-

Stalagmit

Pierwsza wojna światowa? Konflikt Rzymu i Kartaginy cz. 1

Seria wojen Rzymu z Kartaginą, które rozegrały się na przełomie III i II w. przed Chr. należy do tych wielkich konfliktów zbrojnych, które zadecydowały o dalszych losach świata i całkowicie zmieniły życie ludzi, którzy byli weń zaangażowani. Wojny punickie były największymi, najbardziej niszczącymi i najkrwawszymi wojnami starożytnego świata. Działania wojenne toczyły się głównie na ogromnych obszarach basenu Morza Śródziemnego, ale w konflikt zaangażowani byli wojownicy z najdalszych zakątków Europy, Azji i Afryki. Uczestniczyły w niej w mniejszym lub większym stopniu niemal wszystkie liczące się ówcześnie państwa. Uczestnicy konfliktu utopili w nim ogromne zasoby materialne i pieniężne, a przede wszystkim dziesiątki tysięcy ludzi, którzy musieli uczestniczyć w tych bezwzględnych zmaganiach. Wynikiem tej wielkiej rzezi było całkowite przekształcenie politycznego i gospodarczego oblicza starożytności. Historia konfliktu Rzymu i Kartaginy uczy, że wojna jest czym innym, niż na pierwszy rzut oka się wydaje. Nie odwaga ani męstwo, ale zupełnie inne czynniki grają w niej pierwszoplanową rolę.

 

Rywale na śmierć i życie

Od niepamiętnych czasów zachodnia część basenu Morza Śródziemnego była areną walk o polityczną i ekonomiczną dominację pomiędzy tubylcami i przybyszami z zewnątrz, a także między rywalizującymi o wpływy i bogactwa mocarstwami. Wojna, kolonizacja i handel ukształtowały dzieje tej części świata zupełnie tak, jak w dużo późniejszych czasach stało się z kontynentem amerykańskim. W pewnym sensie Italia, Sycylia, Hiszpania i Afryka Północna były Ameryką starożytnego świata. To do tych krain płynęły okręty wyładowane kupcami, kolonistami i żołnierzami, by zawładnąć ziemią, bogactwami i rzeszami niewolników, które oferował obfitujący w wielkie bogactwa Zachód. Właśnie tutaj Grecy, Etruskowie i Fenicjanie prowadzili zażartą rywalizację o panowanie nad szlakami handlowymi i zasobami. W wyniku tego pędu do zdobycia bogactw i wskutek wspomnianej rywalizacji, na zachodzie powstały nowe, potężne miasta i państwa zasiedlone przez przybyszów ze wschodniej części Śródziemnomorza. Miejscowe ludy zostały w dużej części podbite lub podporządkowane przez kolonizatorów, tylko Celtowie i mieszkańcy Italii stawiali najeźdźcom skuteczny opór.

Zachodnia część Morza Śródziemnego była pokryta siecią szlaków handlowych, łączącą ten rejon świata z wielką siecią wymiany rozciągającą się od Chin, Indii i środkowej Azji po Afrykę i północną Europę. Na wybrzeżach rozsiadły się miasta i porty, do których przypływały statki ze wszystkich stron świata. Przywoziły tam najpotrzebniejsze artykuły, takie jak zboże, oliwa, czy wino, a z powrotem zabierały metale, drewno, kamień i inne surowce, a także niewolników, złapanych lub kupionych w głębi lądu. Miasta takie jak Gades, Massalia i Kartagina były wyjściowymi punktami szlaków sięgających daleko w głąb afrykańskiego i europejskiego interioru. To właśnie z głębi tych dwóch kontynentów napływały najbardziej poszukiwane towary. Mieszkańcy Massalii[1] ściągali szlakiem prowadzącym doliną Rodanu do centrum kontynentu towary od celtyckich plemion. Tą drogą docierały do greckiego miasta nad Zatoką Lwią rudy metali, niewolnicy i drewno. Potężne miasto Gades na wyspie nad Oceanem Atlantyckim panowało nad bardzo starym szlakiem handlowym, prowadzącym wzdłuż wybrzeży Hiszpanii i Galii aż do Kornwalii. Sprowadzano nim m.in. bardzo poszukiwaną cynę, którą wydobywano w Brytanii. Z kolei Kartagina miała pod kontrolą drogi handlowe prowadzące wzdłuż północno-zachodnich wybrzeży Afryki i w głąb tego kontynentu. Tymi drogami transportowano złoto, drewno i niewolników z Czarnego Lądu. Zespół fenickich kolonii na wybrzeżach Hiszpanii i Północnej Afryki z powodzeniem eksploatował bogactwa naturalne tych krain, przede wszystkim cenne metale, takie jak miedź, żelazo, złoto, srebro i ołów. W południowej części Półwyspu Iberyjskiego pełną parą pracowały fenickie kopalnie złota, srebra i ołowiu w dorzeczu Gwadalkiwiru: Rio Tinto i Aznalcollar. Tysiące ton tych cennych metali wysyłano z fenickich portów na zachodzie na rynki całego śródziemnomorskiego świata. Nie dziwi zatem fakt, że Grecy i Kartagińczycy rywalizowali o możliwości eksploatacji kontynentalnego interioru. Z biegiem czasu konkurencja zaostrzała się i dochodziło do gwałtownych walk, nie tylko pomiędzy różnymi ludami, ale także pomiędzy poszczególnymi helleńskimi miastami.

Pomiędzy V a III w. przed Chr. handel, produkcja i transport w zachodniej części Morza Śródziemnego rozkwitały, mimo toczących się raz po raz wojen. Na tych samych statkach wożono punickie, etruskie i greckie towary. Jednak silniejsze i lepiej zorganizowane państwa coraz lepiej radziły sobie w konkurencji i stopniowo powiększały swoje strefy wpływów. W trzecim stuleciu ery przedchrześcijańskiej do największej potęgi politycznej i znaczenia ekonomicznego doszły dwa miasta: Rzym w Italii i Kartagina w Afryce Północnej.

Kartagina, kolonia fenickiego Tyru, została założona w VIII w. przed Chr. W ciągu kilku stuleci wyrosła na bogate i potężne państwo, stanowiące obiekt zazdrości i podziwu wszystkich starożytnych ludów. Grecy i Rzymianie zawistnie patrzyli na wewnętrzny spokój i spoistość kartagińskiego społeczeństwa. W końcu ich własne miasta były regularnie rozdzierane walkami politycznymi, zamachami i rewolucjami, niweczącymi nieraz starannie zaplanowane posunięcia rządzących. Tymczasem w Kartaginie przez setki lat panował spokój. Wszyscy podporządkowywali się władzom i nikt nie wszczynał niepotrzebnych konfliktów. Państwo Punijczyków działało jak dobrze naoliwiony mechanizm. Grecy, którzy byli fanatykami zagadnień ustrojowych, przypisywali tę wewnętrzną i zewnętrzną siłę Kartaginy rzekomo idealnemu ustrojowi tego państwa. Byli jednak w błędzie. Zarządzanie społeczeństwem rzeczywiście stało tam na bardzo wysokim poziomie, ale nie miało to nic wspólnego z układem administracji i ciał przedstawicielskich. Kartagińska recepta na sukces była kombinacją bezwzględnej siły, oszałamiającego bogactwa, doskonałej organizacji działań oraz skutecznej socjotechniki. To właśnie dzięki tym czynnikom udało się Kartagińczykom zbudować potężne imperium.

Rusztowaniem, na którym zostało zbudowane kartagińskie imperium była rozbudowana sieć handlowa łącząca osady i faktorie położone po obydwu stronach Morza Śródziemnego, a także nad Atlantykiem. Te morskie szlaki były kontrolowane i chronione przez potężną flotę wojenną. Kartaginą rządziła oligarchiczna klika składająca się z kupców, armatorów i właścicieli ziemskich. To ona podejmowała wszelkie polityczne i gospodarcze decyzje determinujące dalsze losy rozwijającego się imperium. Właśnie oligarchowie podjęli w VI w. przed Chr. decyzję, że należy przyjąć w mieście uchodźców z fenickich miast na wybrzeżu libańskim, atakowanym przez imperium nowobabilońskie. Właśnie wtedy Punijczycy zaczęli zakładać liczne kolonie na brzegach Hiszpanii, północnej Afryki i śródziemnomorskich wysp, a także zajmować położone tam osady założone już wcześniej przez Fenicjan. Kartagińska elita dokonywała w ten sposób konsolidacji fenickiej sieci handlowej w obliczu narastającej konkurencji ze strony Greków. Jej kolejnym posunięciem było skierowanie punickiej w głąb lądu afrykańskiego w celu poszerzenia zaplecza rolniczego rosnącej metropolii. Punijczycy szybko opanowali dolinę rzeki Bagradas, przylądek Bon, rejon miasta Utyka i żyzne rejony dzisiejszej Tunezji. W ten sposób obszar należących do miasta pól uprawnych rozszerzył się na tyle, by uniezależnić Kartaginę od importu żywności z zewnątrz. Punijczycy szybko stali się jednymi z największych i najbardziej wyspecjalizowanych producentów żywności w śródziemnomorskim świecie. Dzieło kartagińskiego właściciela ziemskiego Magona, traktujące o dochodowej uprawie roli stało się słynne nie tylko w samej Kartaginie, ale także w Italii i w Grecji. Magon napisał na ten temat aż 28 ksiąg, w których szczegółowo omawiał najskuteczniejsze metody uprawy zboża, winorośli i drzew oliwnych za pomocą niewolniczej siły roboczej. Zastosowanie w praktyce rad Magona zmieniło dotychczas leżące odłogiem ziemie wokół Kartaginy w krainę prosperujących gospodarstw, pięknych wiejskich rezydencji, ogrodów, gajów palmowych, winnic, gajów oliwnych i pastwisk, po których przechadzały się wielkie stada bydła, owiec i koni. W czasie żniw kartagińscy rolnicy ścinali zboże nie sierpami, ale za pomocą specjalnej żniwiarki mechanicznej zwanej przez Rzymian plostellum Punicum. Uprawa drzew granatowych[2] stała się do tego stopnia specjalnością Kartagińczyków, że owoce granatu zwano po prostu punickimi jabłkami (mala Punica). Równie ważną uprawą była palma daktylowa, często przedstawiana na punickich monetach. Kartagińczycy rozwinęli także pszczelarstwo, a produkowane przez nich miody i wosk stały się sławne i poszukiwane w całym ówczesnym świecie. Rzymianie cenili wysoko punicki wosk (cera Punica), któremu przypisywali właściwości lecznicze.

Kartagina ekspandowała także poza Afrykę, by rozszerzać swoje handlowe imperium. Na Sycylii, Sardynii, Korsyce i w Hiszpanii Punijczycy zakładali kolonie wszędzie tam, gdzie trzeba było powstrzymywać agresywną ekspansję Greków. Tak było w przypadku założenia miasta Motya na Sycylii, a także w czasie prewencyjnego zajęcia kolonii greckich w Trypolitanii[3].

Kartagina panowała na zachodnich akwenach Morza Śródziemnego i blokowała obcym statkom dostęp do Oceanu Atlantyckiego. Potężna flota punicka długo była niezagrożoną i niekwestionowaną władczynią tych akwenów, zwłaszcza od czasów zwycięstwa[4] nad Grekami pod Alalią w 525 r. przed Chr. Jej bazą był wielki port wojenny Kartaginy, połączony z portem handlowym. Ta ogromna inwestycja, mająca na celu stworzenie dogodnej bazy, stoczni i warsztatów remontowych została ukończona w IV w. przed Chr. Aby ją ukończyć należało wybudować nowe nabrzeża, wykopać kanały i sztuczne zatoki, co wymagało przemieszczenia 240 tys. metrów sześciennych gruntu. Port wojenny, był tak zbudowany, aby ani z morza, ani z miasta nie można było dostrzec, co się w nim dzieje. Za bezpiecznymi, pilnie strzeżonymi fortyfikacjami puniccy admirałowie i szkutnicy mogli w tajemnicy budować najnowocześniejsze okręty uzbrojone w machiny miotające. To tam mieściły się stocznie, arsenały, magazyny i hangary dla wojennych galer. Do tej tajnej bazy musieli jednak docierać jacyś obcy agenci, skoro grecki historyk Appian z Aleksandrii mógł tak opisać kartagiński port: „(…) Porty były tak położone, że z jednego można było wprost płynąć do drugiego, a wjazd do nich od strony morza miał 70 stóp długości (20 m 72 cm) i był zamykany łańcuchami żelaznymi. Pierwszy port przeznaczony był dla kupców i było w nim wiele różnych lin do cumowania okrętów. Drugi port, wewnętrzny, miał w środku wyspę, która tak samo jak i port ujęta była w wielkie groble. W groblach tych było wiele arsenałów morskich urządzonych dla 220 okrętów, a nad nimi było mnóstwo magazynów na pomieszczenie sprzętu potrzebnego dla trójrzędowych okrętów. Na przedzie każdego arsenału okrętowego wznosiły się dwie kolumny jońskie. Tak, że i port, i wyspa przedstawiały widok jakby jednego krużganku. Na wyspie urządzone było pomieszczenie dla dowódcy floty, skąd trębacz winien był dawać sygnały, herold ogłaszać obwieszczenia, a dowódca floty przeprowadzać obserwacje. Wyspa leżała naprzeciwko wjazdu do portu i wznosiła się wysoko, by dowódca floty mógł śledzić wszelkie statki nadciągające z morza, a zbliżający się kupcy nie mogli dokładnie widzieć, co wewnątrz portu (wojennego) się dzieje. Nawet kupcy, którzy zawinęli do portu, nie mieli od razu otwartego widoku na arsenały okrętowe, bo otaczał je osobny mur, a osobna brama prowadziła kupców z pierwszego portu do miasta. (…)”[5]. Kartagińska marynarka wojenna miała najlepsze zaplecze spośród wszystkich flot Śródziemnomorza, a tutejszy port wojenny przewyższał pod względem praktyczności i wielkości nawet słynne nabrzeża ateńskie w Pireusie. Tylko w Kartaginie flota wojenna, bezpieczna w sztucznej zatoce, była chroniona przed nagłymi wypadami okrętów przeciwnika. Pozostałości kadłubów kartagińskich okrętów odkrytych w wodach koło Sycylii potwierdzają opinie starożytnych pisarzy, którzy z całym przekonaniem twierdzili, że były one najszybsze i najzwrotniejsze spośród wszystkich bojowych jednostek, jakie można było spotkać na Morzu Śródziemnym. Stacjonująca w samej Kartaginie wielka eskadra liczyła sobie ponad 300 okrętów. Do tej liczby należy dodać zapewne setki innych jednostek stacjonujące w licznych punickich portach rozsianych od Gades w Hiszpanii po Lepcis Magna w północnej Afryce.

Flota była najważniejszą częścią punickich sił zbrojnych i służyli w niej wyłącznie obywatele Kartaginy. W przeciwieństwie do niej armia lądowa składała się w przeważającej części z najemników, dowodzonych przez kartagińskich oficerów. Tylko w przypadkach wyjątkowego zagrożenia formowano oddziały złożone z obywateli tego północnoafrykańskiego miasta. Kartagina była tak bardzo bogata, że mogła sobie pozwolić na tworzenie potężnych i dobrze uzbrojonych armii złożonych w przeważającej części z najemników. Służyli w niej za pieniądze Celtowie, Iberowie, Numidowie, Sardyńczycy, a także Grecy i Italikowie. Była to w pełni profesjonalna armia, przeznaczona do obrony interesów Kartaginy i utrzymywania w punickich rękach kluczowych, strategicznych punktów na mapie. Kartagińczycy dysponowali ogromnymi funduszami, dzięki którym mogli korzystać z usług najlepszych zagranicznych dowódców, którzy chętnie najmowali się do pracy w tak bogatym państwie, oferującym wielkie możliwości wzbogacenia się. Dobrym przykładem może być spartański wódz Ksantippos, który dowodził armią kartagińską przez kilka lat w czasie wojen punickich. Punickie wojsko stanowiło zbiór doborowych formacji jazdy, piechoty i strzelców, dowodzonych przez najlepszych oficerów.

Źródłem bogactwa Kartaginy było morze i handel. Punijczycy, tak jak ich feniccy przodkowie, umieli korzystać z zasobów dalekich krajów, które bardzo skutecznie eksploatowali i czerpali z nich niepomierne zyski. Stopniowo poszerzali swoją strefę wpływów, przejmując kontrolę nad fenickimi koloniami, a nawet osadami miejscowych ludów w zachodniej części basenu Morza Śródziemnego. Zabezpieczali kluczowe porty i przyczółki kontrolujące dostęp do ważnych obszarów w głębi lądu. Punijscy kupcy pojawiali się tłumnie w greckich i italskich portach, dzięki czemu poszerzali swoje wpływy na śródziemnomorskich rynkach. Z kolei do kartagińskich portów wpuszczano obcych handlowców, ale na ściśle określonych warunkach, które dyktowali gospodarze. W zamian z podporządkowanie się tym warunkom obcy mieli zapewnione bezpieczeństwo i nietykalność. Umowy handlowe były zwykle tak skonstruowane, by z upływem czasu strona kartagińska odnosiła z nich coraz większe korzyści. W samej Kartaginie obcy kupcy podlegali bardzo wielu restrykcyjnym przepisom i ograniczeniom, a wielu z nich (np. Rzymianom) wręcz zabraniano pojawiać się w stolicy z towarem. Drugi układ handlowy i dyplomatyczny zawarty przez Punijczyków z Rzymianami w 348 r. przed Chr. zabraniał tym ostatnim handlowania w Libii i na Sardynii. Wszystkie obce towary, które docierały do punickich kolonii na zachód od przylądka Bon mogły być przewożone tylko na kartagińskich statkach. Handlowe nabrzeże Kartaginy stało się największym portem przeładunkowym Morza Śródziemnego. Greccy, italscy i inni kupcy musieli sprzedawać swoje towary w Kartaginie i nie mogli bezpośrednio docierać do kolonii fenickich na zachodzie. Kartagińscy handlowcy robili największe interesy na sprzedaży zboża, oliwy, tkanin, metali, koni i niewolników. Za ich pośrednictwem srebro i złoto z Hiszpanii docierało między innymi do rządzonego przez dynastię Ptolemeuszy Egiptu.

Dzięki umiejętnie prowadzonej polityce i skrupulatnemu strzeżeniu własnych interesów Kartagińczykom udało się zgromadzić olbrzymie bogactwa, budzące zazdrość innych śródziemnomorskich ludów. Grecki historyk Polibiusz z Megalopolis pisał wręcz, że Kartagina była najbogatszym miastem świata[6]. Podstawą tej bajecznej zamożności była kontrola nad kluczowymi złożami złota i srebra w Hiszpanii (Rio Tinto, Aznalcollar) oraz w zachodniej i centralnej Afryce. Można podejrzewać, że Fenicjanie czerpali afrykańskie złoto z miejsc, które nie są nam już dziś znane. Nawet w starożytności były one okryte tajemnicą, bo Punijczycy skrzętnie pilnowali takich informacji przed konkurentami. Dzięki perfekcyjnemu zagospodarowaniu północnej Afryki Kartagina stała się eksporterem żywności: zboża, oliwy i wina. Jednak głównym źródłem bieżących zysków był dla Punijczyków handel. Sprzedawali własne produkty albo obracali towarami wytworzonymi przez innych. W obydwu przypadkach osiągali zyski wielokrotnie przewyższające wyniki finansowe rywali. Kartagińscy rzemieślnicy słynęli ze swoich umiejętności, które pozwalały im produkować cieszące się wielkim powodzeniem towary. Ich wyroby zwane Punica były, szczególnie dla olśnionych nimi Rzymian, synonimami wysokiej jakości, dobrego smaku artystycznego i cywilizacyjnej wyższości. Klienci wszędzie poszukiwali drogich i luksusowych punickich mebli, zwłaszcza łóżek i okien. Wielkie warsztaty tkackie Kartaginy, zatrudniające setki niewolników produkowały tkaniny lniane i wełniane, a także ozdobne dywany i kobierce. Barwiarze produkowali materiały farbowane purpurowym barwnikiem, wyrabianym ze ślimaków Murex, obficie występujących na północnoafrykańskim wybrzeżu. Na całym obszarze Kartaginy, a także w jej koloniach istniały wielkie kompleksy produkcyjne, w których kowale i metalurgowie przetwarzali rudy miedzi, cyny, ołowiu i żelaza. Nad każdym większym punickim miastem unosił się zwykle dym z pieców hutniczych, w których surowa ruda zmieniała się w błyszczący metal. Kowale i brązownicy wytwarzali potem z tego metalu broń, narzędzia i przedmioty codziennego użytku.

Państwo kartagińskie było skuteczne i tanie. Większość jego wydatków obejmowały sumy przeznaczane na utrzymanie wojska i floty. Przez bardzo długi czas Kartagina wysyłała macierzystemu Tyrowi coroczny trybut. Podatki nakładano głównie na poddane ludy afrykańskie i mieszkańców kolonii, ale nigdy na własnych obywateli. Spore dochody przynosiły cła nakładane na towary przywożone do punickich portów, a także opłaty pobierane od każdego statku przepływającego przez kartagińskie wody. Około 410 roku przed Chr. Punijczycy zaczęli bić własną srebrną monetę z napisem QRTHDST[7] i przedstawieniem palmy i konia. Bogactwo państwa zwiększało się z czasem i około 350 lat przed Chr. Kartagina założyła nową mennicę na Sycylii. Tutaj zaczęto wybijać monety złote, co dobitnie świadczy o ogromnej zamożności Kartaginy i jej niemal nieograniczonych możliwościach finansowych.

Handel i polityka zagraniczna były dla Kartagińczyków niemal synonimami. Wszelkie układy z innymi państwami były zawierane pod kątem możliwości powiększenia zysków. W pierwszym rzędzie zawierali traktaty z greckimi i etruskimi miastami na wybrzeżu Italii, które były głównymi odbiorcami ich towarów, ale jednocześnie często stawały się handlowymi rywalami. Od samego początku ważnym partnerem handlowym i politycznym Kartaginy był Rzym. Pierwszy układ, który Punijczycy zawarli z mieszkańcami miasta nad Tybrem zbiegł się z obaleniem przez Rzymian królów i zaprowadzeniem ustroju republikańskiego, a w rzeczywistości oligarchicznego w 509 roku przed Chr. Już w tym czasie Rzym był dużym i bogatym miastem, jednym z najważniejszych ośrodków gospodarczych w Italii. Ostatni królowie uczynili z niego wielką stolicę, wyróżniającą się nawet na tle miast etruskich. Monarchia w Rzymie została obalona najpewniej na skutek najazdu etruskiego króla miasta Kluzjum, Larsa Porsenny, który pokonał rzymskie wojska i usunął ostatniego króla, Tarkwiniusza. Rzymscy arystokraci zrzeszeni w Senacie przejęli pełnię władzy i powierzali funkcję głowy państwa wybieranym co rok konsulom. Zaraz potem rzymski Senat podpisał z Kartaginą traktat regulujący kwestie handlu i wzajemnych stosunków. Punijczycy obiecywali w nim, że nie będą atakować ani Rzymu, ani ludów i miast Lacjum leżących w strefie jego wpływów[8]. W razie, gdyby prowadzili na terenie Lacjum wojnę, mieli oddać Rzymianom wszystkie zdobyte osady. Nie wolno im było na tym obszarze zakładać obozów, ani budować twierdz. Rzymianie z kolei mogli prowadzić handel w kartagińskich posiadłościach na Sardynii i w Afryce, ale tylko pod kontrolą punickich urzędników. Jedna z klauzul umowy głosiła, że „(…) Rzymianie i ich sprzymierzeńcy nie śmią pływać poza Piękny Przylądek, chyba że zmusi ich do tego burza lub nieprzyjaciele. Jeżeli zaś ktoś przemocą zostanie tam zapędzony, to nie wolno mu niczego kupić lub zabrać oprócz tego, co jest potrzebne do naprawy statku lub składania ofiar. A w pięciu dniach ma odjechać (…)”. Wspomniany Piękny Przylądek to współczesny Ras-El-Tib. Rzymskie okręty wojenne i statki handlowe nie mogły wypływać dalej na zachód niż za wspomniany przylądek. Kartagina ustaliła blokadę morską, która miała bronić dostępu do fenickich kolonii na Półwyspie Iberyjskim i w północnej Afryce i do bogactw zachodu.

Okoliczności zawarcia pierwszego traktatu Rzymu i Kartaginy są w najwyższym stopniu niezwykłe i zagadkowe. Historycy do dziś spierają się o jego rzeczywiste znaczenie. Tymczasem, nawet po pobieżnej analizie faktów z tych odległych czasów widać, że sytuacja była klarowna. Kilkadziesiąt lat wcześniej, w 535 roku przed Chr. połączone floty Kartagińczyków i Etrusków rozgromiły eskadry greckich okrętów wojennych w okolicach Alalii na Korsyce, usuwając na długi czas zagrożenie ze strony helleńskich konkurentów. Kartagińska flota dominowała na obszarze zachodniej części Morza Śródziemnego. Jej operacyjny zasięg obejmował także wybrzeża Lacjum i Etrurii. Punijczycy zdominowali handel w tej części świata i mogli stworzyć skuteczną blokadę na morzu. Ich siła militarna pozwalała podporządkować sobie każde miasto na wybrzeżu leżące w zasięgu ich floty. Z dwóch partnerów zawierających w 509 r. przed Chr. układ, to Kartagina miała zdecydowaną przewagę, a Rzym był stroną zdecydowanie słabszą. Zadziwiający jest fakt, że ustrój nowo powstałej republiki nad Tybrem wydaje się wzorowany na strukturze władz Kartaginy. Na czele Kart-Hadaszt stali dwaj urzędnicy pełniący swoją funkcję przez rok i noszący miano szofetim, czyli sędziów. Z kolei naczelną władzę wykonawczą w Rzymie sprawowało dwóch konsulów (również wybieranych na okres jednego roku), zwanych pierwotnie iudices, to znaczy sędziami. Głównym organem ustawodawczym Punijczyków była arystokratyczna Rada Trzystu, zupełnie podobna do oligarchicznego rzymskiego senatu. Jest jasne, że Rzymianie wzorowali ustrój swojego państwa na wewnętrznej organizacji Kartaginy. Monarchia nad Tybrem została obalona na skutek interwencji etruskiego kondotiera Porsenny. Takich watażków było wtedy w Italii sporo i oferowali oni swoje usługi każdemu, kto mógł więcej zapłacić. Byli to właściwie przedsiębiorcy wojskowi, dowodzący prywatnymi armiami. Najsilniejsi z nich zdobywali władzę w niektórych miastach. Porsenna był Etruskiem, a etruskie miasta utrzymywały ścisłe stosunki polityczne i handlowe z Kartaginą i z Fenicjanami. W nadmorskim mieście Pyrgi istniała sławna świątynia fenickiej bogini Astarte, która była punktem zbornym dla punickich kupców, zamieszkujących istniejące w pobliżu handlowe osiedle. Rzym był jednym z tych miast, które pod koniec VI w. przed Chr. nie były jeszcze włączone w sieć układów, jakie Punijczycy zawarli z mieszkańcami zachodniej Italii. Być może królowie nie chcieli z jakichś powodów zawrzeć takiego układu. Nie jest wykluczone, że Kartagińczycy po prostu wynajęli Larsa Porsennę do obalenia Tarkwiniusza, dzięki czemu mogli potem narzucić rzymskiej elicie korzystny dla siebie układ i rozszerzyć swoją strefę wpływów o Lacjum. Słabsi i biedniejsi Rzymianie musieli się zgodzić na zawarcie traktatu, a jednocześnie stworzyli oligarchiczną republikę, wzorowaną na ustroju silniejszego, dominującego partnera. Dzięki temu mogli zachować swoją dominację nad częścią środkowej Italii, pozostając protegowanymi Punijczyków. Nie ma jednak wątpliwości, że u schyłku VI w. przed Chr. to Kartagina kontrolowała handel i żeglugę w zachodniej części Morza Śródziemnego, narzucając swoją dominację wszystkim państwom położonym u jego wybrzeży. Rzymska republika powstała i rozwijała się pod kuratelą Kartaginy.

Panowanie Kartaginy w zachodniej części Śródziemnomorza i jej przewaga nad Rzymem trwała bardzo długo. Układ Rzymu z Kartaginą był odnawiany jeszcze dwa razy. W 348 r. przed Chr. zawarto kolejne porozumienie rozgraniczające strefy wpływów. Kartagińska blokada Zachodu została utrzymana, a Rzymianie znów dostali wolną rękę w Italii. Ustalono zasady postępowania w przypadku ewentualnych nieporozumień, które miały być rozstrzygane przez przedstawicieli obydwu państw. Rzymianie mogli swobodnie handlować w Kartaginie, a Punijczycy w Rzymie. Tak jak poprzednim razem, Sardynia i większa część północnej Afryki została wyłączona z rzymskiej kolonizacji i penetracji handlowej. Drugie porozumienie z Kartaginą Rzymianie podpisali w krytycznym dla siebie momencie. W 348 r. przed Chr. terytorium Rzymu najechali Celtowie, wskutek czego sojusz z Latynami po prostu przestał istnieć. Na domiar złego u ujścia Tybru pojawiła się silna flota greckich korsarzy, którzy chcieli napaść na Rzym. Mieszkańcy nadtybrzańskiej metropolii znów znajdowali się w sytuacji przymusowej, mimo iż ich terytorium było większe niż w chwili podpisywania poprzedniego układu. Kartagińczycy wykorzystali okoliczności, by zabezpieczyć swoje wpływy, a także ochronić szlaki handlowe przed greckimi piratami.

Rzymscy notable powoli i konsekwentnie starali się budować siłę swojego małego z początku miasta–państwa. Pokolenia konsulów i senatorów bardzo wytrwale, bez rozgłosu i z zadziwiającą skutecznością włączały do rzymskiego terytorium kolejne skrawki italskiej ziemi. Jednocześnie prowadzili politykę umożliwiającą im utrzymanie pełnej kontroli nad zdobytymi ziemiami i pełne wykorzystanie potencjału podbitych ludów. W ciągu 245 lat mała miejska republika stała się władczynią całego Półwyspu Apenińskiego, obejmującego setki miast i mniejszych osad, rozległe i żyzne tereny rolnicze, a także cenne zasoby naturalne, porty i spławne rzeki. Rzymianie opanowali całe terytorium Lacjum, zdobyli etruskie miasto Weje i zdołali sobie poradzić z najazdami Wolsków i innych ludów górskich z głębi Apeninów. Przetrwali cztery fale niszczycielskich najazdów plemion celtyckich, które od V w. napływały na obszar Niziny Padańskiej i środkowej Italii z centralnej Galii. W 396 r. przed Chr. armia celtyckich wojowników pod wodzą Brennusa zdobyła miasto na siedmiu wzgórzach, zniszczyła je i nałożyła na Rzymian ogromną kontrybucję. Mimo to Rzymianie szybko odbudowali swoje siły i przystąpili do dalszych podbojów w Italii.

W międzyczasie doszło do poważnego konfliktu między zrzeszonym w senacie establishmentem patrycjuszy, bogatych właścicieli ziemskich a nową, rosnącą w siłę grupą plebejuszy. Plebejusze byli doskonale zorganizowaną i zdeterminowaną społecznością ludzi niezależnych od arystokratycznych patronów. Byli to w przeważającej części drobni rolnicy, kupcy i rzemieślnicy, niezależni od właścicieli ziemskich, a nie biedota, jak uważało wielu historyków. Posiadali majątek i spore zasoby finansowe, ale nie mieli udziału w rządach, które monopolizowała arystokracja ziemska. Plebs na początku V w. przed Chr. zbuntował się przeciw władzy patrycjatu i zjednoczył się w ramach mafijnej organizacji, której celem była bezwzględna walka z ówczesną elitą. Była to świadomie stworzona organizacja, a nie tłum zdesperowanych biedaków. Na czele tego politycznego gangu stali dwaj przywódcy zwani trybunami ludowymi. Byli oni otoczeni uzbrojoną gwardią, a lud uznawał ich za nietykalnych. Plebejusze przysięgali, że każdy, kto w jakikolwiek sposób zaszkodziłby trybunom ma być przeklęty i zabity. Organizacja plebejska zajęła Wzgórze Awentyńskie, które stało się centralą walki z patrycjuszami i strefą, do której nie miały dostępu legalne władze Rzymu. Senat i konsulowie nie mieli dość siły, by zmiażdżyć organizację plebejuszy, której wyraźnie się obawiali. Od czasu do czasu skazywali na śmierć trybunów i wysyłali uzbrojonych młodych patrycjuszy, by przetrzebili nieco szeregi przeciwnika. Odpowiedzią była brutalna przemoc. Wielu konsulów zostało zlinczowanych na wiecach plebsu, wielu arystokratów poniosło śmierć z ręki awentyńskiego gangu. Konsulowie nigdy jednak nie zarządzili generalnej rozprawy z plebejami i nie zlikwidowali tego swoistego państwa w państwie. Wniosek, jaki można wyciągnąć z analizy tej dziwnej sytuacji jest jasny. Plebejusze dysponowali pokaźnymi funduszami i stał za nimi ktoś z zewnątrz. Ktoś na tyle silny, wpływowy i bogaty, by podtrzymywać istnienie organizacji i nie dopuścić do jej likwidacji przez konsulów. Plebejusze zmusili w końcu starą elitę do zaakceptowania swojego udziału we władzy. Zrobili to rzecz jasna drogą przemocy, wymuszeń i podstępu. W 367 r. przed Chr. w końcu dopuszczono plebejuszy do pełnienia najważniejszych urzędów. Ambitni parweniusze szybko wżenili się w najpotężniejsze rody senatorskie. Powstała nowa elita rządząca, w której potomkowie plebejuszy stali się agresywnym motorem rzymskiej ekspansji terytorialnej i ekonomicznej.

W ciągu kilkudziesięciu lat, jakie upłynęły od „zgody” pomiędzy patrycjuszami i plebejuszami rzymska ekspansja nabrała niebywałego przyspieszenia. Do 338 roku przed Chr. Rzymianie podbili całe Latium i żyzne terytoria Kampanii. Zręczne wolty polityczne i zmiana strony w sojuszach umożliwiły Rzymowi pokonanie groźnych plemion samnickich górali, którzy władali terytorium Apeninów, z których corocznie wyprawiali się na łupieżcze wyprawy na italskie miasta. Samnici budzili w Italii postrach i uważano ich za niezwyciężonych. Jednak nawet klęską w Wąwozie Kaudyńskim, po której pokonanych synów wilczycy zmuszono do przejścia pod jarzmem, nie powstrzymała wielkich ambicji Rzymu. Po wielkich zmaganiach, w których rzymskie legiony stawały naprzeciw połączonych sił Samnitów, Umbrów, Etrusków i celtyckiego plemienia Senonów, Rzymianie rozgromili przeciwników w krwawej bitwie pod Sentinum (295 r. przed Chr.). Podporządkowali sobie Etrurię i środkową Italię. Do opanowania pozostała południowa część Półwyspu Apenińskiego. Legiony ruszyły na południe i zaatakowały greckie miasto Tarent. Hellenowie wezwali na pomoc króla Epiru Pyrrusa, znakomitego wodza i kuzyna Aleksandra Macedońskiego. Pyrrus dość łatwo pokonał rzymską armię pod Herakleą i Ausculum, co wprawiło konsulów i senatorów w stan wielkiego zdenerwowania. Zwrócili się wtedy do starych „przyjaciół” i protektorów, Kartagińczyków, którzy błyskawicznie zawarli z nimi sojusz. Punijczycy obawiali się, że Pyrrus po opanowaniu południowej Italii sięgnie po Sycylię, którą uznawali za swoją strefę wpływów. W 275 r. przed Chr. Rzymianie uderzyli na Pyrrusa raz jeszcze i odepchnęli jego wojska pod Benewentum. Król Epiru wycofał się ze swoją armią do leżącej za Adriatykiem ojczyzny. Trzy lata później Grecy z Tarentu, Samnici, Lukanowie i Bruttiowie skapitulowali przed rzymskimi legionami. Kilka lat po tym wydarzeniu ostatnie wolne miasta greckie i etruskie uznały władzę nadtybrzańskiej republiki. Cała Italia od Ariminium nad Adriatykiem do Regium nad Cieśniną Messyńską znalazła się w rękach Rzymian.

Rzymski imperializm w Italii był bezwzględny, okrutny i bardzo skuteczny. Niektórzy historycy, zwłaszcza brytyjscy, usiłowali forsować tezę, że rzymskie imperium powstało niejako przypadkiem, a Rzymianie prowadzili wojny jedynie po to, by bronić siebie lub swoich sprzymierzeńców. Taka absurdalna teza nie wytrzymuje konfrontacji z faktami. Wojny prowadzone przez Rzym miały na celu podbijanie kolejnych ludów i terytoriów. Prowadzono je, by ograbić pokonanych z ich majątków, przede wszystkim z ziemi i zasobów naturalnych, które określano wiele mówiącą nazwą praedia populi Romani, czyli łup ludu rzymskiego. Pokonanym przeciwnikom odbierano ziemię i rozdzielano ją między obywateli. Część gruntów przechodziła na własność rzymskiego państwa jako tzw. ager publicus. Ziemię konfiskowano nie tylko po to, by obdzielić nią własnych obywateli, ale także po to, by pozbawić przeciwników ich potencjału gospodarczego. Miastom i ludom Italii narzucano ciężkie warunki pokoju. Nie mogły one zawierać układów między sobą, lecz tylko z Rzymem. Co ciekawe nie mogły prowadzić między sobą stosunków handlowych, a ich obywatelom zabraniano zawierania związków małżeńskich z mieszkańcami innych regionów Italii. Musiały wystawiać kontyngenty wojska walczące wraz z rzymskimi legionami. Dzięki temu ich potencjał militarny pozostawał w dyspozycji zdobywców. Zwyciężeni płacili też wysokie podatki na rzecz Rzymu, zwane tributum. Kolaborantom proponowano status municipium, czyniący z mieszkańców obcego miasta obywateli Rzymu o niepełnych prawach. W strategicznych miejscach Półwyspu Apenińskiego Rzymianie rozmieścili swoje kolonie. Były to osady zamieszkane przez przybyszów z Rzymu i zakładane na ziemi odebranej pokonanym ludom. Koloniści dostawali ogromne nadziały gruntu, które uprawiali posługując się zdobytymi na wojnie niewolnikami. Ich miasta były twierdzami budowanymi na wzór obozów wojskowych, a oni sami rezerwową armią Rzymu, która w razie potrzeby stawała pod bronią, by odeprzeć najazd lub stłumić bunt. Kolonie i ważniejsze miasta były połączone brukowanymi drogami, by w razie potrzeby wojsko mogło do nich dotrzeć i aby towary, podatki i łupy bez przeszkód wędrowały do Rzymu.

Rzymscy plebejusze i patrycjusze znacznie wzbogacili się na budowie italskiego imperium. Poczuli słodki i zwodniczy smak łupów, władzy i rozkazywania pokonanym. Zdobywcy powiększyli swój stan posiadania o 27 tysięcy kilometrów kwadratowych italskiej ziemi, którą zagarnięto od podbitych ludów i miast. W rękach rzymskiej elity znalazły się naprawdę wielkie majątki ziemskie. Nobilowie bez skrupułów zagarniali państwową ziemię, by jeszcze bardziej powiększać swoje domeny. Na polach i warsztatach rzemieślniczych Rzymian pracowali niewolnicy zagarniani podczas kolejnych kampanii wojennych. Dzięki rzeszom niewolników można było uruchomić tanią produkcję rolną i przemysłową na wielką skalę. Powstały prawdziwie dochodowe latyfundia i zakłady produkcyjne, dzięki którym Rzymianie oprócz siły militarnej po raz pierwszy poczuli swoja potęgę ekonomiczną. Mogli się teraz wreszcie uniezależnić od kartagińskich protektorów i stawić im czoła w otwartej walce.

 

Zmiana frontów

W 265 r. przed Chr. Rzymianie stanęli nad brzegiem Cieśniny Messyńskiej, dzielącej Italię z Sycylią. Tylko jeden krok wystarczył do przekroczenia przesmyku oddzielającego obszar ich władztwa od strefy wpływów Kartaginy. Podobno król Pyrrus, kiedy wycofywał się z Italii kilka lat wcześniej miał powiedzieć, że „(…) zostawia pole walki dla Rzymian i Kartagińczyków, którzy niedługo zetrą się na Sycylii”. Czyżby władca Epiru wiedział wtedy coś, czego nie przeczuwali jeszcze główni protagoniści konfliktu? Nie wiemy tego na pewno, ale Pyrrus musiał być dobrze poinformowany o nadchodzących wydarzeniach. Starcie zapowiadały niektóre posunięcia Rzymian, takie jak wysłanie poselstwa do króla Egiptu Ptolemeusza II i zarekwirowanie dającego świetne drewno do budowy okrętów lasu Silla w Brucjum. Poza tym Rzymianie zaanektowali port w Brundyzjum, najdogodniejszą bazę wypadową floty wojennej nad Adriatykiem. Dla większości ówczesnych ludzi, zajętych codziennymi sprawami, takie szczegóły nie miały większego znaczenia. Jednak dla myślących i zorientowanych osób te drobne ruchy były dość niepokojące. Stanowiły niezawodne oznaki, że Rzym przygotowuje się do starcia. Kartagińczycy nadal formalnie pozostawali sojusznikami Rzymu, a obydwa państwa łączyły wzorowe stosunki. Nikt oprócz Pyrrusa nie przeczuwał nadchodzącej burzy. Ale jak to zwykle bywa w historii, sytuacja miała się zmienić błyskawicznie i niespodziewanie dla kogokolwiek za sprawą czynnika, którego nikt nie brał pod uwagę.

Lato 264 r. przed Chr. było upalne i trudne do wytrzymania. Na Sycylii już od kilku lat nie było jednak spokoju. Grasowali tu Mamertyni, grupa pochodzących z Italii (z Kampanii) najemników, która oferowała swoje usługi temu, kto był w stanie więcej zapłacić za tą dodatkową siłę zbrojną. Kiedy brak im było zajęcia i płatnika, Mamertyni utrzymywali się drogą wymuszeń i rabunków okolicznych mieszkańców. Jeszcze w 270 r. przed Chr. tyran Syrakuz Hieron zdołał ich przepędzić na północ, w kierunku Cieśniny Messyńskiej. Kampańscy najemnicy zdobyli wtedy Messanę[9], wymordowali wszystkich mężczyzn, a potem zabrali siłą żony i majątki napadniętych. W tym samym czasie po drugiej stronie Cieśniny Messyńskiej, złożony także z Kampańczyków rzymski garnizon miasta Region wyrżnął część miejscowych i zagarnął ich majątek. Ruchy najemników, Rzymian i wojsk syrakuzańskich bacznie obserwowali Punijczycy. Między Wyspami Liparyjskimi a północnymi brzegami Sycylii stale kursowała kartagińska eskadra okrętów wojennych. Hieron z Syrakuz zbliżył się ze swoimi wojskami do Messany, co postawiło eskadrę kartagińskiego admirała Hannibala, syna Giskona w stan alarmu. Jego instrukcje wyraźnie mówiły, że nie może dopuścić do zajęcia przyczółka nad strategiczną cieśniną przez syrakuzan. Admirał szybko wysadził desant na wybrzeżu i zajął miasto przy poparciu Mamertynów, którzy poprosili ich o pomoc. Wojska Hierona szybko wycofały się w tej sytuacji na południe. W tym momencie pułapka zatrzaśnięta przez Rzymian z pomocą kampańskich bandytów zatrzasnęła się. Po drugiej stronie cieśniny stała już rzymska armia, która przed kilkoma laty zlikwidowała buntowniczy garnizon Region i przywróciła miasto prawowitym mieszkańcom. Kartagińczycy nie mogli się wycofać z Messany, bo oznaczałoby to stratę ważnego przyczółka i oddanie go Grekom. Właśnie wtedy część Mamertynów zwróciła się z prośbą o pomoc i przymierze do Rzymian. Zaoferowali poddanie miasta i wpuszczenie rzymskiego garnizonu. Ale przecież w Messanie znajdował się w tym czasie kontyngent kartagińskiego wojska dowodzonego przez Hannona. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że przekroczenie cieśniny przez Synów Wilczycy oznacza otwartą wojnę Rzymu z Kartaginą i zerwanie istniejącego jeszcze formalnie przymierza.

Kiedy poselstwo Kampańczyków dotarło nad Tyber, Rzymianie udawali, że wahają się, prawdopodobnie po to, by zyskać na czasie. Nie chcieli jednak dopuścić do zajęcia całej Sycylii przez Punijczyków, co zamknęłoby im drogę na południe. Można być pewnym, że w ich planach leżało zarówno podbicie tej bogatej wyspy, jak i osłabienie przeciwnika, który trzymał w swoim ręku cały zachodni basen Morza Śródziemnego i rozciągnął blokadę, która uniemożliwiała ekspansję rzymskiemu handlowi. Rzymska elita, pragnąca zdobyczy terytorialnych, rzesz niewolników i zysków ze sprzedaży produkcji rolniczej i przemysłowej wiedziała, że kartagińską blokadę może przełamać tylko siła legionów. Jest jasne jak słońce, że Rzym świadomie dążył do rozpętania wojny, a kampańscy najemnicy zwani w końcu synami Marsa byli po prostu narzędziem prowokacji, która miała wciągnąć Kartaginę w konflikt. Rzymski wywiad na Sycylii musiał działać perfekcyjnie, by doprowadzić do powodzenia takiej kombinacji. Senat postąpił w tej sytuacji w sposób bardzo przebiegły i wyrachowany. Wszyscy chcieli kontynuacji ekspansji, ale wobec różnicy zdań w kurii decyzję scedowano na rzymskie zgromadzenie ludowe. Tam konsulowie już bez ogródek przekonywali obywateli, że wojna na Sycylii przyniesie ogromne korzyści i łupy, że będzie się można na niej obłowić. Straszyli zgromadzonych ludzi, że opanowanie przez Kartagińczyków Sycylii pozwoli im na przerzucenie swoich sił do Italii i zaatakowanie Rzymu. Przypominali, że czas nagli i chwila rozpoczęcia walki właśnie nadeszła. Temperatura nastrojów sięgała zenitu. Nie można się dziwić, że zmanipulowany tłum niemal jednogłośnie opowiedział się za udzieleniem pomocy Mamertynom. Na naczelnego wodza wyznaczono konsula Appiusza Klaudiusza Caudexa. Była to bardzo wymowna decyzja. Konsul Appiusz Klaudiusz pochodził z rodu spokrewnionego z arystokracją kampańską. Kampanowie byli zwolennikami ekspansji imperialnej i ściśle z nią związanej ekspansji gospodarczej. Posiadali nie tylko liczne i zamożne majątki ziemskie, ale także wytwórnie naczyń ceramicznych i metalowych. Rozwój imperium miał im zabezpieczyć rynki zbytu dla produktów rolnych i wyrobów rzemieślniczych. Rodzina Klaudiuszów już od dawna optowała za południowym kierunkiem dalszych podbojów. Sam Caudex był powiązany z handlowymi kręgami rzymskiej Italii. Teraz jego ród miał zanieść rzymskie sztandary na Sycylię. To właśnie konsul Klaudiusz Caudex przedłożył do przegłosowania zgromadzeniu ludowemu sprawę wojny z Kartaginą, przedstawiając wielkie korzyści, jakie miały z tego wyniknąć dla ludu rzymskiego. Obywatele dali się podburzyć i wypowiedzieli wojnę.

Konsul Caudex szybko dotarł do Region i przeprawił wojsko przez cieśninę, lądując w okolicach Messany. Mamertyni poczuli się silniejsi i podstępem wypędzili kartagiński garnizon z miasta. Punicki wódz Hannon został po tej porażce ukrzyżowany za tchórzostwo. Korzystając z sytuacji Hieron wraz z syrakuzańską armią zaatakował Messanę, ale został pokonany przez rzymską armię. Rzymski konsul rozbił także wycofujących się na zachód Kartagińczyków, a następnie dotarł na południe i podszedł pod Syrakuzy. Mimo tych początkowych sukcesów, zarówno Kartagińczykom, jak i mieszkańcom Syrakuz udało się uratować większość swoich sił od całkowitego rozbicia. Konsul Waleriusz Messala, który objął dowództwo na Sycylii w następnym roku, wiedział już, że wojna będzie długa i trudna. Dlatego wraz z nim senat wysłał na wyspę dwie wielkie armie konsularne i wojska sprzymierzeńców w łącznej liczbie ponad czterdziestu tysięcy żołnierzy. Wojsko weszło na terytorium Syrakuz i niebawem sporo miast wschodniej Sycylii poddało się Rzymianom nie stawiając najmniejszego oporu. Hieron zdążył już zauważyć, że wojska rzymskie są silnie uzbrojone i zdeterminowane. Porzucił plany sojuszu z Kartaginą i wysłał poselstwo do konsulów, by porozumieć się z Rzymem. Dzięki temu zachował większość terytorium i tytuł króla Syrakuz. Największe miasto na Sycylii pozostawiono w spokoju na ponad 50 lat.

Tymczasem Kartagińczycy, którzy w chwili wybuchu wojny dysponowali na wyspie jedynie niewielkimi siłami, zaczęli się przygotowywać do poważnej wojny na wielką skalę. W porcie wojennym i arsenałach Kartaginy szkutnicy pracowali pełną parą, budując nowe trójrzędowce. Do Hiszpanii, Galii i dalekich stron Afryki wysłano obficie zaopatrzonych w pieniądze werbowników, by sprowadzili nad Bagradas najlepszych celtyckich, liguryjskich, iberyjskich i numidyjskich wojów. Zbierano wszelkie zapasy i materiały wojenne, by niezwłocznie wysłać je do sycylijskich garnizonów. Kiedy rzymscy wywiadowcy dowiedzieli się o tych przygotowaniach, z Italii wysłano cztery legiony, które przybyły na pomoc konsulowi Messali. Wszystkie elementy rzymskiego korpusu się połączyły i ruszyły jak najszybciej na zachód, by uprzedzić przybycie punickich posiłków.

W 262 r. przed Chr. rzymska armia podeszła pod miasto Akragas[10], które było główną kwaterą sił punickich na Sycylii. Wydawało się, że legiony szybko opanują ten ważny punkt i przed przybyciem większych sił z Kartaginy zajmą całą wyspę. Hieron z Syrakuz wspomagał rzymską armię dostawami zboża. Rzymianie spodziewali się łatwego zwycięstwa, zwłaszcza, że nawet dwa miasta położone na terytorium punickim, Segesta i Halicye, wyraziły chęć przejścia pod kontrolę nadtybrzańskiej republiki. Rychło jednak okazało się, że kartagińska armia przybyła z odsieczą i to w wielkiej sile. Armia pod wodzą Hannona, licząca ponad 60 tys. ludzi i kilkadziesiąt słynnych słoni bojowych pojawiła się blisko miasta. Punijczycy zajęli jedno ze wzgórz w okolicy Akragas i odcięli Rzymianom drogi, którymi Hieron dostarczał im zaopatrzenie. Oblężenie przekształciło się w serię mniejszych i większych starć obu armii. Po siedmiu miesiącach podjazdowych walk garnizon kartagiński z miasta i wojsko Hannona wspólnie uderzyły na pozycje wycieńczonych głodem i trudami Rzymian, spodziewając się łatwego zwycięstwa. Niestety, wszystko potoczyło się wbrew oczekiwaniom Hannona. Rzymscy legioniści rozbili oddziały punickich najemników, które cofając się w popłochu, pociągnęły za sobą resztę armii. W ręce Rzymian wpadł cały tabor, a nawet kilka słoni. Resztki armii kartagińskiej w bezładzie uciekły na zachód. Wydawałoby się, że w obliczu straty głównych sił Punijczycy poproszą o pokój, a cała Sycylia wpadnie w ręce Rzymu. Jednak wskutek zwyczajnej głupoty, brutalności i chciwości Rzymianie stracili szansę szybkiego zakończenia wojny. Po wkroczeniu do Akragas legioniści rozpoczęli trzydniową rzeź i grabież mieszkańców. Ci, którzy przeżyli zostali sprzedani jako niewolnicy handlarzom, którzy zwykle jak sępy poruszali się za każdą rzymską armią. W tym momencie Grecy stracili cierpliwość. Szok po zdobyciu i złupieniu jednego z największych helleńskich miast na Sycylii był ogromny. Miejscowi Hellenowie dotąd sprzyjali Rzymianom, widząc w ich interwencji szansę uwolnienia się od dominacji Kartaginy. Teraz niemal wszystkie miasta na wyspie zwróciły się przeciw Rzymowi, wzywając na pomoc Kartagińczyków.

Punijczycy szybko rozpoznali i wykorzystali nagły zwrot sytuacji wojennej. Błyskawicznie ściągnęli z portów na Sardynii nowe eskadry okrętów wojennych i zaczęli najeżdżać wybrzeża Italii, dezorganizując żeglugę i przyczyniając Rzymowi wielkich strat. Tymczasem budowa rzymskiej floty była dopiero w toku i szła bardzo powoli. Teraz należało całą sprawę przyspieszyć. Zazwyczaj przeciwstawia się biegłych w żegludze i walce na morzu Kartagińczyków szczurom lądowym, jakimi byli Rzymianie. Wszyscy zapominają, że budowa floty wojennej i wyszkolenie załóg to sprawa organizacji, determinacji, a przede wszystkim funduszów. Rzymianie w 261 r. przed Chr. byli już zdecydowani i chcieli podbić całą Sycylię oraz rzucić Kartaginę na kolana. Po zdobyciu Akragas w Rzymie zapanował ogromny entuzjazm, a senat umiejętnie sterował tłumami na zgromadzeniach ludowych zwiększając poparcie dla wojny. Ojcowie wiecznego miasta wiedzieli, że pilnie potrzebne są im pieniądze na budowę floty. Istniejąca eskadra była niewielka i na pewno nie mogłaby zagrozić punickiej armadzie. Na początek senat zarządził budowę 100 wielkich kwinkwerem i 20 trójrzędowców. Jeszcze na samym początku wojny Rzymianom udało się w czasie jednego ze starć podstępem zdobyć jeden z kartagińskich okrętów wojennych i dokładnie skopiować jego konstrukcję. Dzięki temu mogli wzorować budowę własnych jednostek na technicznie zaawansowanych galerach kartagińskich[11]. Rzymianie musieli posiłkować się pomocą mieszkańców nadmorskich greckich miast w Italii, których mieszkańcy byli biegli w budowie i obsłudze jednostek pływających. Grecy pomogli usprawnić i przyspieszyć pracę w stoczniach. Statki zaczęto budować masowo, z elementów, które dziś nazwalibyśmy prefabrykowanymi. Wśród biedoty portowych miast italskiego wybrzeża, od Ariminium do Brundyzjum rozgłoszono, że flota poszukuje tysięcy chętnych do walki wioślarzy i marynarzy. Ubodzy zaciągali się tłumnie, bo służba we flocie za żołd była dla nich atrakcyjnym sposobem na utrzymanie siebie i rodziny przynajmniej przez kilka lat. Aby przeprowadzić budowę floty i zaciąg marynarzy potrzeba było pieniędzy. Skąd pochodziły, niemałe przecież środki, które przeznaczono na ten cel?

Niezastąpiony Polibiusz daje niestety niewiele wskazówek, które pozwalałyby odpowiedzieć na to pytanie. Trzeba zatem posiłkować się innymi informacjami. Wiadomo, że rzymska flota ponosiła liczne klęski i musiała być wielokrotnie odbudowywana. Koszty budowy i utrzymania flot wojennych były ogromne, wielokrotnie przewyższające sumy wydawane na wojnę lądową. Podatki zbierane od obywateli i sprzymierzeńców na pewno nie wystarczały do sfinansowania tak wielkiego przedsięwzięcia. Rzymianie zaczęli przygotowania do wojny na morzu jeszcze kilka lat przed wojną, musieli zatem posiadać dostęp do odpowiednio dużych funduszy. W grę wchodzą tylko dwa źródła dochodów: łupy wojenne i kredyt. Pierwsze źródło było incydentalne i łatwo się wyczerpywało. Drugie było o wiele pewniejsze i senat mógł dzięki niemu szybciej zapewnić środki. To właśnie senat, zbierający się w budynku kurii przy rzymskim forum pełnił pieczę nad finansami rzymskiej republiki. Senatorowie podejmowali decyzje o kształcie budżetu i zaciąganiu pożyczek. Główni bankierzy ówczesnych czasów, greccy trapezitai, operujący w portowych miastach południowej Italii byli jedynym możliwym źródłem kredytu, na którym mogło polegać rzymskie państwo. Można przypuszczać, że to właśnie do nich zwracali się senatorowie i konsulowie, kiedy trzeba było sprawnie i bez zbędnej zwłoki wypuścić na morze kolejne eskadry okrętów wojennych. W samym Rzymie pierwszy bank prowadzony przez greckich i italskich trapezitai powstał w 318 r. przed Chr. i zainstalował się w kantorze w pobliżu Forum Romanum[12]. Rzymianie nazywali tych udzielających pożyczek i przyjmujących depozyty finansistów argentarii[13]. Obracali oni głównie monetami wybijanymi w greckich miastach Italii. Na ich stołach leżały zwykle stosy srebrnych tetradrachm i złotych staterów, a pośród nich rzadsze rzymskie aes grave, czyli nieco toporne brązowe monety oraz srebrne didrachmy[14], wzorowane na monetach Metapontu. Aby zaciągnąć kredyt, senatorowie musieli po prostu wyjść z budynku kurii i rozpocząć negocjacje w pobliskich kantorach. W czasie wojen z Kartaginą Rzym często korzystał z tego łatwo dostępnego strumienia finansowania.

Oprócz pieniędzy na wojnę Rzymianie potrzebowali technologii i umiejętności. W dziedzinie walki na morzu byli zupełnymi nowicjuszami, a kartagińskiej floty bali się wszyscy żeglarze pływający po Morzu Śródziemnym. Marynarze i wioślarze musieli zostać bardzo skrupulatnie wyszkoleni, by sprostać umiejętnościom punickich wilków morskich. Płynne wiosłowanie i wykonywanie komend na okręcie takim jak kwinkwerema, czy trirema wymagało długiego i męczącego treningu. Wioślarze stanowili napęd okrętu, a w czasie bitwy ruch jednostek musiał być szybki i płynny. Wyszkoleniem zajęli się specjaliści z greckich miast na brzegach Italii, najlepsi eksperci w dziedzinie żeglugi, których Rzymianie mogli wykorzystać. Na plażach pod Neapolem, czy Metapontem zbudowano specjalne rusztowania imitujące ławy okrętowe, na których galernicy musieli całymi dniami ćwiczyć rytmiczne wiosłowanie. Kiedy już rozwiązano ten nie cierpiący zwłoki problem, rzymscy konsulowie z przerażeniem zauważyli, że mogą nie dać rady Punijczykom na morzu, mimo najbardziej skrupulatnych przygotowań. Okręty rzymskie, mimo iż były kopią jednostek kartagińskich, były cięższe i mniej zwrotne. Nie mogły wykonywać tak szybkich i skomplikowanych manewrów, jak galery nieprzyjaciela. Rzymscy dowódcy szybko wpadli na właściwy pomysł, a raczej podkradli go komuś innemu. Nie wiadomo już dziś, kto pierwszy wpadł na pomysł zamontowania na rzymskich okrętach ruchomych pomostów abordażowych zwanych krukami (corvus). Wedle słów Polibiusza cały koncept został Rzymianom przez kogoś podsunięty. Dzięki pomostom rzymska flota nie musiała trudzić się skomplikowanymi manewrami i ryzykownym taranowaniem. Teraz można było po prostu podpłynąć do wrogiego okrętu, przerzucić pomost i zdobyć galerę za pomocą abordażu dobrze uzbrojonej piechoty. Cała przewaga floty kartagińskiej, wynikająca z biegłości jej marynarzy i nawigatorów, została teraz zniwelowana. Rzymskim dowódcom i senatorom wydawało się, że łatwe zwycięstwo na morzu jest w zasięgu ręki.

Mimo tych wygórowanych oczekiwań pierwszy występ rzymskiej floty w prawdziwej walce był wręcz kompromitujący. Kiedy przygotowana do akcji flota przypłynęła do Messany, konsul Gnejusz Korneliusz Scypion postanowił, że zacznie wojnę na morzu w brawurowy sposób. Sformował eskadrę 17 okrętów i wypłynął na jej czele w kierunku głównej bazy floty punickiej na Wyspach Liparyjskich. Cała wyprawa skończyła się spektakularną klęską. Kiedy Rzymianie dotarli do Lipari, stanęli na kotwicy na redzie portu. W nocy nadpłynęła z Panormus[15] eksadra 20 punickich okrętów pod dowództwem Boodesa i zamknęła rzymskie galery w porcie. Kiedy nastał ranek, załogi rzymskich okrętów uciekły na ląd, a konsul Gnejusz Korneliusz wpadł w panikę i nie wiedział, co robić dalej. W końcu poddał się, a cała eskadra bez walki wpadła w ręce Kartagińczyków. Od tego czasu do konsula Korneliusza Scypiona przylgnął przydomek Asina, oznaczający oślicę. Nie przeszkodziło mu to jednak wrócić do Rzymu w czasie wymiany jeńców i zostać konsulem po raz drugi, w 245 r. przed Chr.

Dowództwo nad rzymską flotą i armią objął konsul Gajusz Duillius, drugi konsul roku 260 r. przed Chr. Nastąpiło to w chwili, kiedy sytuacja na Sycylii zaczęła się dla Rzymian gwałtownie pogarszać. Poza blamażem konsula Asiny, legiony poniosły dotkliwą klęskę pod Segestą, którą obległ nieprzyjaciel. Duillius wkroczył ze swoimi siłami do akcji, rozbił Punijczyków oblegających Segestę i zdobył kolejne miasto, Macellę. Zaraz potem przejął dowództwo nad nową flotą i zaatakował kartagińską eskadrę pod Mylae, koło północno-
-wschodniego brzegu Sycylii. Rzymianie całkowicie zaskoczyli przeciwnika użyciem pomostów abordażowych i rozbili jego flotę. Kartagińczycy stracili swój okręt flagowy i 30 innych jednostek, a także 10 tys. marynarzy i żołnierzy. Resztki eskadry kartagińskiej musiały się wycofać i ratować przed agresywnym rzymskim natarciem. Punijczycy musieli teraz kontratakować na lądzie, by zapobiec zajęciu północnej Sycylii przez Rzym. Punicki wódz Hamilkar zebrał spore siły i rozgromił rzymską armię pod Thermae, dotarł w okolice Kamariny i ufortyfikował Drepanę. W następnym  roku (258 przed Chr.) Rzymianie musieli sprowadzić na wyspę kolejną armię konsularną. Zdołali pokonać wroga pod Panormus i odbić z rąk Kartagińczyków kilka kolejnych miast. Sytuacja była jednak patowa. Mimo że Kartagińczycy zostali wyparci do zachodniej części Sycylii, ich flota nadal panowała na morzu i niepokoiła wybrzeże Italii, mimo porażki pod Mylae. W Rzymie senat starał się podjąć decyzję, która miałaby przełamać impas. Wysłano do boju Lucjusza Korneliusza Scypiona (rodzonego brata konsula Asiny), wraz z flotą inwazyjną i armią, przeciw kartagińskim bazom na Sardynii i Korsyce. Scypion wylądował na Korsyce pod Alerią i szybko zdobył miasto wraz z portem. Nie udało mu się jednak opanować twierdzy Olbia. Kolejny dowódca rozbił kartagińską flotę pod Sulci, ale zaraz potem Rzymianie z nieznanego powodu porzucili wszelkie przedsięwzięcia militarne na Sardynii i Korsyce. Na Sycylii Rzymianie z powodzeniem zaatakowali kartagińską flotę pod Tyndaris, a potem także na Malcie. Mimo to impas trwał nadal, a obie strony zużywały wielkie środki materialne i traciły tysiące ludzi, podtrzymując konflikt.

Wojna przeciągała się, a koszty rosły bez wyraźnych efektów dla Rzymian. Trzeba było przełamać impas, który groził całkowitym wyczerpaniem środków albo nagłym zwrotem na korzyść nieprzyjaciela. Konsulowie i senatorowie podjęli decyzję, że trzeba przenieść konflikt do północnej Afryki, w okolice Kartaginy. Był to bardzo ryzykowny plan. Kiedy pięćdziesiąt lat wcześniej (w 310 r. przed Chr.), tyran Syrakuz Agatokles wylądował ze swoją armią w Afryce, ale poniósł spektakularną klęskę. Można przypuszczać, że Punijczycy nie obawiali się kolejnej inwazji. Myśleli, że z łatwością pokonają Rzymian na morzu i nie dopuszczą do bezpośredniego ataku na swoją ojczyznę. Rzymianie przygotowali wielką flotę inwazyjną, złożoną z ponad 300 okrętów wojennych i statków transportowych, które wiozły na swoich pokładach około 140 tysięcy ludzi. Cała flota została podzielona na cztery eskadry. Ryzyko całej ekspedycji było ogromne. Gdyby kartagińskiej flocie udało się zniszczyć rzymskie eskadry, oznaczałoby to stratę nie tylko floty, ale także tysięcy legionistów i kawalerzystów. Latem 256 r. przed Chr. wyprawa ruszyła pod dowództwem dwóch konsulów: Lucjusza Manliusza Wulsona i Marka Atilliusa Regulusa, wzdłuż wschodniego, a potem południowego wybrzeża Sycylii. Właśnie tam napotkała dużą eskadrę kartagińską, którą udało się Rzymianom rozgromić koło przylądka Eknomos. Punijczycy stracili ponad 80 okrętów, a Synowie Wilczycy tylko 24, dzięki czemu mogli swobodnie popłynąć w kierunku Afryki.

Rzymianie szybko przybyli do brzegów Afryki i wylądowali w okolicy miasta Aspis, blisko przylądka Bon. Tutaj rozłożyli obóz i oblegli miasto, które prędko im uległo. Wojska kartagińskie, które stacjonowały w pobliżu na razie trzymały się od nich z daleka. Legioniści plądrowali i niszczyli okoliczny teren, rabując majątek i łapiąc ludzi, których sprzedawano potem jako niewolników. Łatwy sukces i zdobycie wielkich łupów przy minimalnym oporze ośmieliły rzymskiego konsula Regulusa do bardziej śmiałych działań. Tymczasem Kartagińczycy skrupulatnie przygotowywali się do kontrataku i wypędzenia najeźdźców ze swojej ziemi. Na wodzów wyznaczono Hazdrubala, Hamilkara i Hannona i zebrano armię, ściągając siły nawet z frontu na Sycylii. Ale Regulus pomaszerował w tym czasie na zachód. Obległ miasto Adys, rozbił kartagińską odsiecz i zdobył je. Zaraz potem Rzymianie zdobyli także miejscowość Tunes[16], z której mogli już dostrzec mury i budowle Kartaginy. Rozbili tu swój ufortyfikowany obóz i czekali na ostateczne starcie. Sytuacja Punijczyków była trudna, bo zachodnią część ich państwa najechali Numidowie, wskutek czego stolica zapełniła się głodującymi uchodźcami. W obozie Rzymian zapanowała euforia, której dał się ponieść także nierozsądny konsul Regulus. Przekonany, że ma w ręku pewne zwycięstwo postawił nieprzyjacielowi bardzo ciężkie warunki pokoju. W końcu kartagińskie arsenały, port i świątynie były już w zasięgu wzroku jego żołnierzy i oficerów. Punijczycy negocjowali długo, by zyskać na czasie. W końcu jednak odrzucili propozycje Rzymianina, które były dla nich nie do przyjęcia. W tym samym czasie wykorzystali swoje umiejętności i fundusze, by uratować miasto. Do Grecji wysłano oficerów werbunkowych, by za pieniądze kartagińskiego skarbu zwerbowali jak największą ilość najlepszych i najbardziej bitnych najemników. Oficerowie musieli mieć ze sobą sporo pieniędzy i świetne informacje, bo kiedy wrócili statkiem do kartagińskiego portu, okazało się, że przywieźli ze sobą spartanina Ksantipposa, wybitnego i doświadczonego dowódcę. Od razu zaprowadzono go do sufetów, którzy usłyszeli od niego, dlaczego armia punicka dotąd ponosiła klęski i jak można zwyciężyć Rzymian. Rządzący Kartaginą oligarchowie od razu wykorzystali spartanina do manipulacji, która miała na celu podniesienie wojennego zapału żołnierzy i mieszkańców stolicy. W mieście zaczęto rozmieszczać wieść o wielkich zdolnościach i odwadze greckiego generała. Ksantippos wyprowadził z miasta wojsko i na oczach stojących na murach mieszkańców urządził widowiskowe manewry. Rzymianie nie wiedzieli, że na czele kartagińskich wojsk stoi tak wybitny wódz, a ich morale znacznie się poprawiło. Lekkomyślny i porywczy Regulus ruszył przeciw Punijczykom i rozbił obóz naprzeciw dowodzonej przez Ksantipposa armii. Nie czekał na posiłki z Italii i zaatakował Kartagińczyków całością swoich sił. Rozegrała się krwawa bitwa, która skończyła się dla Rzymian katastrofą. Atak punickiej kawalerii i strasznych słoni bojowych, pozwolił Ksantipposowi całkowicie rozgromić legiony. Regulus i 5 tys. Rzymian dostało się do niewoli. Tylko dwóm tysiącom ludzi udało się uciec do obozu pod Aspis, gdzie gorączkowo i w wielkim strachu oczekiwali na rzymską eskadrę, która miała ich zabrać do domu. Flota rzeczywiście przypłynęła i zabrała ocalałych na pokład, ale nie dotarła do Italii, bo została zatopiono przez wielki sztorm niedaleko brzegów Sycylii. Klęska była zupełna. Po raz kolejny głupota, brawura i niekompetencja rzymskich wodzów doprowadziła Republikę do katastrofy i ogromnych strat ludzkich i materialnych.

Ale jeszcze raz zaplecze finansowe i zasoby Italii okazały się silną podporą brutalnej i zdecydowanej polityki Rzymu, która była prowadzona konsekwentnie, bez oglądania się na żadne ofiary. Okazało się, że ani niedoświadczeni marynarze, ani głupi konsulowie nie mogą zaszkodzić rydwanowi republiki, który jechał do przodu miażdżąc po drodze wszystko, co wpadło mu pod koła. Zadziwiająca jest rzymska zdolność do mobilizacji dziesiątek tysięcy żołnierzy, budowy kolejnych, liczących setki okrętów wojennych flot. Po każdej kolejnej porażce Rzymianie mogli wystawiać kolejne armie i odbudowywać eskadry floty. Polibiusz oceniał możliwości mobilizacyjne Rzymian na około 700 tys. ludzi, ale trzeba pamiętać, że nie tylko liczebność stanowi o potencjale militarnym, ale także możliwość wyposażenia, wyekwipowania i dostarczania zaopatrzenia, bez których każda armia staje się jedynie niezdyscyplinowanym i niezdolnym do skutecznego działania motłochem. Rzymskie władze prowadziły statystykę, która pomagała im określić liczbę poborowych zarówno wśród obywateli, jak i pośród sprzymierzeńców. Przeprowadzany co kilka lat cenzus pozwalał stwierdzić ilu żołnierzy można zwerbować bez szkody dla italskiej gospodarki. Żołnierze musieli się uzbroić na własny koszt. Oznaczało to zaopatrzenie się w regulaminowe części wyposażenia, które tworzyły stały zestaw. W przypadku żołnierza piechoty legionowej był to brązowy hełm, żelazna kolczuga lub prosty pancerz składający się z dwóch brązowych płyt (pectorale), tarcza, miecz, para oszczepów lub włócznia. Kiedy mobilizowano wielotysięczne armie nie mogło być mowy o samodzielnym zakupie uzbrojenia przez żołnierzy. Państwo musiało zamawiać duże partie uzbrojenia u kowali, płatnerzy, szczytników i innych wytwórców. Dostawcy musieli także wytwarzać spore ilości zapasowej broni. Jest po prostu niemożliwe, żeby w tak wielkim konflikcie jak wojny punickie wojsko było uzbrajane metodą chałupniczą. Kiedy żołnierze byli już zmobilizowani, uzbrojeni i wysłani na front, należało im na bieżąco dostarczać wszelkiego rodzaju zaopatrzenia. Legiony potrzebowały koni, wołów i mułów, oraz wozów do transportu, namiotów i materiałów do budowy obozów i instalacji oblężniczych, drewna opałowego, zapasowych ubrań dla żołnierzy, broni, narzędzi oraz rozmaitych przedmiotów codziennego użytku, a przede wszystkim wielkiej masy żywności i wody pitnej. Wszystkich tych rzeczy musieli dostarczać wodzom zakontraktowani dostawcy, a wodzowie musieli posiadać fundusze na ich opłacenie.

Armia kartagińska była profesjonalną siłą zbrojną opierającą się na najemnikach dowodzonych przez zawodowych punickich oficerów. Było to małe, całkowicie zawodowe wojsko. Jego zadaniem było zabezpieczanie interesów Kartaginy w kluczowych miejscach. Tymczasem w czasie wojen punickich to wojsko stanęło naprzeciw wielkiej armii z poboru, która samą swoją masą mogła zmiażdżyć przeciwnika. Armia Rzymu była bardzo często dowodzona źle, jej wodzowie nie posiadali ani odpowiedniego doświadczenia, ani zdolności. Dowódcy tacy, jak Scypion Asina, czy Regulus przyprawiali swój kraj o ogromne straty. Niekompetentni dowódcy zwykle nie ponosili żadnej odpowiedzialności za swoje błędy, czego dobitnie dowodzi przykład Asiny. Republikańska oligarchia potrafiła się skutecznie bronić przed ponoszeniem odpowiedzialności za swoją niekompetencję i błędy, kosztujące przecież życie tysięcy żołnierzy. W Kartaginie na takie hańbiące ekscesy nie było w ogóle miejsca. Niekompetentni dowódcy byli krzyżowani przez swoich żołnierzy albo skazywani na śmierć przez sufetów i Radę Trzystu. Armia rzymska była jak wielka, toporna maczuga, która wprawdzie nie jest zbyt wyrafinowaną bronią, ale potrafi w sprzyjających okolicznościach zadać śmiertelny cios nawet najlepiej uzbrojonemu wojownikowi i jest poza tym odporna na zniszczenie. Wojsko kartagińskie można z kolei porównać do kunsztownie wykonanego, niesamowicie ostrego miecza z najlepszej stali, który jest skuteczny tylko w rękach dobrego szermierza.

Niebawem okazało się, że rzymska maczuga osiągnęła decydującą przewagę nad kartagińskim mieczem. Rzymianie jeszcze raz zabrali się za budowę floty wojennej w liczbie 220 okrętów. Aby sfinansować to przedsięwzięcie (a w domyśle spłacić kolejne pożyczki), Rzym nałożył na mieszkańców Italii nowe podatki. Kolejne cztery legiony zostały wysłane na Sycylię pod dowództwem konsula Scypiona Asiny, którego właśnie wykupiono z niewoli. Udało mu się dzięki opłaconym zdrajcom zdobyć Cephaloedium[17], ale Punijczycy odparli go od Drepany. Rzymianin nie zraził się tą porażką i pomaszerował ze swoimi siłami pod Panormos[18], wspierany przez poruszającą się wzdłuż wybrzeża flotę. Greckie miasto zostało zablokowane od strony morza przez rzymską eskadrę. Od strony lądu legioniści wznieśli fortyfikacje oblężnicze, by nikt nie mógł się wydostać, lub przyjść miastu z odsieczą. Z pomocą greckich inżynierów Rzymianie zbudowali machiny oblężnicze, które posłużyły im do udanego szturmu na Nowe Miasto, po którym nastąpiła straszliwa rzeź mieszkańców. Stare Panormus poddało się zaraz potem, ale połowę jego mieszkańców sprzedano w niewolę. Reszta musiała zapłacić ogromny okup, by uniknąć tego strasznego losu. Terror i wymuszenia dały w końcu oczekiwany skutek i kolejne miasta północnej i zachodniej Sycylii opowiedziały się po stronie Rzymu. Odpowiedzią Kartagińczyków był niespodziewany szturm na zajęte przez Rzymian Akragas. Miasto zostało doszczętnie spalone, a punicka armia się wycofała. W odwecie rzymska flota w 253 r. przed Chr. zaatakowała Lilybaeum, jedną z głównych kartagińskich baz na wyspie, ale została odparta, doznając wielkich strat. Kolejna próba inwazji na Afrykę skończyła się dla Rzymu utratą większości posiadanych okrętów. Mimo to udało im się wydrzeć Punijczykom Wyspy Liparyjskie, z których dotąd wypływały eskadry pustoszące brzegi Italii, a także miasto Thermae[19]. Tymczasem na Sycylię dotarła z Kartaginy posiłkowa armia Hazdrubala wraz ze 140 słoniami bojowymi. Hadrubal zebrał wszystkie dostępne mu siły i uderzył na Panormus. Atak jednak nie powiódł się, a Punijczycy stracili nie tylko tysiące żołnierzy, ale także większość słoni. Niefortunnego Hazdrubala czekał zwykły los kartagińskich wodzów, którzy ponieśli klęskę. Po powrocie do Kartaginy skazano go na okrutną śmierć: wbito go na pal.

Kartagińczycy byli już bardzo wyczerpani wojną i wysłali do Rzymu posłów z propozycją zawarcia pokoju. Senat domagał się jednak od nich oddania całej Sycylii, więc negocjacje skończyły się fiaskiem. Wojnę trzeba było prowadzić dalej. Kartagińczycy skrócili front, by skuteczniej się bronić. Ściągnęli całe swoje siły do dwóch twierdz na zachodzie Sycylii: Drepany i Lilybaeum. Rzymscy konsulowie w 250 r. przed Chr. zebrali swoje siły: 40 tys. żołnierzy i 120 nowo zbudowanych okrętów i pomaszerowali na zachód Sycylii. Zaczęła się długa wojna pozycyjna, która przez 9 najbliższych lat miała się toczyć wokół punickich twierdz. Ale najpierw Rzymianie spróbowali zdobyć Lilybaeum koncentrycznym szturmem z lądu i morza. Leżąca na przylądku, dobrze umocniona i dysponująca dobrze chronionym portem twierdza nie była łatwa do zdobycia. Legiony rozłożyły się obozem u stóp twierdzy i zaczęły ją oblegać. Do murów zbliżyły się machiny i wały oblężnicze, codziennie trwała zażarta walka o fortyfikacje. Rzymianie chcieli sobie ułatwić zadanie z pomocą podstępu. Garnizon punickiego miasta stanowiło 10 tys. najemników, w połowie Celtów, a w połowie Greków. Znów okazało się, że większość Greków tak naprawdę popiera cele wojenne i politykę Rzymu. Helleńscy dowódcy zawiązali spisek, by wydać miasto w ręce Rzymian. Sprzysiężenie zostało udaremnione przez Achajczyka Aleksona, który doniósł o wszystkim Punijczykom. Zaraz potem kartagiński admirał Hannibal na czele 50 okrętów z wojskiem i zaopatrzeniem wypłynął z Drepany i przebił się bez trudu przez rzymską blokadę. Rzymianie, zupełni zaskoczeni, nie byli przygotowani na taki zuchwały manewr. Nie mieli czasu, by odpowiednio zareagować i flota Hannibala dotarła do portu w Lilybaeum wraz z 10 tys. wypoczętego i dobrze uzbrojonego wojska, a także z wieloma tonami zaopatrzenia. Flota rzymska okazała się tak słaba, że nie mogła utrzymywać skutecznej blokady punickich portów na Sycylii, do których regularnie docierały statki z Kartaginy. Szczególnie denerwował Rzymian kartagiński korsarz zwany Hannibalem Rodyjskim, który systematycznie wyprowadzał w pole ścigające go rzymskie okręty i nic sobie nie robił z blokady. Jego załoga dokonywała cudów zwrotności i szybkości na oczach bezradnych Kwirytów. Wszystkie te zdarzenia podniosły morale kartagińskiej armii, która skutecznie odpierała ataki nieprzyjaciela. Udało się jej spalić rzymskie wieże i umocnienia oblężnicze pod Lilybaeum. Ogień strawił kilkumiesięczna pracę Rzymian i greckich inżynierów. Punicka kawaleria atakowała każdy rzymski transport zaopatrzenia na stałym lądzie. Sytuacja stała się po raz kolejny krytyczna dla Rzymian. Można ją opisać polskim przysłowiem: „Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”.

Aby przełamać złą passę na froncie Rzymianie znów podjęli decyzję o zaatakowaniu Kartagińczyków na morzu. Decyzję chybioną i katastrofalną, jak miało się niebawem okazać. Na Sycylię ściągnięto 10 tys. marynarzy z Italii i 120 okrętów wojennych. Dowództwo nad tymi siłami objął konsul Publiusz Klaudiusz Pulcher. Niestety rzymski wywiad zawiódł i konsul nie dowiedział się, że do Drepany wpłynęła nowa punicka flota w liczbie 100 galer. Klaudiusz Pulcher chciał zaskoczyć wrogą flotę stojąca na kotwicy. Podobno przed samym starciem konsul z gniewem odrzucił złe omeny wieszczone mu przez kapłanów, którzy zajmowali się wróżeniem na podstawie zachowania poświęconych ptaków. Klaudiusz kazał wyrzucić ptaki do morza i wydał rozkaz do ataku na port w Drepanie. Tam zaskoczyła go flota admirała Adherbala, która dobrze opanowała taktykę abordażu i nauczyła się nowych manewrów. Rzymianie zostali przyparci do brzegu, a Kartagińczycy zdobyli 93 nieprzyjacielskie okręty. Rzymski dowódca zdołał uciec z resztką swojej eskadry. Kiedy wrócił do Rzymu, rozwścieczeni klęską senatorowie postawili mu zarzut zdrady państwa, która zwykle była karana śmiercią. Mimo to, Klaudiusz Pulcher, jak wszyscy niekompetentni rzymscy dowódcy, zdołał się wywinąć od odpowiedzialności. Dzięki swoim kontaktom i powiązaniom uniknął śledztwa w sprawie zdrady stanu, a kiedy później usiłowano mu postawić inny, mniejszy zarzut, uratował się zapłaceniem grzywny.

Nie był to koniec niepowodzeń, które na tym etapie wojny spotkały Rzymian. Kiedy wysłali na Sycylię wielką flotę zaopatrzeniową liczącą 800 statków transportowych i 120 galer wojennych, konsul Pullus, który dowodził całą tą armadą podzielił ją na dwie części. Był to tragiczny błąd. Pierwszy konwój składający się z 500 transportowców i niewielkiej eskorty został zatopiony przez punicką eskadrę koło południowego wybrzeża Sycylii. Druga eskadra, płynąca pod dowództwem Pullusa, została zaatakowana pod Kamariną, ale mimo sporych strat zdołała umknąć. Niestety, sztorm zepchnął ją na skały i w ten sposób transport zaopatrzenia dla legionów walczących pod Drepaną i Lilybaeum poszedł na dno. Sam konsul Pullus zdołał z garstką legionistów i marynarzy dotrzeć do głównych sił rzymskich. Nie zrażając się potworną porażką na morzu, zebrał ocalałych rozbitków i część wojska walczącego pod Drepanum i ruszył do ataku na umocnioną przez Kartagińczyków górę Eryx. Na górze znajdowało się miasto i sławna świątynia bogini Astarte/Afrodyty. Atak z zaskoczenia powiódł się nadspodziewanie dobrze. Punicki garnizon został pobity i wyparty z miasta i świątyni. Dzięki temu śmiałemu wypadowi Rzymianie odcięli Drepanę od dróg, którymi dostarczano zaopatrzenie i zyskali idealny punkt obserwacyjny, z którego mogli widzieć punickie linie obronne. Konsul Pullus przynajmniej częściowo zdołał zmazać hańbę związaną z utratą całej floty. Ale jego dalsze losy są żywym obrazem stosunków wśród politycznej śmietanki rzymskiej republiki. W czasie jednego z kolejnych starć konsul dostał się do niewoli i kilka lat przebywał w Kartaginie. Po wymianie jeńców wrócił do Rzymu i został oskarżony o lekceważenie rytuałów religijnych. Zrozpaczony Pullus popełnił samobójstwo. Właśnie tak Republika rozprawiała się z wodzami, którzy mimo porażek starali się skutecznie walczyć z wrogiem.

Na przełomie 249 i 248 r. przed Chr. na froncie sycylijskim zapanował impas przypominający ostatnie lata I wojny światowej. Obydwie strony konfliktu były skrajnie wyczerpane. Kartagińczycy musieli prowadzić w Afryce walki z Numidami, którzy najeżdżali jej posiadłości. Spora część floty stała na kotwicy w kartagińskim porcie, a wojsko było zaangażowane w walki przeciw Numidom i nie mogło być wysłane na Sycylię. Rzym również przeżywał kryzys. Senatorowie i konsulowie po porównaniu aktualnych statystyk cenzusowych z danymi sprzed wojny uświadomili sobie, że baza rekrutacyjna Republiki topnieje w zastraszającym tempie. Liczba obywateli zdolnych do służby wojskowej drastycznie się zmniejszała, głównie z powodu strat wojennych. Głupota i brawura dowodzących na froncie konsulów kosztowała Rzym życie dziesiątek tysięcy żołnierzy. Kasa państwowa była pusta, a kredyt na jakiś czas się skończył, bo senat musiał zaniechać budowy nowej floty wojennej.

W Kartaginie narastał spór pomiędzy stronnictwem właścicieli ziemskich z Hannonem Wielkim na czele a frakcją kupców. Kiedy Hannon odniósł nad numidyjskimi najeźdźcami zwycięstwo pod Teveste i wziął do niewoli 3 tys. jeńców, z Sycylii odwołano Adherbala i Kartalona, zdolnych wodzów, którzy z powodzeniem bronili punickich posiadłości. Ziemianie nie chcieli kontynuowania wojny, która przyniosła Kartaginie wielkie straty materialne i ludzkie. Kasa była pusta, a armię składającą się z najemników trzeba było przecież opłacać. Co gorsza, poselstwo wysłane do króla Egiptu z zamiarem zaciągnięcia pożyczki wróciło z niczym. Król Ptolemeusz odmówił Kartagińczykom kredytu i to powołując się na przyjaźń z Rzymianami. Oznacza to, że dyplomacja rzymska działała dobrze i mogła udaremniać wszelkie układy Kartaginy z jej niedawnymi sprzymierzeńcami. Być może zadziałały także zakulisowe kontakty poprzez finansistów, którzy popierali sprawę zwycięstwa Rzymu i udzielili mu kredytu. Partia kupców i wytwórców chciała mimo to kontynuować ekspansję i rozbudowę kartagińskiego imperium handlowego. Jednym z jej przywódców był Hamilkar Barkas, ojciec słynnego Hannibala i jeden z najzdolniejszych punickich dowódców. Jego rodzina posiadała majątki z dala od Kartaginy i silnie wspierała ekspansję opartą na żegludze i handlu. Handlowi imperialiści zdawali sobie sprawę, że utrata Sycylii będzie początkiem upadku panowania Kartaginy nad zachodnią częścią Morza Śródziemnego. Dlatego właśnie Hamilkar w 247 roku przed Chr. trafił na Sycylię i objął dowództwo nad siłami punickimi, by uratować sytuację i zmusić Rzymian do ustąpienia z wyspy, albo przynajmniej do rokowań pokojowych.

Przybycie Hamilkara Barkasa na Sycylię diametralnie zmieniło sytuację na froncie. Najpierw kartagińskie eskadry zaatakowały wybrzeża południowej Italii, pustosząc Lukanię i Bruttium. Wojsko Hamilkara desantowało się pod Panormus, budując bazę na pobliskiej górze Hikerte i przystań dla okrętów. Stąd przez trzy lata Hamilkar nękał Rzymian prowadząc wojnę partyzancką. Przecinał szlaki komunikacyjne, rabował zaopatrzenie, niszczył izolowane oddziały i nękał pirackimi napadami brzegi Italii. W 244 r. przed Chr. ruszył ze swojej bazy na zachód i pojawił się z wojskiem koło Drepany. Z zaskoczenia zdobył miasto i część góry Eryx. Rzymianie utrzymali jednak pozycję wokół świątyni Asztarte na szczycie Eryxu i odtąd wzniesienie stało się częścią linii frontu. Hamilkar umocnił pozycję swoich wojsk pomiędzy obozem wojsk rzymskich położonym u podnóża góry a zajmowaną przez Rzymian świątynią na szczycie. Pomiędzy tymi pozycjami cały czas toczyły się krwawe walki. W tym samym czasie, 20 kilometrów na południe, Rzymianie bezskutecznie oblegali Lilybaeum. Wydawało się, że wyczerpana wojną Republika przystąpi do rokowań albo wycofa się z Sycylii. Ale sprawy miały się potoczyć zupełnie inaczej.

Rzymianie zrozumieli, że muszą się zdobyć na ostatni, krańcowo trudny wysiłek, by zakończyć wojnę. Musieli jeszcze raz zbudować flotę. Ale skarb państwowy świecił pustkami, a możliwości uzyskania kredytu były bardzo iluzoryczne. Znów pierwszoplanową rolę odegrały zakulisowe kontakty konsulów i senatorów: „ (…) Przedsięwzięcie to było po większej części rozpaczliwą walką. Albowiem środków pieniężnych do tego celu nie było w kasie państwowej; lecz wskutek ofiarności dla państwa i szlachetności wpływowych mężów znalazło się jeszcze tyle, żeby rzecz uskutecznić. Oto w miarę swej zamożności podjęli się już to poszczególni, już to po dwóch i trzech dostawić jeden uzbrojony pięciorzędowiec pod tym warunkiem, że koszty będą im zwrócone, gdy sprawy pójdą pomyślnie (…)”[20]. Senat po prostu poprosił o pożyczkę na budowę okrętów ludzi, którzy dysponowali kapitałem i mogli sfinansować budowę floty. Kim byli ci „wpływowi mężowie”, o których wspomina Polibiusz? Należy ich szukać w kręgu bankierów, właścicieli stoczni i armatorów, skoro byli w stanie nie tylko wyłożyć pieniądze, ale i dostarczyć w krótkim czasie 200 okrętów wojennych. Aby flota była skuteczna, znów skorzystano z kradzieży technologii. Galery zbudowano wzorując się na przechwyconym przez Rzymian szybkim i zwrotnym okręcie Hannibala Rodyjskiego. Teraz Rzymianie mieli już eskadry dorównujące kartagińskim pod każdym możliwym względem. Na czele sił morskich senat postawił konsula Lucjusza Lutacjusza, który szybko przybył na Sycylię i zajął niebroniony port Drepanę, zacieśniając oblężenie wokół miasta, które teraz ostrzeliwały rzymskie katapulty. Przez cały czas załogi okrętów odbywały forsowne ćwiczenia, by przygotować się do ostatecznego starcia. Na wiosnę 241 roku przed Chr. Kartagińczycy wysłali w kierunku Sycylii flotę liczącą 170 jednostek. Kiedy Lutacjusz dowiedział się o tym, błyskawicznie wypłynął z Drepanum i zdołał dopędzić punicką eskadrę koło Wysp Egackich. Błyskawiczny atak na zupełnie nieprzygotowanych do walki Punijczyków przyniósł konsulowi łatwe zwycięstwo. Konsul zdobył lub zatopił większość okrętów wroga i wziął do niewoli 10 tys. marynarzy. Klęska Kartaginy była straszna. Punijczycy stracili ostatnie aktywa i nie byli zdolni do kontynuowania wojny. Kartagiński admirał został rzecz jasna ukrzyżowany po powrocie do domu, ale nie mogło to już w niczym poprawić sytuacji pokonanego państwa. Kartagińczycy zaczęli rokowania pokojowe z Rzymem. W czasie negocjacji zgodzili się na ewakuację swoich wojsk z Sycylii i oddanie jej Rzymianom wraz z przyległymi wysepkami, uwolnienie jeńców bez okupu, zakaz niepokojenia Syrakuz oraz wypłacenie okupu w wysokości 2200 talentów srebra[21]. Później senat w Rzymie zaostrzył te warunki dodając do kwoty reparacji jeszcze 1000 talentów i wymagając od Kartaginy przyrzeczenia, że nie będzie atakować rzymskich sprzymierzeńców. Ustalono, że (…) żadne państwo nie może na obszarze drugiego nakazywać jakichś danin ani wznosić budynków publicznych, ani werbować najemników, ani przyjmować do swej przyjaźni sprzymierzeńców innego państwa (…). Punijczycy przystali także i na te wymagania. Kontrybucja miała być spłacona w ciągu 10 lat. Kartagina została uziemiona przez Rzymian i jedynie z wielką trudnością mogła prowadzić samodzielną politykę. Rzymianie stali się pierwszą potęgą zachodniego Śródziemnomorza, mimo że byli skrajnie wyczerpani wysiłkiem wojennym. Ani „zdolności” rzymskich wodzów, ani „dzielność” żołnierzy znad Tybru nie doprowadziły do zwycięstwa w tej wojnie. Konsulowie, z małymi wyjątkami, wykazali się katastrofalną głupotą i brakiem umiejętności, co kosztowało Rzym utratę dziesiątków tysięcy młodych ludzi i ogromnych funduszy. Wojsko walczyło wytrwale, ale nie udało mu się zdobyć w walce najważniejszych kartagińskich twierdz, ani pokonać niezwyciężonego Hamilkara Barkasa. Przewaga Rzymian cały czas wisiała na włosku i gdyby Punijczycy działali z większym zdecydowaniem, udałoby im się wyprzeć najeźdźców z Sycylii. Pod koniec wojny potencjał ludzki i ekonomiczny Rzymu był na wyczerpaniu. Tylko zasoby finansowe, czyli dostępność kredytu zdecydowały o tym, że Rzymianie byli w stanie wystawiać kolejne armie i floty, wytrzymując dwadzieścia trzy lata wyczerpującego konfliktu. Najlepiej widać ten fakt w przypadku wystawienia przez Rzym ostatniej floty w tej wojnie. Ani poświęcenie żołnierzy, ani odwaga czy śmiałość dowódców nie zapewniły Republice zwycięstwa. To pieniądz i kredyt zadecydowały o wyniku wojny.

 

[1] Massalia (dziś. Marsylia) została założona w  600 roku przed Chr. przez greckich kolonistów z miasta Fokaja w Azji Mniejszej.

[2] Granatowiec właściwy, Punica granatum, niskie drzewo lub krzew z rodziny granatowcowatych, rodzący owoce granatu.

[3] W okolicy Motya i Lilibaeum chcieli się osiedlić Grecy z wyspy Knidos, a w Trypolitanii chciał założyć osadę spartański książę Dorieus.

[4] Było to właściwie wspólne zwycięstwo floty kartagińskiej i etruskiej.

[5] Appian z Aleksandrii

[6] Polibiusz Dzieje, XVIII, 35, 9.

[7] QRTHDST = Kart Hadaszt  =  Nowe Miasto = Kartagina.

[8] Były wśród nich przede wszystkim miasta leżące na wybrzeżu lub w jego bezpośredniej bliskości: Ardea, Antium, Circei, Terracina, Laurentum.

[9] Dziś Messina na Sycylii.

[10] Dziś Agrigento na Sycylii.

[11] W 1969 r. w okolicach Marsali na Sycylii archeolodzy odkryli pozostałości kadłuba starożytnego okrętu wojennego datowanego na 235 r. przed Chr. Na poszyciu kadłuba odkryto inskrypcje w języku punickim. Poszczególne drewniane elementy statku były ponumerowane. Można było cały statek rozłożyć na części i złożyć na powrót.

[12] Pisze o tym Tytus Liwiusz (Ab urbe condita IX, 40, 16).

[13] argentarii – dosłownie srebrnicy, ludzie obracający srebrem, określenie łacińskie oznaczające bankierów, przyjmujących depozyty i udzielających kredytu, a także wymieniających walutę i pełniących funkcję probierców. 

[14] Pierwsze takie monety zostały wybite w 267 r. przed Chr. i były poprzednikami denara.

[15] Dziś Palermo na Sycylii.

[16] Dziś Tunis, stolica Tunezji.

[17] Dziś Cefalu na Sycylii.

[18] Dziś Palermo.

[19] Dziś Termini Imerese na Sycylii, koło Palermo.

[20] Polibiusz, Dzieje I, 59.

[21] Czyli 66 ton srebra.

Literatura i źródła

Tytus Liwiusz Patawinus, Dzieje Rzymu od założenia miasta, tłum. A. Kościółek, Wrocław 1976-1982.

Polibiusz z Megalopolis, Dzieje, t. 1 i 2, Wrocław 2005

Plutarch z Cheronei, Żywoty sławnych mężów, tłum. M. Brożek, Wrocław 1955.

J. Heurgon, Rzym i świat śródziemnomorski do wojen punickich, Warszawa 1973.

The Cambridge Ancient History, vol. 7/2, The Rise of Rome to 220 BC, , red. F. W. Walbank, A. E. Astin, M. W. Frederiksen, R. M. Ogilvie, Cambridge 1989.

The Cambridge Ancient History, vol. 8/2, Rome and the Mediterranean to 133 BC, red. A. E. Astin , F. W. Walbank , M. W. Frederiksen , R. M. Ogilvie.

D. Hoyos, A Companion to the Punic Wars, Chichester 2011.

P. Kay, Rome's economic revolution, Oxford 2016.

P. Connolly, Greece and Rome at War, London 1998.

Ziółkowski, Historia Rzymu, Poznań 2005.

Stary Świat około 300 lat przed Chr.

Rzym i Kartagina u progu III wojny punickiej

Rekonstrukcja centrum i portu starożytnej Kartaginy

Rekonstrukcja portu wojennego starożytnej Kartaginy

Ruiny starożytnej Kartaginy

Punicka Kartagina, rekonstrukcja

Gaj oliwny w Tunezji, dawne terytorium Kartaginy

Tereny rolnicze w Tunezji, dawne terytorium Kartaginy

Złoty Kartagiński szekel, 300 r. przed Chr.

Amfora kartagińska, III w. przed Chr.

Rekonstrukcja mieszkańca Kartaginy

Tofet w Kartaginie, gdzie mieszkańcy składali dzieci w ofierze

Stela z przedstawieniem bóstwa z Kartaginy

Kartagiński naszyjnik z paciorków szklanych

Podbój Italii przez Republikę Rzymską

Przekształcenia krajobrazu Italii na skutek rzymskiej kolonizacji (rekonstrukcja)

Sarkofag konsula Lucjusza Korneliusza Scypiona Barbatusa (ok. 280 przed Chr.)

Centrum Rzymu w V w. przed Chr.

Amfory grecko-italskie, IV-III w. przed Chr.

Rolniczy krajobraz Italii

Najważniejsze działania zbrojne w I wojnie punickiej

Rzymscy żołnierze z czasów wojen punickich

Rzymska trirema z czasów wojen punickich

Wojska Kartaginy, rekonstrukcja

Pozostałości punickiego okrętu wojennego odkryte w Marsali na Sycylii

Rekonstrukcje kartagińskich okrętów wojennych

Mapa starożytnej Sycylii

Góra Eryx

Motya widoczna z Morza

Ruiny starożytnego Akragas

Bitwa morska w czasie I wojny punickiej (rekonstrukcje)

Dwuszekel Hamilkara Barkasa, 237 przed Chr.

Inskrypcja z listą rzymskich tryumfatorów

Oblężenie Lilybaeum, mapa

Rzymskie ciężkie monety brązowe typu aes grave z III w. przed Chr.

Srebrna rzymska didrachma z 281 r. przed Chr.

Rzymska srebrna moneta bita w Neapolis, 269 rok przed Chr.

Przekrój kwinkweremy, rzymskiego okrętu wojennego

Abordaż za pomocą corvusa

Bitwa morska w czasie I wojny punickiej, rekonstrukcja

Cieśnina Messyńska widziana ze statku kosmicznego

Główny teatr I wojny punickiej widziany z kosmosu

Szekel kartagiński z czasów I wojny punickiej

Brązowy taran okrętu wojennego wydobyty z morza koło Wysp Egadzkich

Brązowa moneta Mamertynów bita w Messanie

Sycylia u progu I wojny punickiej

Cegła z Katanii ze stemplem Mamertynów

Kolekcja monet celtyckich z Nowej Cerekwi (woj. opolskie), prawdopodobnie jednego z wielu centrów werbunku najemników w czasie wojen punickich w Europie

Wojownicy celtyccyWojownicy iberyjscy



tagi: starożytność  gospodarka  historia świata  republika rzymska  pierwsza wojna punicka  kartagina 

Stalagmit
31 sierpnia 2018 18:53
27     2089    17 zaloguj sie by polubić
komentarze:
pink-panther @Stalagmit
31 sierpnia 2018 20:42

Absolutnie genialna notka. Nie wiem, co bardziej fascynujące. Czy traktaty punicko- rzymskie, czy powstanie tajnej organizacji plebejuszy w starożytnym Rzymie i generalnie istota długofalowej polityki podboju rzymskiego (zakaz traktatów między państwami między sobą).
A najlepsze zdanie w porywie geniuszu chyba to takie: "...Poczuli słodki i zwodniczy smak łupów, władzy i rozkazywania pokonanym...".  To naprawdę zdanie godne wykucia w jakimś kamieniu. 
Brawo i serdecznie dziękuję. Książka jest już nieunikniona z takim talentem łączenia faktów i wspaniałym lekkim gawędziarstwem.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @pink-panther 31 sierpnia 2018 20:42
31 sierpnia 2018 21:06

Dziękuję uprzejmie. To taki mały elementarz starożytnej polityki. Warto te sprawy znać, choćby dlatego, że na Rzymie wzorowały się kolejne imperia. To historia podbojuv najważniejszych ośrodków ówczesnego świata. Kolejna część już wkrótce.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @Stalagmit 31 sierpnia 2018 21:06
31 sierpnia 2018 21:17

No właśnie. Bardzo zaciekawiła mnie informacja o tym, że Brytyjczycy w swojej propagandzie sugerowali, że wydarzenia w Rzymie starożytnym to była sekwencja przypadkowych zdarzeń. Jeśli dobrze zrozumiałam. A tymczasem ciągle i ciągle w kolejnych wiekach mamy powtórki z historii.
Bardzo się cieszę na następne odcinki tej pasjonującej historii. Serdecznie pozdrawiam.

zaloguj się by móc komentować

wierzacy-sceptyk @Stalagmit
31 sierpnia 2018 21:18

Pewnie że książka jest konieczna

A jeszcze jakby wpleść w to fabułę to byłaby wręcz saga

Ale to dużo więcej pracy

zaloguj się by móc komentować

wierzacy-sceptyk @Stalagmit
31 sierpnia 2018 21:28

A to że w Kartaginie składano ofiary z dzieci, o ile pamiętam z pierworodnych, nie miało wpływu na postrzeganie Kartaginy przez innych?

A może to była tylko propaganda?

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @pink-panther 31 sierpnia 2018 21:17
31 sierpnia 2018 21:29

Anglicy tak właśnie piszą o ekspansji Rzymu, prawdopodobnie po to, by podkreślic, ze ich własne imperium rzekomo powstało przez przypadek. Ale nie sposób zbudować imperium nie chcąc tego, więc trzeba raczej sądzić, że zarówno Rzymianie, jak i Anglicy całkowicie świadomie chcieli podbić i eksploatować inne kraje. 

Również serdecznie pozdrawiam

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @wierzacy-sceptyk 31 sierpnia 2018 21:18
31 sierpnia 2018 21:30

Dziękuję bardzo. To część pracy, która właśnie wre.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @wierzacy-sceptyk 31 sierpnia 2018 21:28
31 sierpnia 2018 21:33

Rzymianie tak samo składali ofiary z ludzi, o czym napiszę już w następnym odcinku. A z Kartagińczykamito prawda, ostatnie badania szczątków ludzkich z kartagińskiego tofetu wykazały, że oni naprawdę składali ofiary z dzieci. 

http://www.ox.ac.uk/news/2014-01-23-ancient-carthaginians-really-did-sacrifice-their-children

zaloguj się by móc komentować

wierzacy-sceptyk @Stalagmit
31 sierpnia 2018 22:12

Ifigenia, u greków, a jak miała na imię ofiara z córki w Izraelu nie pamiętam, chociaż czytałem o tym powieść

zaloguj się by móc komentować

Rybak @Stalagmit
31 sierpnia 2018 22:30

Ale jak to Porsena usunął Tarkwiniusza? Zawsze sądziłem, że chciał go przywrócić. Gdzie można zapoznać się ze szczegółami tej wersji? Tekst oczywiście fantastyczny. Masa widzy do przetrawienia. 

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @wierzacy-sceptyk 31 sierpnia 2018 22:12
1 września 2018 09:38

W starożytnym Izraelu wielu mieszkańców nie słuchało proroków i po prostu zamiast Boga Jedynego czciło obce bóstwa. Jefte, sędzia Izraela występujący w Księdze Sędziów (Sdz 11) miał złożyć w ofierze swoją córkę, ale często jest ten fakt interpretowany jako ofiarowanie jej na wyłączność Bogu (np. nie mogła wyjść za mąż), a nie zabicie na ołtarzu ofiarnym. Nie jest znane jej imię. Pod wpływem Kananejczyków i Fenicjan Izraelici składali ofiary z dzieci bożkowi Molochowi (bądź według alternatywnej wersji składali z dzieci ofiary określane terminem molek/melek). Nie ulega wątpliwości, że to czynili, a król Jozjasz, który w VII w. przed Chr. powrócił do kultu Boga, w ramach reformy religijne zniszczył Tofet w dolinie Hinnon pod Jerozolimą, gdzie uprzednio składano ofiary z ludzi. Zwraca uwagę, że nazwa miejsca składania takich ofiar w Judei i w Kartaginie jest identyczna, więc zapewne w obydwu miejscach tak samo składano ofiary z dzieci.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Rybak 31 sierpnia 2018 22:30
1 września 2018 09:52

Dziękuję uprzejmie. Przekaz Liwiusza o wygnaniu przez patrycjuszy ostatniego króla jest oczywistą fabrykacją, która miała zatuszować fakt, że etruski kondotier zdobył Rzym i narzucił mu twarde warunki pokoju, o czym mówią źródła (Pliniusz Starszy, Historia Naturalna XXXIV, 139 ; Tacyt, Dzieje III, 72). Natomiast według Liwiusza Porsenna miał przybyć pod Rzym, by przywrócić Tarkwiniusza na tron i nagle się zreflektował i pomógł jego przeciwnikom. Jest to wersja nieprawdziwa i propagandowa. Tak naprawdę Lars Porsenna przybył pod Rzym z wojskiem, by samemu przejąć kontrolę nad miastem i istotnie na jakiś czas mu się to udało. Szczegóły tej wersji zawarte są w książce A. Ziółkowski, Historia Rzymu, Poznań 2005, str. 87-89.

zaloguj się by móc komentować

Nova @Stalagmit
1 września 2018 19:39

 Rewelacyjnie Pan opisła zmagania I Wojny Punickiej. Gratulacje. Co Pan na to, żepod koniec wojny Rzym własne zasoby finansowe miał wyczerpane i kredyt finansowy mógł pochodzić z zewnętrznego wsparcia/banku? Np. przez kogoś kto chciał na morzu Śródziemnym stworzyć jednolity rynek obstawiając Rzym. Jakie jet zdanie Pańskie  w tej kwestii? Czy mogli to być np. bankierzy Żydowscy w Egipcie? Tak sobie gdybam. Pozostaje z szacunkiem. 

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Nova 1 września 2018 19:39
1 września 2018 23:53

Dziękuję bardzo. Pytanie generalnie idzie w dobrą stronę. Odpowiedź znajdzie się w kolejnych notkach. Nie uprzedzajmy faktów, jak mawiał pewien znany dziennikarz :)

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @wierzacy-sceptyk 31 sierpnia 2018 21:28
2 września 2018 14:15

ówczesny  świat pogański  dość powszechnie składał ofiary z dzieci

zaloguj się by móc komentować

Aquilamagna @Stalagmit
2 września 2018 19:24

Jak zwykle nie znajduję słów, aby wyrazić, jak uwielbiam czytać te historie...

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Aquilamagna 2 września 2018 19:24
2 września 2018 19:39

Bardzo dziękuję, cieszę się.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @Stalagmit
2 września 2018 20:03

Dzięki za kolejny wspaniały tekst, to jest to co lubię - krok po kroku bez zbędnych zawiłości opisane jak wszystko po kolei się odbywało, od razu wiadomo co i jak i te odnośniki w tekście, które można kliknąć, a następnie wrócić z powrotem do czytania bardzo ułatwiają, szczególnie te nazwy miejscowości jakie były wtedy, a teraz, nawet bez mapy jest łatwo sobie wyobrazić wszystko.

Niedawno pan Marek w komentarzu pod jednym z tekstów na SN napomknął żeby nie traktować zbytnio Imperium rzymskiego jako zwartego monolitu, bo trzeba zauważyć, że np. wschodnia część cesarstwa ze stolicą w Konstantynopolu przetrwała jako państwo znacznie dłużej niż zachodnie cesarstwo.
Uważam, że w Twoim tekście ładnie jest pokazane, że doktryna imperialna nie jest ściśle połączona z jednym państwem, a jest czymś w rodzaju emanacji różnych wpływów(dziesiątki różnych zmiennych i wektorów w światowej polityce i gospodarce)  dążących do opanowania kolejnych części świata, w tym przypadku greccy bankierzy, którzy wyhodowali wściekłego psa w postaci Rzymu, aby użyć ich jako broni przeciwko tym którzy stali im na przeszkodzie, w dodatku broni która potem wymknęła im się z rąk, grecy nawet przekazali im swoje bóstwa. Jestem ciekawy, czy tego mitu założycielskiego o wilczycy karmiącej dwóch braci też nie podsunęli im mocodawcy jeszcze dużo wcześniej kiedy Rzym był nic nie znaczącym regionem. Dziwna koincydencja z londyńskim City, które ukuło mit arturiański i wyznaczyło nawet ziemie do których rzekomo miała prawo Korona brytyjska którą wykreowali. Może to moja nadinterpretacja, ale tak się to jakoś układa.

"Kartaginą rządziła oligarchiczna klika składająca się z kupców, armatorów i właścicieli ziemskich. To ona podejmowała wszelkie polityczne i gospodarcze decyzje determinujące dalsze losy rozwijającego się imperium."

To jest z kolei ustrój bardzo podobny do tego w Zjednoczonych Prowincjach holenderskich.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Kuldahrus 2 września 2018 20:03
2 września 2018 21:30

Dziękuję serdecznie. Imperium rzymskie na pewno nie było nienaruszalnym monolitem, co starałem się udowodnić w kilku poprzdnich notkach o o tym, że imperium nie jest tym, czym się na pierwszy rzut oka wydaje. Cesarstwo dzieliła mniej więcej w połowie linia odgraniczająca obszar dominacji łaciny od terenów gdzie królowała greka. Zwłaszcza na Bliskim Wschodzie działały siły polityczne (miasta, państewka świątynnne, potężne rody), które nie mogły być do końca zneutralizowane. Szczególnie mocno ten fakt ujawnił się w czasie kryzysu III wieku, kiedy zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie powstały niezależne byty polityczne w Imperium. A w samej Italii, w armi i na dworze cesarskim cały czas działały walczące ze sobą rozmaite frakcje i koterie, mające różne ciekawe powiązania organizacyjne i finansowe. Doktryna imperialna jest narzędziem dominacji politycznej i ekonomicznej, a ci którzy przyczynili się do powstania Imperium Rzymskiego chcieli zapewne stworzyć jeden wielki obsza gospodarczy wokół Morza Śródziemnego. 

Pochodzenie legendy o Romulusie i Remusie jest niejasne. Może ona być rodzimą, italską opowieścią, ale może też być zapożyczeniem z kultury greckiej. Jednym z pierwszych, który ją zapisał, był grecki historyk Dionizjusz z Halikarnasu (I w. przed Chr.), autor dzieła o początkach i wczesnych dziejach Rzymu. To Liwiusz przepisał od niego znaną wersję tej legendy. Romulus był prawdopodobnie postacią historyczną i zapewne królem i założycielem Rzymu, ale późniejsze legendy o nim mają znaczenie jedynie propagandowe.

W Kartaginie, rządzonej w stylu fenickich miast-państw cały czas trwał konflikt między frakcjami oligarchicznymi właścicieli ziemskich i kupców. Oni rzeczywiście troche przypominają Niderlandy.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Kuldahrus 2 września 2018 20:03
2 września 2018 22:51

Języki w Imperium Rzymskim

Języki w Cesarstwie Bizantyjskim

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @Stalagmit 2 września 2018 21:30
3 września 2018 20:34

Kiedy czytałem te notki, jakoś mnie to, aż tak bardzo nie "uderzyło". Dalej wydawało mi się, że Grecy swoje, Żydzi swoje, a Rzymianie i tak decydują, bo Neron(jeśli dobrze pamiętam) przecież skazał posłów greckich na śmierć po tym jak mu wypominali sprzyjanie Żydom. Po tym tekście dopiero zrozumiałem jak to wygląda. Kredytowanie jeszcze "raczkującego" Rzymu podczas wojen punickich i wcześniej, żeby robić nim politykę i roszady na szlakach handlowych to jest czarno na białym.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Kuldahrus 3 września 2018 20:34
3 września 2018 20:41

Własnie tak. Ja bym jeszcze dodał, że tak naprawdę nie istnieje "władza bezwględnie absolutna". Zawsze są jakieś inne układy, z którymi trzeba się liczyć, inne, silne organizacje z którymi trzeba się układać i zawsze trzeba mieć na uwadze opcję, że któryś z uczestników gry zmieni diametralnie swoje postępowanie.

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @Stalagmit
3 września 2018 23:35

Jak w "264 przed Chr." cz. 1-5

Lato 264 r. przed Chr. było upalne i trudne do wytrzymania. ...

zaloguj się by móc komentować

Matka-Scypiona @Stalagmit
4 września 2018 08:01

Ach te demokracje!  Czy posyłają tysiące na śmierć czy kradną miliony i tak wierchuszka chodzi wolno. 

Fantastyczny tekst. Kilka lat temu przeczytałam Richarda Gabriela - Scypion Afrykański Starszy, gdzie autor skupil się na aspekcie wojskowym wojen między Kartagina a Rzymem, zatem dzięki Panu teraz mogę uzupełnić tę wiedzę o jej chyba ciekawsza cześć,  czyli kredyt. Czekam na kolejne notki! 

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @MarekBielany 3 września 2018 23:35
4 września 2018 15:40

Własnie, Dziękuję za wspomnienie opowiadania.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Matka-Scypiona 4 września 2018 08:01
4 września 2018 15:43

Dziękuję bardzo. Tak właśnie jest. Rzymscy oligarchowie byli tak zdeterminowani, że nie liczyli się z niczym, kiedy budowali imperium. Kolejne notki już wkrótce.

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @Stalagmit
5 września 2018 23:41

Ja to rozumiem. :)

ale dlaczego nie siódmego grudnia ?

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować