien - kolonia hrabstwa Hanau w Gujanie założona w 1669 roku (na zlecenie holenderskie zresztą - jako przeciwwaga do Kompanii Zachodnio - Indyjskiej) oraz Tobago - kolonia Kurlandii założona w 1637. Można do tego również dołożyć Wyspy Dziewicze  i Peurto Rico kolonizowane od 1682 przez księstwo Holstein (oficjalnie jako duńskiego wasala).

Hanza wystartowała więc do wyścigu o kolonie zbyt późno. Chyba, że była gdzieś obecna za pośrednictwem np Norwegii czy Danii, wtedy dochodzą również jako kolonie Islandia i Grenlandia, a także wyspy Nikobaren w Zatoce Bengalskiej czy miasto Trankebar w IndiachMusimy pamiętać, że Hanza w przeciwieńswie do Wenecji, bardzo rzadko występowała oficjalnie. Kupcy hanzeatyccy woleli zawsze znaleść jakiegoś pośrednika, i oficjalnie w przypadku fiaska udawać, że ich tam wogóle nie było.

zaloguj się by móc komentować

Paris @Stalagmit 16 marca 2019 07:21
17 marca 2019 18:17

No tak...

... to te 227 lat obchodow tego CD swoje zrobilo... rzeczywiscie ciezko bedzie to "swieto" wymazac z publicznej pamieci.  Dziekuje za ciekawy komentarz.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Paris 17 marca 2019 18:17
17 marca 2019 20:26

Dodam jeszcze, że w 1964 prezydent USA Lyndon Johnson ustanowił na prośbę kilku deputowanych do Kongresu Dzień Leifa Eriksona (9 października). Średniowieczny podróżnik, który dotarł do Ameryki został uczczony, ale znów w sprawę musiała wmieszać się polityka.

zaloguj się by móc komentować

Tytus @Stalagmit
20 marca 2019 10:26

Dopiero w dniu dzisiejszym mogłem przeczytać ten artykół. Gratuluję i chylę czoła przed ogromem Pańskiej pracy.

Pozdrawiam serdecznie!

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Tytus 20 marca 2019 10:26
20 marca 2019 15:44

Bardzo Panu dziękuję. Cieszę się, że notka się spodobała, w końcu jest to niełatwy i wielowątkowy temat.

Również seredecznie pozdrawiam

zaloguj się by móc komentować

Tytus @Tytus 20 marca 2019 10:26
21 marca 2019 09:42

ó na u

To wszystko przez J. Baszanowskiego, zaczynam hodować "byki" :)

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Stalagmit
21 marca 2019 18:53

Ależ to jest niesamowity wykład…w końcu wydrukowałam obie części i przeczytałam, bo wcześniej nie było czasu. Super robota Stalagmicie! No i jak tu nie podziwiać Wikingów ;) Ale zdjęcia wyjątkowo piękne i artystyczne wybrałeś….ta kura z małymi szylkretkami i rzeźba z moai podbiły moje serce :)

Choć trzeba jednocześnie przyznać, że obecność kokainy w mumiach rzuca zupełnie nowe światło na zwyczaje wczesnych entuzjastów egiptologii…

Ponoć ostatnie badania nad uzależnieniami mówią, że geny uzależnień zostały wprowadzone do ciemnej części ludzkiego DNA przez starożytne wirusy. Więc się  wcale nie dziwię, że archeolodzy, pracując w tak uzależnieniotwórczym środowisku, musieli pudrować nosek ;)
Generalnie ludzki genom jest „zaśmiecony” wirusowym DNA, ale narkomani trzy razy częściej przenoszą te antyczne fragmenty genetyczne.
 

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @ainolatak 21 marca 2019 18:53
21 marca 2019 19:03

Dziękuję bardzo. To jest jedno z najciekawszych zagadnień historycznych, nie tylko dlatego, ze dużo tu niewiadomych i cała sprawa rozciąga się na tysiące lat. Wikingowie obrali najlepszą i najkrótszą trasę na północy, tak jak Polinezyjczycy na południu i ci kupcy, którzy dostarczyli metalowe przedmioty na Alaskę. 

Cieszę się, że zdjęcia się spodobały. Trochę zajęło mi ich dobranie, ale jak widać opłacało się. Zresztą przy omawianiu takiego tematu zdjęcia są nieodzowne, bo ułatwiają pochłonięcie tematu.

Zapewne te geny uzależnień pojawiły się w ludzkim genomie bardzo wcześnie, jeszcze w głębokich pradziejach (w paleolicie), bo same używki (alkohol, naroktyki) ich produkcja i obrót mają bardzo długą, udokumentowaną historię, o której jeszcze napiszę w innej notce.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @ainolatak 21 marca 2019 18:53
21 marca 2019 22:51

to chyba były bardziej poszukiwania medyczne, niż narkomania

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @stanislaw-orda 21 marca 2019 22:51
22 marca 2019 07:15

Przypuszczam, że nawet bardziej niż narkomania czy poszukiwania medyczne mogło chodzić o produkty dostępne na rynku w XIX i na poczatku XX wieku, które zawierały kokainę (i nikt tego wtedy nie zabraniał). Zawierały ją ówczesne lekarstwa, napoje i różne podejrzane "cudowne medykamenty" (dodawano do nich także morfinę, heroinę i spore ilości alkoholu):

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @Stalagmit
31 marca 2019 20:25

Do mnie przemawiają te hipotezy o wcześniejszych "odwiedzinach" w Nowym Świecie. Mimo, że twardych dowodów nie ma, to ciężko mi sobie wyobrazić, że przez tyle lat aż do Kolumba nikt tam oprócz wikingów nie dotarł i nie próbował nic z tamtąd przywozić. Może być tak jak napisałeś w komentarzu - to była po prostu wiedza "zdeponowana", którą nikt się nie chwalił bo każdy chciał mieć wyłączność.

 

P.S.
Jakby nie patrzeć to na tej mozaice widzę tylko ananasa, za nic nie wychodzi mi szyszka.

P.S.2
A'propos filmiku z komentarza. Google w swoich mapach jakiś czas temu zaczęło używać już zapisu "globusowego" zamiast mercatora.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Kuldahrus 31 marca 2019 20:25
31 marca 2019 22:24

Ano właśnie, dowody pojawiają się powoli, ale nieubłaganie. Oczywiście wśród specjalistów nadal istnieje spór pomiędzy zwolennikami kontaktów i izolacjonistami. Ale jeśli chodzi o kontakty z Polinezją i opisane znaleziska przedmiotów metalowych z Alaski, to opór został już właściwie przełamany. Ciekawe, co jeszcze napisze Lucio Russo i czy uda się to potwierdzić (oby jego kolejna książka wspomniana w notece wyszła w Polsce). 

Ten przedmiot z mozaiki też bardziej przypomina mi szyszkę, ale ja rzecz jasna nie jestem archeobotanikiem, tylko krótkowidzem :))

zaloguj się by móc komentować


zaloguj się by móc komentować