-

Stalagmit

Manipulacja w historii. UFO czy ludzie?

 

W naszych czasach sporo mówi się o medialnych manipulacjach i wszechobecnym kłamstwie. Popularne pojęcia takie jak postprawda czy fake news nie schodzą z łam gazet i internetowych portali. Wielu ludzi uważa, że mamy do czynienia z bezprecedensową inwazją oszustwa i pogardy dla zdolności umysłowych czytelnika czy widza. Prawda wygląda jednak inaczej. I nie chodzi tylko o to, ze kłamstwo towarzyszy człowiekowi niemal od samego początku. Metody manipulacji, które dziś uważamy za absolutną nowość zostały przetestowane na ludności różnych krajów świata już kilkadziesiąt lat temu.

Wieści o dziwnych rzeczach widywanych na niebie od wielu lat zapełniały strony kalendarzy i almanachów. Nie były niczym więcej, niż krótkotrwałą sensacją wypełniającą czas znudzonym czytelnikom. Tylko ekscentryczny Amerykanin Charles Fort poświęcił im więcej uwagi, zbierając wszystkie informacje o tego typu przypadkach, do jakich mógł dotrzeć. Jednak opinia publiczna w najlepszym razie uważała jego książki za dziwactwo lub niezłą rozrywkę. Tak sytuacja trwała aż do wybuchu II wojny światowej. W czasie nalotów na III Rzeszę alianccy piloci mieli obserwować dziwne, ruchliwe światła nad bombardowanymi niemieckimi miastami. Te ogniste kule nazywane foo fighters uważano powszechnie za aparaty lotnicze wroga, których celem była obserwacja lub zakłócanie działania samolotów alianckich. Setki meldunków o tych obiektach napływało do dowództwa sprzymierzonych, ale nie było właściwie wiadomo, co z nimi robić. Zaraz po zakończeniu wojny, w 1946 roku, Szwecja została „zaatakowana” przez setki rakiet, które zaczęły masowo pojawiać na niebie nad tym Skandynawskim krajem. Zaczęto podejrzewać, że obiekty nadlatują z terytorium ZSRR. Rząd i dowództwo sił zbrojnych USA zareagowało w charakterystyczny sposób. Do Sztokholmu przyleciał, oficjalnie jako „ekspert ds. wydobycia ropy naftowej” generał James Doolittle, as amerykańskiego lotnictwa, który zasłynął pierwszym udanym nalotem na Tokio w 1942 roku. Doolitte był od maja 1946 wiceprezesem firmy Shell Oil, więc jego misja miała w Szwecji zapewne podwójną naturę. Generał bardzo skrupulatnie zebrał wszelkie informacje o krążących nad Szwecją rakietach i dostarczył je do amerykańskiej centrali wywiadu lotniczego (ATIC – Air Technical Intelligence Center). Wszyscy amerykańscy specjaliści twierdzili, szwedzkie rakiety to tak naprawdę tajna broń sowiecka, która jest testowana w przestrzeni powietrznej neutralnego kraju. Przekonanie to umocniły wieści dochodzące z Węgier i Austrii, gdzie zaobserwowano na niebie eskadry srebrzystych kul. W tym momencie nikt jeszcze niczego specjalnie nie ukrywał i nie usiłował odwracać kota ogonem. Sytuacja była jasna: radzieckie lotnictwo testuje swoje nowe aparaty i czyni to w przestrzeni powietrznej na granicy stref wpływów ZSRR i Zachodu.

Ale sytuacja zaczęła się szybko zmieniać. 24 czerwca 1947 roku amerykański przedsiębiorca Kenneth Arnold, lecąc swoim prywatnym samolotem nad Górami Kaskadowymi zaobserwował klucz lecących z wielką prędkością na dużej wysokości klucz niezwykłych statków powietrznych. Po wylądowaniu na lotnisku w miejscowości Yakima natychmiast zawiadomił o swojej obserwacji władze. Prasa szybko podchwyciła temat i wylansowała pojęcie „latającego spodka”. Nagle do mediów zaczęły docierać dziesiątki informacji o zaobserwowaniu przez ludzi tajemniczych latających obiektów. Wydawałoby się, że lotnictwo wojskowe USA jest w prawdziwym kłopocie. Nad terytorium państwa latały w końcu zupełnie nieuchwytne „samoloty” niewiadomego pochodzenia. Początkowo wszyscy przypuszczali, że pochodzą one z ZSRR, co jeszcze bardziej pogarszało sytuację lotników. Czyżby nie byli w stanie obronić Stanów Zjednoczonych przed interwencją z zewnątrz, ani nawet kontrolować przestrzeni powietrznej kraju? Problem był jednak głębszy niż wizerunkowy blamaż armii i lotnictwa. Od samego końca wojny w USA prowadzono eksperymenty z nowymi rodzajami uzbrojenia. Do Ameryki docierali niemieccy naukowcy przechwyceni przez US Army w upadającej Trzeciej Rzeszy, a także prototypy nowoczesnych samolotów, rakiet i innej zaawansowanej broni. Amerykanie musieli działać szybko i dyskretnie, bo alianckie sztaby miały już za sobą w tej kwestii jeden blamaż, który należało bezwzględnie ukryć przed opinią publiczną. Już 20 maja 1944 roku w okolicach miejscowości Sarnaki w Polsce patrol Armii Krajowej przechwycił niewybuch rakiety V2. Zespół ekspertów pod przewodem prof. Janusza Groszkowskiego zbadał w tajnym laboratorium AK całą rakietę, która została następnie załadowana na angielski samolot, który wylądował na tajnym lotnisku niedaleko Tarnowa, a następnie przewiózł ją do Londynu. Alianci wysłali zdobytą przez Polaków rakietę do przyjaciół ze Związku Radzieckiego. Sowieci mieli teraz do dyspozycji najnowocześniejszą broń dalekiego zasięgu. Nikt rzecz jasna nie kwapił się z ujawnieniem tej potężnej afery. Amerykanie wiedzieli, że muszą być krok przed Sowietami w pracach nad doskonaleniem rakiet i innej zaawansowanej broni. Nie mogli dopuścić do dalszego wyciekania informacji objętych tajemnica wojskową, zwłaszcza że niedawno dowiedzieli się, iż sekrety Projektu Manhattan również zostały przekazane radzieckiemu wywiadowi.

Przede wszystkim obszar, na którym przeprowadzano badani i testy nowych technologii militarnych ograniczono do stanów Utah, Nevada i Nowy Meksyk. Odludne, pustynne lub górzyste terytoria tych stanów były idealnym miejscem do prowadzenia takich prac. Warto zwrócić uwagę, że do dziś w stanie Utah większość ziemi (87%) jest własnością rządu amerykańskiego. Na tych obszarach założono poligony atomowe i zamknięte, utajnione bazy wojskowe. Nic dziwnego, że zaczęły się tam dziać zaskakujące rzeczy. Lepiej było ukryć próby z bronią i współpracę z hitlerowskimi naukowcami, sprowadzonymi do USA w czasie operacji Paperclip.

Ale do skutecznego utajnienia operacji wojskowych i technologicznych rządu USA nie wystarczyło utworzenie ściśle strzeżonych baz i poligonów. W końcu nowo testowana broń latała nie tylko nad USA, ale niekiedy także nad terytorium innych krajów. Trzeba było utworzyć wokół całego kompleksu militarno przemysłowego swego rodzaju kordon informacyjny. Udało się to wyjątkowo dobrze. Najpierw nagłośniono obserwację Kennetha Arnolda i jego kontynuatorów. Temat podchwyciły czasopisma wydające fantastykę, zwłaszcza kierowane przez Raymonda Palmera Amazing Stories. To właśnie Palmer jako jeden z pierwszych zasugerował, że tajemnicze obiekty obserwowane na niebie mogą być pojazdami istot pozaziemskich. Obserwacje mnożyły się, a ludność domagała się od władz jakichś wyjaśnień. Przyjęto więc taktykę dobrego i złego policjanta. Z jednej strony zaczęto skrupulatnie zbierać dane o obiektach, a z drugiej dementowane wszelkie informacje o przybyszach z innych światów, jakie były kolportowane w prasie. Wypowiadali się na ten temat zarówno fantaści i i okultyści, którzy szybko zajęli się tematem obiektów, jak dementujący całą sprawę uniwersyteccy naukowcy. Polemikom i inwektywom nie było końca. Ludzie skakali sobie do oczu, spierając się o nieistniejących kosmitów. W tym samym czasie lotnictwo USA spokojnie przeprowadzało próby nowych rakiet i statków powietrznych. Każdy, kto coś zauważył, meldował oczywiście, że widział niezidentyfikowany obiekt latający, co z miejsca czyniło z niego w najgorszym razie wariata, a w najlepszym obiekt admiracji fantastów. Nikt nie brał pod uwagę opcji, że obserwator widział np. nowy samolot bojowy.

Z całego świata dochodziły coraz to nowe doniesienia o zauważeniu nieznanych obiektów. Zapewne nie tylko USA, ale także inne kraje prowadziły utajnione próby w światowej przestrzeni powietrznej. Ale dla mocarstw militarnych: USA i ZSRR ukrywanie kolejnych technologii stawało się coraz trudniejsze. Przeciwnik nie spał i szpiedzy skutecznie wykradali najważniejsze informacje. Słynna „powietrzna bitwa nad Waszyngtonem” 19 lipca 1952 roku, kiedy to dziesiątki nieznanych obiektów latały nad stolicą północnoamerykańskiej republiki, widoczne na ekranach radarów i na niebie, zdenerwowała tysiące obywateli USA, którzy uważali, że US Air Force nie jest zdolna do obrony kraju przed atakiem z powietrza. Trzeba było szybko odwrócić uwagę ludzi od kwestii bezpieczeństwa kraju. Znów z pomocą przyszło wojsko. W 1950 roku major Donald Keyhoe, lotnik z korpusu powietrznego amerykańskiej marynarki wojennej wydał książkę pt. „The flying saucers are real”, w której wzywał rząd USA do ujawnienia dokumentów na temat UFO, sugerując jednocześnie, że obiekty widywane na niebie są statkami kosmicznymi spoza Ziemi. Teza o kosmitach przeniknęła teraz do opinii publicznej, nie z fantastycznych czasopism, ale z książki poważnego wojskowego. Keyhoe sugerował, że siły powietrzne USA wiedzą, że latające spodki pochodzą z kosmosu, tylko nie chcą tego ujawnić. Mistyfikacja zadziałała i żądania ujawnienia dokumentów o pozaziemskim pochodzeniu NOLi na następne 50 lat stały się jednym z postulatów przedstawianych przez publikę. Major Keyhoe stał się założycielem pierwszej amerykańskiej organizacji badającej NOLe: National Investigations Committee on Aerial Phaenomena (NICAP). Do rady dyrektorów tej organizacji weszło kilku prominentnych naukowców i wojskowych. Zdolny major został niebawem prezesem NICAP i udało mu się przekserować uwagę publiki z wojskowych tajemnic na chwytliwe slogany o kosmitach. Można przypuszczać, że major Keyhoe został po prostu oddelegowany na odcinek NOLi przez amerykański rząd i armię, by skierować wzrok obywateli w inną stronę, daleko od tajnych wojskowych projektów.

Założenie NICAP sprowokowało powstanie innych organizacji ufologicznych, najpierw tylko w USA, a potem także w innych stronach świata. Wraz z nimi powstawały pisma zajmujące się tą tematyką. W 1967 roku takich pism istniały na całym świecie 33 takie pisma, a w 1976 roku już 80. Członkowie organizacji poświęcali swój cenny czas i nierzadko niemałe fundusze na rejestrację i publikację swoich obserwacji i publikację rozmaitych, często fantastycznych teorii. Do ufologicznych grup dołączali okultyści, spirytyści i członkowie sekt religijnych. Teza o przybywających z innych światów istotach korespondowała z ich wierzeniami. Jednocześnie ufolodzy wyglądali w oczach opinii publicznej coraz mniej poważnie. A o to właśnie chodziło kontrwywiadowi i wojsku chroniącemu technicznych sekretów. Operacja dezinformacyjna działała bez zarzutu, bo ludzie sami rozpowszechniali niezwykłe i absorbujące wiadomości o NOLach, które rozchodziły się bardzo szybko. Większości z entuzjastów nie trzeba było specjalnie inspirować. Działali sami i za własne pieniądze. Nie mieli zielonego pojęcia, że są dyskretnie sterowani, za własne pieniądze realizując cudze plany. Prowadzony przez armię USA i naukowców projekt Blue Book miał za zadanie naukowe badania nad NOLami. W istocie miał robić wrażenie, że rzekome pojazdy z innych światów to poważna sprawa. merykanie mogli produkować i testować technologie militarne, z których wiele do dziś pozostało utajnione. Obywatele USA wciąż byli przekonani, że żyją w „demokratycznym” i „przejrzystym” państwie, które nie ma wielu tajemnic. W tym samym czasie na tzw. czarne projekty wydawano miliardy dolarów, a praca w bazach takich jak Area 51 na dnie wyschniętego Jeziora Groome Lake toczyła się z dala od oczu ciekawskich.

W latach 70tych USA miały już na wyposażeniu naprawdę nowoczesne bornie, takie jak samolot szpiegowski U2. Prowadzono prace nad bronią laserową i ponaddźwiękowymi samolotami niewidzialnymi dla radarów. Rozwijały się technologie komputerowe. Znów trzeba było zwiększyć informacyjne bezpieczeństwo prowadzonych prac. Poza tym w Nevadzie i Nowym Meksyku prowadzono naziemne i podziemne próby jądrowe i armia chciała zbadać ich wpływ na środowisko i miejscową ludność. Do ludzi zaczęły dochodzić tajemnicze wieści o okaleczanych przez tajemnicze statki powietrzne krowach, które były znajdowane na stepowych pastwiskach południowo zachodniej części USA. Amerykański kontrwywiad rozkręcił operację dezinformacji, do której wykorzystał dziennikarzy i fanatyków UFO. Zaczęło się od tego, że w 1972 pułkownik William Coleman zaproponował kilku znanym amerykańskim filmowcom (m. in. R. Emeneggerowi) udostępnienie filmu, który miał ukazywać spotkanie oficerów sił powietrznych z kosmitami. Ostatecznie filmu nie udostępniono, ale zainteresowanie takimi sprawami w środowisku pracowników amerykańskich mediów wzrosło. Zaczęły się rozpowszechniać informacje o rzekomych katastrofach UFO, ciałach obcych istot w tajnych bazach i kontaktach rządu z kosmitami. Nagle pracownicy kontrwywiadu zaczęli się kontaktować z entuzjastami w sprawie NOLi. Symptomatyczny i jednocześnie tragiczny jest w tym kontekście przypadek inż. Paula Bennewitza, właściciela firmy Thunder Scientific, produkującej sprzęt dla laboratoriów rządowych. Od lat 70tych obserwował dziwne światła nad bazą lotniczą Kirtland i Manzano Test Range. Interesował się badaniami prowadzonymi w Sandia National Laboratories i w Laboratoriach firmy Philips. Skontaktował się z ufologiem Williamem Moorem i pracownikiem kontrwywiadu bazy Kirtland, Richardem Dotym. Obydwaj skłonili go do kontynuowania obserwacji, jednocześnie sugerując mu, że są niezwykle ważne i dotyczą kontaktów rządu z kosmitami. Stopniowo sprzedawali mu coraz więcej wiadomości o UFO i zachęcali do większego zaangażowania w sprawę. Bennewitz indoktrynował się sam i zaczął myśleć, że robi coś niesłychanie istotnego. Zaczął wierzyć, że wraz z Moorem i Doty’m montuje tajną operację, mającą na celu obronę rządu USA przed wpływami kosmitów. Jego obsesja stopniowo przybierała formy paranoi. Obydwaj „przyjaciele” coraz energiczniej robili mu przysłowiową „wodę z mózgu”. W końcu Bennewitz naprawdę oszalał, kiedy młodzi agenci kontrwywiadu lotnictwa poprzestawiali mu meble w domu. Zaczął rozgłaszać, że prześladują go kosmici, którzy chcą go zabić. Rodzina zamknęła go w szpitalu psychiatrycznym, a prosperujący interes upadł. Zdrowy, osiągający sukcesy człowiek został zniszczony przez kontrwywiad, co niepokojąco przypomina praktyki znane z tzw. państw totalitarnych (które obecnie nie są takie?).

Ale funkcjonariusze państwa i armii nie przejmowali się ofiarami takimi jak P. Bennewitz. Dzięki kontaktom Williama Moore’a, tajnego współpracownika kontrwywiadu mogli na całego rozkręcić operację psychologicznego wpływu. Dziennikarzom podsuwano informacje o okaleczeniach bydła przez kosmitów, dokumenty świadczące, że na terenie USA rozbijają się NOLe, a rząd przejmuje ciała obcych istot. Nagle wyciągnięto zapomnianą sprawę upadku balonu meteorologicznego pod miejscowością Roswell w Nowym Meksyku, przekształcając ją w katastrofę pozaziemskiego statku. Co miesiąc wychodziły nowe książki i filmy o sprawkach złych kosmitów, a amerykańska ufomania ogarnęła świat. Reporterka telewizyjna i reżyserka L. Moulton Howe nakręciła i rozpowszechniła film o zabijaniu bydła przez UFO. W 1989 roku ujawnił się niejaki Robert Lazar, podający się za byłego pracownika bazy Groom Lake i Laboratorium Bella. Oczywiście ujawnił, że widział latające spodki przechwycone przez armię USA. W latach 80tych Brytyjczyk Tim Good i Amerykanin Jamie Shandera otrzymali dokumenty amerykańskiej tajnej rządowej grupy Majestic 12, rzekomo odpowiadającej za kontakty z załogami NOLi. Szaleństwo trwało. W tym samym czasie lotnictwo USA spokojnie testowało samoloty typu Stealth i naddźwiękowe konstrukcje, o których do dziś niewiele wiadomo.

Jak okazało się w latach 90tch większość amerykańskich pisarzy, dziennikarzy i filmowców zajmujących się tematem NOLi była współpracownikami amerykańskiego kontrwywiadu i armii, albo została skłoniona do intensywnej działalności propagandowej przez różnych agentów rządu. Samonapędzający się mechanizm dezinformacji działał bardzo długo spełniając swoją rolę. Organizacje entuzjastów działały w zasadzie same, ludzie chłonęli zadane im treści jak gąbki. Powstał cały charakterystyczny folklor ufologiczny, który dotarł także do Polski. Także w naszym kraju upowszechnianiem idei kosmitów zajmowali się współpracownicy służb bezpieczeństwa (m. in. Arnold Mostowicz).W fenomenie ufomanii widać wszystkie elementy dezinformacji i wojny psychologicznej, które są tak rozpowszechnione dziś. Fanatyczne grupy wyznawców dziwacznych idei, zaplecze informacyjne w postaci książek, czasopism i filmów, pozorowane dyskusje o absurdalnych problemach. Wszystko to widać już w ubiegłowiecznej fascynacji kosmitami, której zadaniem było odwrócenie uwagi od ważnych kwestii: bezprzykładnego rozwoju technologii militarnej, przechodzenia władzy od oficjalnych organów do różnych zakulisowych gremiów i organizacji, a także konsekwentnego oszukiwania społeczeństw przez władze. Czy ta sytuacja nie przypomina tego, co nam współczesne?

Literatura i źródła

M. Pilkington, Mirage Men. A journey into Disinformation, Paranoia and UFOs, London, 2010.

L. Znicz, Goście z kosmosu? Nieznane obiekty latające 1. Pojawienie się i zasięg czasowo-przestrzenny zjawiska, Gdańsk, 1983.

L. Znicz, Goście z kosmosu? Nieznane obiekty latające 2. NOL jako fenomen psychospołeczny, Gdańsk, 1985.

R. Sauder, Underground Bases and Tunnels. What Is the Government Trying to Hide, Kempton, 1996.



tagi: manipulacja  historia świata  ufo  nol  oszustwa  fantastyka 

Stalagmit
13 października 2017 13:16
32     2127    12 zaloguj sie by polubić
komentarze:
chlor @Stalagmit
13 października 2017 13:54

Ale przecież w Polsce żadnych supersamolotów nie robiono, bo nawet te zwykłe nie chciały latać, więc po co taka akcja myląca u nas? Jakież tajne bronie miałaby przykryć?

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @chlor 13 października 2017 13:54
13 października 2017 14:12

Myślę, że w grę wchodzi sowieckie tajne uzbrojenie testowane w naszej przestrzeni powietrznej. Ostatnio dowiedzieliśmy się, że ZSRR przechowywał w bazach na terenie Polski broń jądrową. Mogli więc testować także inne rzeczy, np. latające aparaty zwiadowcze.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Stalagmit
13 października 2017 14:20

świetny tekst.

Ja byłem odporny na "ufologię", bo dosyć wcześnie zainterowała mnie astrofizyka (gdzies tak juz w poczatkach liceum), no i dlatego  miałem jakie takie pojękoniecznych rozmiarach o nakładów energetycznych , jakie potencjalni "UFO"-le musieliby ponieść, aby zrealizować  odwiedziny w  innym systemie gwiezdnym, pomijając  już nawet  baśniowy aspekt ilosciowy takich odwiedzin. Reasumując, UFO od zawsze uważałem za bajki, a potem za celowa dezinformację. Miała ona jeszcze jeden cel, a mianowicie uderzała w przesłanie bibilijnego Genesis i wyjątkowość człowieka. Neopogańska masoneria z Waszyngtonu polaczyła więc  w "tym temacie" przyjemne z pożytecznym.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @stanislaw-orda 13 października 2017 14:20
13 października 2017 14:22

ucięło:

"...jakie takie pojęcie o koniecznych rozmiarach..."

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @stanislaw-orda 13 października 2017 14:20
13 października 2017 15:03

No właśnie. Też sporo czytałem w temacie nauk przyrodniczych w analogicznym okresie życia. Teraz też lubię. A ufo to kolejny propagandowy koncept załatwiający wiele spraw. Samograj.

zaloguj się by móc komentować

elzbieta @Stalagmit
13 października 2017 15:47

Bardzo ciekawy temat i na czasie, doskonalym potwierdzeniem Panskich przemyslen jest rewelacyjny tekst Romana Zawadzkiego pt."Wspolczesni Szamani, czyli Panteon Nowego Wspanialego Swiata"  , z ostatniej Szkoly Nawigatorow - "Katholikos".

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @elzbieta 13 października 2017 15:47
13 października 2017 16:43

Dziękuję bardzo. Rzeczywiście, temat jest klasycznym przykładem współczesnego szamaństwa i to o globalnym zasięgu. W większości przypadków ufomania prowadzi do piętrowej paranoi i utraty logiki oraz zdrowego rozsądku. Trzeba dość mocnej głowy, by się tym bez emocji zajmować, bo niestety źródłami do poznania tematu są książki i filmy wariatów i oszustów. Najczęściej niestety nie ma w czym wybierać.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Stalagmit 13 października 2017 16:43
13 października 2017 17:18

polecam zatem:

"Z powrotem na ziemię. Spór o pochodzenie cywilizacji ludzkich."

Seria: Na ścieżkach nauki
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, Prószyński i S-ka

Praca zbiorowa pod redakcją Andrzeja Kajetana Wróblewskiego, w której autorami rozdziałów są:
Daniel Artymowski, Jacek Lech, Andrzej Niwiński, Andrzej Reiche, Eugeniusz Słuszkiewicz, Andrzej K. Wróblewski
i Mariusz Ziółkowski.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @stanislaw-orda 13 października 2017 17:18
13 października 2017 17:20

Dziękuję. Mam tę książkę i czytałem ją już niezliczoną ilość razy. Jest świetna, można polecić każdemu.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Stalagmit 13 października 2017 17:20
13 października 2017 18:05

moja notka na tym portalu  pt.:"Astronauta z Palenque" to właśnie  z tej książki.

zaloguj się by móc komentować

Paris @Stalagmit
14 października 2017 00:43

Z wielka niewiara podchodzilam i nadal podchodze do tzw. UFO i calej tzw. ufologii... do tych "tajemniczych" kregow w zbozu... itp. sciemy... ale wpis "przekrojowo" bardzo ciekawy... i absolutnie przekonujacy, ze w tym temacie jest ogromna manipulacja i niebywale naduzycia.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Paris 14 października 2017 00:43
14 października 2017 09:15

Dziękuję bardzo. Myślę, że cała afera z opisywanym tematem służyła do przetestowania nowych metod manipulacji i wojny psychologicznej, które potem zostały użyte na większą skalę.

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @Stalagmit 14 października 2017 09:15
14 października 2017 12:21

Jak większość różnych ciekawych rzeczy. Myślę, że ruch antyszczepionkowy, wybudzenia i podobne historie też są elementem takich działań. Wnoszę po tym, że każda próba rozsądnej dyskusji w tych tematach napotyka na gwałtowny i natychmiastowy odpór ze wszystkich stron.

zaloguj się by móc komentować

betacool @chlor 13 października 2017 13:54
14 października 2017 16:22

Tu jest historyjka, na którą wpadłem czytając jedną z makulektur.

Książka, o której pewnie kiedyś napiszę należała do księgozbioru gościa, który był świadkiem tego zdarzenia.

https://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/40-lat-temu-w-Gdyni-wodowalo-UFO-n33061.html

zaloguj się by móc komentować

Zadziorny-Mietek @Stalagmit
14 października 2017 18:28

Na naszym podwórku hitem chyba pozostanie jednak opowieść pana Jana Wolskiego z Emilcina, a przede wszystkim słynny jej fragment o badaniach paska od spodni przez kosmitów:

https://www.youtube.com/watch?v=py0OKs5b4eQ#t=5m30s

;))

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Zadziorny-Mietek 14 października 2017 18:28
14 października 2017 19:18

osobiście żałuję, że nie sznurowadeł.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Grzeralts 14 października 2017 12:21
14 października 2017 19:57

Zgadzam się. Niestety metody manipulacji opanowano do perfekcji. G. Le Bon to dopiero początki.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @betacool 14 października 2017 16:22
14 października 2017 20:00

Dziękuję. To była słynna sprawa grzana przez wiele lat i określona nawet mianem "polskiego Roswell". Do kilku enigmatycznych doniesień o obiekcie, który wpadł do basenu portowego co jakiś czas dodawano sensacyjne i wyssane z palca szczegóły. A tak naprawdę mógł to być jakiś tajny aparat "zaprzyjaźnionego mocarstwa ze wschodu".

zaloguj się by móc komentować


Stalagmit @stanislaw-orda 14 października 2017 19:18
14 października 2017 20:03

NOLowcy prześladujący polskich rolników...

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Stalagmit 14 października 2017 20:03
14 października 2017 20:35

No jasne, że to ufoludki regularnie kradli sznurek do snopowiązałek.

Dlatego ciągle go brakowało.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Stalagmit
14 października 2017 20:45

:))

Lucjan Znicz, którego umieściłem w bibliografii, to też zagadkowa postać, naprawdę nazywał się Lucjan Sawicki, urodzony w Wilnie w 1923 roku, "Znicz" to jego pseudonim z AK, siedział w sowieckim więzieniu, a potem, po wojnie został repatriowany do Polski i zamieszkał w Bydgoszczy. Był dziennikarzem i dużo podróżował: ZSRR, USA, Chiny, Indie, Bliski Wschód, Kanada, Ameryka Południowa... Myślę, że w czasach poprzedniego ustroju musiał co najmniej coś podpisać, żeby tak podróżować....

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Stalagmit 14 października 2017 20:45
14 października 2017 21:12

Bezwzględnie tak.

Nie przewidywano w tej kwestii żadnych wyjatków.

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @Stalagmit 13 października 2017 14:12
17 października 2017 01:34

srebrzyste cygara... :)

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @Stalagmit 14 października 2017 20:45
19 października 2017 04:25

Czytałam ze dwie chyba książki Znicza. Nieprawdopodobne pier..ły. Byłam zdumiona, że to wydają.

Sensowny film o "UFO" jako o zastosowanoiu niemieckich technologii w USA:

https://www.youtube.com/watch?v=HIjF8BLrKUM

Znakomita notka. Dzięki.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @KOSSOBOR 19 października 2017 04:25
19 października 2017 11:51

Dziękuję za komentarz i film. Moim zdaniem Znicz musiał być od początku sterowany. Pozwalano mu jeździć za granicę i zberac najnowszą literaturę. W swoich książkach starannie unikał konstatacji, że za NOLami kryje się najzupełniej ziemska technologia. Niektóre kawałk dotyczące ZSRR są mocno nasycone proradziecką propaganda. Jego książki były wydawane w masowym nakładzie i bardzo kiepskiej jakości. Rozpadają się w rękach, edytorstwo jest koszmarne, a zdjęcia nieczytelne. Dziś zalegają na półkach chyba wszystkich antykwariatów w Polsce.

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @Stalagmit 19 października 2017 11:51
19 października 2017 12:35

Tak właśnie - koszmar edytorski. Ten cały Znicz zapewne mieścił się w planie przekierowania zainteresowań na tematy sensacyjne a głupie. Podobnie jak pchana muzyka młodzieżowa. Byśmy nie widzieli rzeczywistości, którą właśnie nam urządzano /pod Okrągły Stół/.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @KOSSOBOR 19 października 2017 12:35
19 października 2017 12:37

Racja. Ja te książki dorwałem w bibliotece w liceum, przed maturą, (ok. 2004 roku) no i rzecz jasna wtedy zupełnie inaczej na to patrzyłem.

zaloguj się by móc komentować

tadman @Stalagmit
20 października 2017 08:24

...urologiczny.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @tadman 20 października 2017 08:24
20 października 2017 08:39

Dziękuję, słuszna uwaga, już poprawiłem

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @tadman 20 października 2017 08:24
20 października 2017 08:39

Dziękuję, słuszna uwaga, już poprawiłem

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @KOSSOBOR 19 października 2017 12:35
20 października 2017 08:49

Przede wszystkim była to narracja relatywizująca, a w mniej skomplikowanych umysłach, podważająca naukę Kościoła o wyjątkowosci człowieka, jako bytu powołanego z woli i mocy Boga.

W systemowej ateizacji były to narracje jak najbardziej "propaństwowe" , ytotez promowane i subsydiowane przez panstwowe instytucje. Przeciez  narracje o kosmitach i ich wyższości cywilizacyjnej "wspólgrały" z mechanistyczno-materialistycznym, czyli ilosciowym  modelem świata i życia w świecie (dogmat materializmu, iż ilość przechodzi w jakość). 

To był, moim zdaniem, priorytet, natomiast   odciąganie młodych ludzi od zainteresowań tzw. realem znajdowało się niejako na drugim planie, jakby taki dodatkowy bonus.  

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować