-

Stalagmit

Pierwsza wojna światowa? Konflikt Rzymu i Kartaginy cz. 2

Niespokojne międzywojnie

Pokój zawarty między Rzymem a Kartaginą w 241 r. przed Chr. nie oznaczał, że w basenie Morza Śródziemnego wygasła wojna. Przeciwnie, działania militarne wzmogły się na wszystkich frontach, a agresywne mocarstwa z zapałem powiększały swoje strefy wpływów. Zupełnie jak podczas okresu międzywojennego w XX wieku. W Kartaginie wojna tak naprawdę się nie skończyła. Do Afryki Północnej wróciły tysiące iberyjskich, celtyckich i greckich najemników, którym Hamilkar obiecał wypłatę żołdu i nagród. Przez ostatnie kilka lat walczyli na kredyt i po powrocie do Kartaginy domagali się natychmiastowej wypłaty żołdu. Założyli obóz w Sicca Veneria pod Kartaginą i czekali na decyzje, jakie podejmą sufeci i Rada Trzystu. Oczekiwanie przeciągało się ponad miarę, aż w końcu najemnicy podnieśli otwarty bunt. Odrzucili próby mediacji ze strony Hamilkara i nie przyjęli do wiadomości, że Kartagina w końcu zdecydowała się spełnić ich prośby. Co ciekawe, przywódcą buntu był niejaki Spendius, zbiegły rzymski niewolnik z Kampanii, który wraz z Libijczykiem Matonem poprowadził żołnierzy do walki przeciw swoim chlebodawcom. Spendius musiał być po prostu rzymskim sabotażystą, który na polecenie swoich mocodawców miał maksymalnie osłabić głównego przeciwnika Republiki. Zrewoltowane wojska zaopatrywali kupcy z Italii, co jest najlepszym dowodem, kto tak naprawdę był inicjatorem całego powstania. Do buntu szybko dołączyła libijska ludność Afryki, dzięki czemu rebelianci mogli rozpocząć oblężenie Utyki i Hippony. Sytuacja Kartaginy stała się krytyczna, zwłaszcza że miasto Utyka i kartagińscy najemnicy na Sardynii zaproponowali Rzymowi sojusz. Stłumienie powstania trwało trzy lata i wymagało od dowodzącego armią Kartaginy Hamilkara Barkasa stoczenia szeregu ciężkich bitew i okrutnych egzekucji buntowników. Najemnicy przez długi czas blokowali Kartaginę i zadawali wojskom Hamilkara ogromne straty. W końcu udało się rozdzielić wojska najemników na dwie części, otoczyć je, i kolejno unicestwić. Spendios został ukrzyżowany, a armia Matona otoczona pod Leptis Minor i wycięta w pień. Matona spotkał podobny los, jak jego rzymskiego kompana.

Kiedy wydawało się, że sytuacja w Kartaginie w końcu została opanowana, Rzym perfidnie wykorzystał skutki wywołanej przez siebie rewolty najemników. Na Sardynii wojsko także wypowiedziało posłuszeństwo Kartaginie. Rzymianie wysłali na wyspę legiony i oskarżyli Punijczyków o przygotowywanie wojny przeciw nim. Zagrozili wznowieniem działań militarnych. Punijczycy musieli się wycofać z zamiarów odbicia Sardynii i zapłacić 1200 talentów odszkodowania. Przy okazji Rzymianie zajęli także Korsykę, odbierając przeciwnikowi dwie najważniejsze wyspy w samym środku Morza Śródziemnego. W ten sposób odsuwali od Italii zagrożenie ze strony kartagińskiej floty, która nie mogła już operować z tak blisko położonych baz.

Ekspansja nadtybrzańskiej republiki skierowała się teraz na północ. W 237 r. przed Chr. podbito ziemie nad Zatoką Genueńską, zamieszkane przez Ligurów. Na Nizinie Padańskiej rozpoczęła się długotrwała wojna z celtyckimi plemionami Bojów i Insubrów. Był to jeden z najbardziej krwawych konfliktów, prowadzony z przeciwnikiem, którego Rzymianie rzeczywiście się obawiali. Celtowie byli wtedy potęgą militarną, a ich zbrojne drużyny budziły strach od Brytanii po Azję Mniejszą. Plemiona znad Padu zawsze mogły liczyć na pomoc innych Celtów i chętnych do walki oddziałów młodych wojowników, znanych jako gaesates, walczących wszędzie tam, gdzie pojawiła się nadzieja zdobycia łupów. Rzymianie z trudem posuwali się naprzód, odpierając zuchwałe kontrataki Celtów. W 236 r. przed Chr. tylko spór między Bojami a żądnymi łupów przybyszami zza Alp uratował Rzymian od utraty Ariminium[1]. Walki z Celtami i Ligurami przeciągały się aż do 230 r. przed Chr. Zajmowanie Sardynii także wiązało duże siły rzymskie na wyspie. Ale drapieżni Rzymianie nie zrażali się takimi trudnościami. Kiedy jeszcze trwały ciężkie boje na zachodzie, zwrócili się przeciwko pirackiemu państwu iliryjskiej królowej Teuty, położonemu na wybrzeżu Dalmacji. Ilirowie rozszerzali granice swego państwa kosztem greckich kolonii nad Adriatykiem i napadali na pływające po morzu statki handlowe. Od rzymskich handlarzy działających licznie w Ilirii spływały do senatu coraz to nowe skargi na miejscowych. Pod pretekstem obrony greckich kolonii i swoich kupców Rzym wypowiedział wojnę królowej Teucie oskarżając ją o zorganizowanie zabójstwa rzymskiego posła, który wracał z Ilirii do Rzymu. Pokonanie pirackiego państwa zajęło Rzymianom tylko dwa lata i już w 228 r. przed Chr. całe wybrzeże dzisiejszej Albanii znalazło się w ich rękach. Trzy lata później Rzym musiał skupić swoje siły, by zatrzymać zagrożenie nadchodzące z północy. Mieszkające nad Padem plemiona Bojów i Insubrów połączyły się ze zbrojnymi drużynami celtyckimi, które przybyły zza Alp. Wielka armia blondwłosych wojowników pod dowództwem Aneronesta i Konkolitanesa ruszyła znad Padu na południe i weszła do Etrurii. Ich głównym celem był Rzym. Bojowie chcieli raz na zawsze unicestwić przeciwnika, który zagradzał im drogę do podboju Italii. Ale ich zaalpejskim sprzymierzeńcom chodziło głównie o bogate łupy. Rozbieżne cele uczestników wyprawy miały się stać przyczyną jej spektakularnej klęski. Celtowie rozbili jedną z rzymskich armii i splądrowali sporo miast w Etrurii. Kiedy już chcieli się skierować na Rzym, wodzowie zaalpejskich drużyn skłonili Bojów i Insubrów do zmiany planów. Cała obciążona łupami armia miała teraz zawrócić na północ, by umieścić zdobyte dobra w bezpiecznym miejscu. Przyjęcie tego planu okazało się fatalnym błędem. Kiedy Celtowie maszerowali wzdłuż toskańskiego wybrzeża na północ, ruszyła za nimi w pościg rzymska armia konsularna. Druga armia, pośpiesznie ściągnięta z Sardynii stanęła na drodze najeźdźców w okolicach Pisy. Galowie znaleźli się pomiędzy młotem a kowadłem. Pod miejscowością Telamon[2] dwa rzymskie korpusy zbliżyły się do nich, odcinając drogi odwrotu, tak, że nie mieli wyjścia i musieli przyjąć walkę na dwa fronty. Mimo szaleńczej odwagi budzących przerażenie nagich celtyckich wojowników i brawurowych szarż galijskich rydwanów bitwa skończyła się straszliwą masakrą najeźdźców. Celtowie ulegli karnym szeregom rzymskich legionistów, wprawnie posługujących się oszczepami i krótkimi mieczami. Czterdzieści tysięcy wojowników zostało wyciętych w pień, a dziesięć tysięcy dostało się do rzymskiej niewoli. Rzymianie ruszyli za ciosem na północ i zajęli całą Nizinę Nadpadańską do 222 r. przed Chr. Zamieszkujące ją plemiona celtyckie nie stawiały zbyt silnego oporu po masakrze w Etrurii. Galowie zza Alp nie chcieli już udzielać pomocy swoim pobratymcom.

Rzym w czasach bitwy pod Telamonem nie był już tym samym miastem, które rozpoczynało pierwszą wojnę z Kartaginą. Kontrolował teraz olbrzymie terytorium, które w razie wojny mogło dać ponad 700 tysięcy rekrutów zasilających szeregi legionów. Od doliny Padu po Sycylię całe to terytorium łączył system dróg i kolonii wojskowych, zapewniający sprawne przemieszczanie się i panowanie nad całym krajem. Sam Rzym był już potężnym miastem, jedną z największych śródziemnomorskich aglomeracji, liczącą prawie 200 tysięcy mieszkańców. Było to możliwe m.in. dzięki imponującemu zespołowi akweduktów, dostarczających do miasta wodę z górskich źródeł, a także dzięki systemowi kanalizacji, odprowadzającemu nieczystości do Tybru. Miasto było otoczone murami zbudowanymi z bloków czarnego, wulkanicznego tufu, a jego główne ulice zostały niedawno wybrukowane. Na siedmiu wzgórzach wyrastały liczne wielopiętrowe domy i luksusowe rezydencje senatorów. Na Forum, w kantorach i na targowiskach płacono za towary wybitymi w Rzymie srebrnymi i brązowymi monetami. Podlegająca Rzymowi Italia była także rosnącym w siłę ośrodkiem produkcji. Na Sycylię, Sardynię, Korsykę, a także do Galii i Afryki Północnej trafiały amfory z italską oliwą i winem, naczynia kuchenne i różne wyroby rzemiosła. Rzym w czasach międzywojennych stawał się ekspandującym mocarstwem handlowym, a jak widzieliśmy wcześniej, jego kupcy zaopatrywali nawet wrogów Kartaginy w czasie wojny, jaką prowadziła z najemnikami. W 218 r. przed Chr. zgromadzenie ludowe podjęło uchwałę zakazującą senatorom i ich synom posiadania statków handlowych o ładowności większej niż 300 amfor. Rzecz jasna nie ograniczyła ona apetytów najjaśniejszego stanu na zyski z handlu morskiego. Senatorowie nadal zajmowali się ekspediowaniem towarów, tyle że przez podstawione osoby, na przykład wyzwoleńców. Wraz ze wzrostem masy towarowej rosło znaczenie pieniądza i banków. Odkąd pojawili się pierwsi greccy bankierzy przy Forum, upłynęło prawie 80 lat. Od tego czasu w Rzymie pojawiło się więcej finansistów naśladujących metody działania greckich trapezitai. Nadtybrzańska republika stała się drapieżną potęgą szukającą nowych terenów do zajęcia, nowych okazji do zainwestowania kapitałów i wyciśnięcia ze zdobyczy jak największego zysku.

Kiedy Rzymianie oczyszczali przedpole zajmując ziemie leżące dookoła Italii, Kartagińczycy także nie stali z założonymi rękami. Starali się umocnić swój wysunięty przyczółek w Hiszpanii. Działała tam rodzina Barkidów: niepokonany Hamilkar i jego syn Hannibal, przygotowywany przez ojca do wielkich zadań. Frakcja handlowych imperialistów zyskała przewagę we władzach Kartaginy i Hamilkar mógł działać w Hiszpanii z poparciem sufetów i Rady Trzystu. Zaraz po stłumieniu buntu najemników w 238 r. przed Chr. popłynął z pokaźną armią na Półwysep Iberyjski. W rękach Punijczyków znajdowało się południowe wybrzeże półwyspu od Gades i ujścia Gwadalkiwiru do Abdery. Hamilkar zabrał ze sobą całą swoją rodzinę, w tym trzech synów i zięcia. Jego celem było pomnożenie kartagińskich posiadłości o ziemie leżące w głębi lądu. Chciał rozszerzyć imperium kartagińskie i odbudować potęgę państwa z dala od zagrożenia ze strony Rzymu. Po wylądowaniu w Gades Hamilkar pomaszerował ze swoim wojskiem na północ. Zajął całą dolinę Gwadalkiwiru i bogate złoża metali góry Sierra Morena. W ciężkich bojach pokonał plemiona Iberów i sprzymierzonych z nimi mieszkańców Tartessos. Wziętych do niewoli wojowników wcielał do własnego wojska. Po opanowaniu południa Hiszpanii Hamilkar skierował swoją armię na wschód i podbił terytorium sięgające aż do okolic współczesnej Walencji i do rzeki Ebro. Do Kartaginy popłynął strumień cennych metali, przede wszystkim złota i srebra. W Hiszpanii powstała nowa armia, która była utrzymywana przez miejscową ludność. Terytorium eksploatowane przez Punijczyków poszerzyło się w znacznym stopniu, rekompensując utratę Sycylii, Sardynii i Korsyki. Punijczykom łatwiej było spłacać Rzymowi należną kontrybucję. Hamilkar prowadził umiejętną politykę, montując system sojuszy z iberyjskimi i celtyckimi plemionami. Zakładał nowe miasta na wybrzeżu. Zginął w 228 r. przed Chr. w czasie odwrotu spod obleganego miasta. Jego następcą na stanowisku wodza i wielkorządcy został zięć Hazdrubal, który kontynuował poczynania teścia. Był tak skuteczny, że wodzowie iberyjskich plemion ogłosili go strategiem, czyli naczelnym dowódcą wszystkich sił zbrojnych w Hiszpanii. Założył na wybrzeżu Nową Kartaginę[3], miasto, które stało się centrum punickiej Hiszpanii, jej głównym portem i garnizonem.

Ale rozbudowa kartagińskiego imperium na Półwyspie Iberyjskim nie uszła uwagi Rzymu. Jak zwykle pierwsze powody do niepokoju podnieśli zawzięci wrogowie Punijczyków, Grecy. Mieszkańcy Massalii, wielkiego helleńskiego portu i emporium handlowego u ujścia Rodanu, zauważyli, że granica posiadłości punickich niebezpiecznie zbliża się do ich hiszpańskich kolonii. Szlaki i placówki handlowe Massalii na wybrzeżach były poważnie zagrożone. Massalioci tracili wpływy i kontakty u iberyjskich plemion. Obywatele greckiego grodu zwrócili się do zaprzyjaźnionej Republiki Rzymskiej i zaalarmowali senat o poczynaniach domu Barkidów na zachodzie. Rzymianie ochoczo rzucili się do obrony interesów swoich greckich sprzymierzeńców. Działania Kartagińczyków potraktowali jako przygotowywanie agresji. Wysłali w 231 r. przed Chr. poselstwo do Hamilkara, który odpierał wszelkie napastliwe zarzuty, tłumacząc się, że podbija Iberię po to, by Kartagina mogła spłacić Rzymianom nałożone po I wojnie punickiej reparacje wojenne. Posłowie wrócili do Rzymu z niczym, a Punijczycy dostali jeszcze kilka lat spokoju, by budować swoje imperium. Historycy do dziś nie są zgodni, czy Kartagińczycy rzeczywiście budowali w Hiszpanii bazę wypadową do ataku na Italię, czy też po prostu próbowali zrekompensować sobie serię klęsk, która ich spotkała. Jeśli nawet Barkidzi nie budowali przyczółka do przyszłej ofensywy, to dla Rzymu prawda nie miała żadnego znaczenia. Liczył się jedynie pretekst do dalszej niepowstrzymanej ekspansji.

W Hiszpanii rządził i dowodził armią najstarszy syn Hamilkara, Hannibal. Tak samo jak jego ojciec prowadził politykę ekspansji. Stała za nim ta sama „komercyjna” frakcja, która wyniosła do wysokich godności Hamilkara. Hannibal uczył się u boku ojca nie tylko sztuki wojennej, ale i tajników prowadzenia skutecznej polityki. Opowiadał potem, że jako chłopiec na żądanie ojca złożył w świątyni Baala przysięgę, że nigdy nie zostanie przyjacielem Rzymian. Rodzina Barkidów i stojący za nią wpływowi i bogaci kupcy puniccy, chcieli ostatecznie pokonać nadtybrzańską republikę. Ojciec Hannibala, a zapewne także i on sam, uważał, że w czasie I wojny punickiej Kartagina za wcześnie dała za wygraną i wskutek tego straciła Sycylię. Przecież w chwili kapitulacji kartagińskie załogi dzielnie trzymały twierdze na zachodzie wyspy, a przysparzająca Rzymianom kłopotów armia Hamilkara pozostała niepokonana. Barkas poradził sobie nawet ze sprowokowanym przez agenturalne działania Rzymian powstaniem najemników, co dobitnie dowodziło, że Punijczycy są zdolni do skutecznej walki. Synowie Wilczycy wiele razy udowadniali swoją złą wolę, zwłaszcza wtedy, kiedy podstępem zajęli Korsykę i Sardynię. Hamilkar zbudował w Hiszpanii wielką armię z solidnym zapleczem finansowym i materiałowym. Teraz jego syn musiał ją dobrze wykorzystać i zrealizować plan, który opracował Barkas.

 

Wojna totalna

Kiedy Rzym uporał się już z Celtami i iliryjskimi piratami, mógł powrócić do realizacji szerzej zakrojonych planów imperialnych. Wojna z Kartaginą była właściwie pewna od chwili, kiedy została spłacona ostatnia rata kontrybucji za pierwszą wojnę punicką. Rzymianie chcieli przyspieszyć bieg wydarzeń i zapobiec takiej sytuacji, że Hannibal zmontowałby w Hiszpanii siły zbrojne, z którymi nie mogliby sobie już poradzić. Rzymski wywiad na Półwyspie Iberyjskim musiał działać sprawnie i zapewne dostarczał nad Tyber alarmujące informacje o postępach w budowie kartagińskiej armii, gromadzeniu materiałów wojennych i o coraz lepszych układach Hannibala z miejscowymi plemionami. Kartagiński wódz pojął nawet za żonę córkę jednego z iberyjskich wodzów, by zaskarbić sobie zaufanie tutejszych ludów. Spokojnie rozbudowywał swoją siłę militarną i wzbogacał ojczystą Kartaginę zdobytym w Hiszpanii złotem i srebrem. Ale ta spokojna praca nad powiększaniem siły i możliwości Punijczyków nie potrwała długo. Rzymianom spieszno było do decydującej rozprawy z wrogiem. Przynaglali ich do niej także Grecy z Massalii, coraz bardziej odczuwający zagrożenie swoich hiszpańskich kolonii i szlaków handlowych. Massalioci obawiali się, że w wyniku ekspansji Kartaginy ich więzi handlowe z iberyjskimi plemionami zostaną przerwane, a kontakty z Celtami staną pod znakiem zapytania.

Aby wciągnąć Kartaginę do kolejnego konfliktu, Rzym zmontował kunsztowną prowokację, która miała zadziałać jak dobrze skonstruowana pułapka, nie pozostawiająca ofierze żadnej szansy ucieczki. Kluczowym elementem tej prowokacji stało się leżące na wybrzeżu Morza Śródziemnego miasto Sagunt. Stało się ono miejscem intensywnej działalności rzymskich agentów, którzy chcieli je wykorzystać przeciw Kartaginie. Jeszcze w 221 r. przed Chr. Rzymianie posadzili u steru rządów w mieście przedstawicieli popierającej ich frakcji. Zaraz potem z poduszczenia Rzymian, Saguntyni zaatakowali sprzymierzone z Kartaginą iberyjskie plemię Torboletów i zabrali im spory kawałek ziemi. Hannibal pospieszył sojusznikom na pomoc, bo nie stać było go na stratę poparcia iberyjskich ludów. Gdyby stał w tej sytuacji bezczynnie, inni plemienni wodzowie odwróciliby się od niego. W ten sposób punicki dowódca wpadł w pułapkę zastawioną przez przebiegłych senatorów znad Tybru. W czasie, gdy Hannibal wspomagał Torboletów, do Hiszpanii przybyli dwaj wysłannicy rzymskiego senatu. Twardo zażądali od Hannibala wycofania się z wszelkich działań przeciw sprzymierzonemu z Rzymem Saguntowi, grożąc wypowiedzeniem wojny. Sytuacja była w najwyższym stopniu napięta, a jednocześnie paradoksalna. Rzymianie powoływali się na układ z Hamilkarem, który ustalał rzekę Iberus (Ebro) jako granicę stref wpływów obu mocarstw. A przecież Sagunt leżał daleko na południe od Ebro, z czego doskonale zdawali sobie przecież sprawę zarówno Punijczycy, jak i emisariusze rzymskiego senatu. Poza tym to Saguntyni rozpoczęli działania zaczepne, atakując sojuszników Hannibala, o czym wszyscy również doskonale wiedzieli. Rzymskie ultimatum było skrupulatnie zaplanowanym szantażem, mającym na celu wywołanie wojny albo neutralizację siły i popularności Hannibala. Punicki wódz zdecydowanie odmówił ugięcia się przed rzymskimi groźbami, wobec czego posłowie opuścili go i udali się do Kartaginy. Tam zażądali od sufetów i Rady zaprzestania działań przeciw Saguntowi. Wśród kartagińskich notabli wybuchł zażarty spór. Stronnictwo ziemian chciało za wszelką cenę zachować pokój i naciskało sufetów do przyjęcia ultimatum. Ale stojąca za Barkidami silna frakcja kupców-
-imperialistów była temu zdecydowanie przeciwna. Dzięki pieniądzom i wpływom podburzyła zgromadzenie ludowe, które w większości opowiedziało się za wojną. Zgromadzenie wymogło na władzach odrzucenie rzymskiego ultimatum. Partia Barkidów posłużyła się ludem jako instrumentem imperialnej polityki. Starszyzna Kartaginy upoważniła Hannibala do podjęcia wszelkich stosownych działań politycznych i militarnych. W 219 r. przed Chr. Hannibal obległ i zdobył Sagunt. Mieszkańcy, pozostawieni przez rzymskich sprzymierzeńców na pastwę wroga, zostali wymordowani albo sprzedani w niewolę. Do Kartaginy przybyło kolejne poselstwo od rzymskiego senatu, tym razem już z ostatecznym ultimatum. Rzymski wysłannik, Marek Fabiusz Buteo domagał się od Punijczyków wydania Hannibala i groził Radzie oraz sufetom otwartym konfliktem zbrojnym. Starszyzna wskazywała Fabiuszowi klauzule poprzednich traktatów, które Rzymianie złamali, angażując się w konflikt Hannibala z Saguntem. Ale rzymski senator nie przybył do Kartaginy, by dyskutować o subtelnościach prawa międzynarodowego. Powiedział, że w fałdach swojej togi ma schowaną zarówno wojnę, jak i pokój. Wyjmie z nich to, co Punijczycy uznają za słuszne. Otrzymał odpowiedź, że może wyjąć, co mu się podoba, zatem odparł, że wyjmuje wojnę. Rada większością głosów przyjęła wypowiedzianą przez Fabiusza wojnę. Rzymska pułapka zadziałała perfekcyjnie i rozpoczął się konflikt na ogromną skalę.

Hannibal wiedział już, że wojna z Rzymem jest nieunikniona. Wysłał swoje iberyjskie wojska na leża zimowe i przekazał obowiązki namiestnika Hiszpanii swemu młodszemu bratu Hazdrubalowi. Planował swoje kolejne posunięcia rozważnie i w sposób ostrożny. W obawie przed rzymską inwazją na Afrykę, posłał do Kartaginy korpus iberyjskiej piechoty, kawalerii i procarzy. Wysłał do Galii emisariuszy, by utorować sobie swobodną drogę do Italii. Jego celem było pokonanie Rzymian na italskiej ziemi, która stanowiła podstawę rzymskiego potencjału militarnego. Zdawał sobie sprawę, że ani na Sycylii, ani w Afryce, ani w Hiszpanii nie zdoła rzucić nieprzyjaciela na kolana. Przeniesienie wojny do Italii zapewniłoby mu pomoc Celtów z doliny Padu i z Alp, a także mieszkańców Italii, którzy nigdy nie pogodzili się z rządami Republiki. Hannibal nie chciał unicestwić Rzymu, ale zmusić go do przywrócenia stanu sprzed pierwszej wojny punickiej i stworzyć przestrzeń dla dalszej ekspansji Kartaginy. Już przyjęcie tego ograniczonego celu było błędem, bo Rzymianie stawiali od początku na wojnę totalną i całkowite zniszczenie przeciwnika. Niestety, Hannibal przez długi czas był przekonany, że ma do czynienia z przeciwnikiem o ograniczonych apetytach.

Przygotowania do wyprawy na Italię szły pełną parą. Hannibal zbierał wojska pod Nową Kartaginą i szczegółowo planował posunięcia. Wiedział, że nie może przeprawić swojej armii przez Morze Śródziemne prosto na italski brzeg. Przez ostatnie dwadzieścia lat rzymska flota stała się potęgą zdecydowanie pozostawiającą w tyle siły morskie Kartaginy. O bezpiecznej przeprawie nie mogło być mowy. Hannibal skrupulatnie przygotował drogę dla swojej armii. Zaczął od wysłania swoich emisariuszy do plemion celtyckich zamieszkujących Alpy. Wiedział, że jego armia będzie musiała przejść przez ten niebotyczny masyw górski i chciał, aby ten przemarsz przebiegał w spokoju. Kolejni agenci puniccy w największej tajemnicy docierali do wodzów niedawno podbitych przez Rzymian Celtów z doliny Padu. Powracając wczesną wiosną 218 r. przed Chr. przynieśli pomyślne wieści. W tym czasie Hannibal zdążył już zgromadzić wielką armię, która za chwilę miała ruszyć w drogę na wschód. W obozie pod Nową Kartaginą zgromadziło się 90 tysięcy piechurów, 12 tys. kawalerzystów i 40 słoni bojowych. Wśród bojowników, których zgromadził punicki wódz byli Iberowie, Celtowie z całej Europy, Ligurowie, mieszkańcy Balearów Maurowie, Libijczycy i Numidyjczycy z północnej Afryki, greccy najemnicy i kartagińscy oficerowie. Ta największa armia ówczesnego świata była większa nawet od korpusu Aleksandra Macedońskiego. W końcu w maju 218 r. przed Chr. cała ta gromada wojowników ruszyła spod Nowej Kartaginy, kierując się na północ, w stronę Pirenejów. Hannibal przeszedł z wojskiem rzekę Ebro i u stóp Pirenejów zostawił swojemu bratu Hazdrubalowi 11 tysięcy zbrojnych oraz machiny oblężnicze. Ten kontyngent miał być wsparciem obrony Półwyspu Iberyjskiego przed spodziewanym atakiem Kwirytów. W tym samym czasie Rzymianie nie próżnowali i formowali dwa korpusy, które miały zadać Kartaginie decydujące ciosy. Tyberiusz Semproniusz Longus zbierał żołnierzy do ataku na Afrykę, a Publiusz Korneliusz Scypion dowodził armią, która miała najechać Hiszpanię. Longus z trzema legionami i silną eskadrą floty udał się niebawem do Lilybaeum na Sycylii, by przygotować się do inwazji na Afrykę. Senat założył w dolinie Padu dwie strategicznie położone kolonie: Placentię i Cremonę, które miały strzec najświeższych zdobyczy Rzymu i bronić Italii przed buntem Galów lub inwazją zza Alp.

Hannibal przekraczał pirenejskie przełęcze wśród walk z miejscowymi watażkami. W tym czasie do doliny Rodanu dotarł korpus Publiusza Korneliusza Scypiona i zajął swoją pozycję oczekując wiadomości o marszu Punijczyków. Do Scypiona dotarła w końcu wiadomość od wywiadu, że Hannibal przekroczył Pireneje i szybkim marszem zbliża się ze swoją armią do Rodanu. Scypion ustawił się ze swoją armią nad Rodanem, mając za sobą przyjazną Massalię. Oczekiwał na nadejście punickiej armii z zabezpieczonymi szlakami komunikacyjnymi na tyłach. Kartagińskie wojsko szło wzdłuż wybrzeża, przechodząc przez bagna i doliny rzek. W końcu dotarło do brzegów Rodanu. Hannibal zaczął gromadzić barki, promy i inne środki przeprawowe, kiedy zaatakowali go Celtowie, najprawdopodobniej skłonieni do tego przez sprzymierzonych z Rzymianami Massaliotów. Hannibal najpierw znalazł pośród miejscowych godnych zaufania przewodników, a potem kazał wydzielonemu ze swojej armii korpusowi zaatakować agresorów. Wojsko mogło się względnie bezpiecznie przeprawić przez rwącą rzekę i zaskoczyć barbarzyńców, którzy stali na prawym brzegu. Kartagińczycy założyli obóz i mogli już spokojnie przeprawić swoje słonie przez wzburzony Rodan. Właśnie wtedy przybyli do nich wodzowie celtyckich plemion zza Alp. Zapewnili Hannibala o swoim poparciu i obejrzeli imponujące zgromadzenie jego wojsk. Obiecali bezpieczne przejście przez góry i opowiedzieli o wielkich łupach, jakie czekały w dolinie Padu. Rzymska kawaleria ścierała się w potyczkach z jeźdźcami numidyjskimi, ale główne siły nie miały odwagi by zaatakować Kartagińczyków. Scypion spodziewał się, że dojdzie do walnego starcia jego sił z wojskiem punickim w dolinie Rodanu. Hannibal utwierdzał go w tym przekonaniu, atakując przednie straże, konnych zwiadowców i odwody jego korpusu. Ale Punijczycy zdołali wymanewrować Rzymian i szybkim marszem ruszyli na wschód, kierując się w stronę Alp. Rzymski wywiad i dowodzenie zawiodło w kluczowym momencie. Droga do Italii stanęła dla Hannibala otworem, a rzymski dowódca nie mógł już zapobiec inwazji. Kartagiński korpus szedł wzdłuż rzeki Izery, prowadząc sporadyczne walki z miejscowymi. Wszedł do doliny rzeki Durance i powoli zaczął się wspinać w górę, docierając do podnóża Alp. Tam Punijczycy rozłożyli obóz, czekając na rozwój sytuacji. Hannibal opłacił spokojne przejście swojej armii, ale przecież nie wszystkie plemiona dostały haracz. Kiedy wojsko znów ruszyło w drogę, rozciągnęło się w wielki pochód, na którego tyłach karawana mułów z zaopatrzeniem usiłowała dotrzymać kroku piechocie. Galijskie plemię Allobrogów skorzystało z okazji i zaatakowało w kilku miejscach kartagińską kolumnę marszową. Wybuchła zażarta walka. Muły i konie spadały do przepaści, a eskorta starała się utrzymać tabor w całości. Hannibal nakazał kontratak i po całodziennej walce udało się nie tylko odeprzeć Allobrogów, ale także zdobyć ich leżący w pobliżu gród. Przez kolejne osiem dni wojsko szło pod górę, prowadzone przez przyjaznych celtyckich przewodników. Kiedy weszło pomiędzy wyniosłe ściany alpejskich wąwozów, znów zaatakowali miejscowi, ale zostali odparci. Punijska armia szła pod górę wśród nagich skał i w padającym śniegu. Już dawno minęła górskie hale. Przez dziewięć długich dni żołnierze stale szli pod górkę, zagrzewani przez Hannibala wizją doliny Padu i wielkich łupów do zdobycia w Rzymie. W końcu zaczęli schodzić w dół[4]. Przednie straże starannie przygotowywały szlak dla reszty armii, by taka masa ludzi i zwierząt mogła go bezpiecznie przejść. Rozbijano skały i torowano drogi, czasem za pomocą żelaznych narzędzi, czasem za pomocą kwasu i ognia. Trzaskający mróz i ciężka droga doprowadziły do śmierci tysięcy żołnierzy Hannibala i straty większości słoni. Był w końcu październik i śnieg padał z nieba wielkimi płatami. Nieprzyzwyczajeni do zimna afrykańscy najemnicy ginęli jak muchy. Wielu wojowników spadało w zdradliwe przepaści. Wreszcie, po 15 dniach morderczej przeprawy armia Hannibala zeszła z gór i dotarła do doliny Padu. Ale straty były przerażająco wielkie. Przejście przez góry przetrwało tylko 20 tys. piechurów i 6 tys. jeźdźców, a także kilka słoni. Wszyscy byli wyczerpani, głodni i zdeprymowani. Hannibal dowiedział się, że Bojowie i Insubrowie powstali przeciw Rzymowi, zaatakowali stacjonujący nad Padem legion i zdobyli nowo założone kolonie: Placentię i Cremonę. Kartagińczyk zarządził dla swojej armii zasłużony i niezbędny odpoczynek. Kiedy Punijczycy przekroczyli Alpy, Scypion załadował swoich legionistów na statki u ujścia Rodanu i błyskawicznie powrócił do Italii. Nie udało mu się zajść Hannibala od tyłu, a był pilnie potrzebny w ojczyźnie.

Celtowie z doliny Padu powitali wojska Hannibala jak wyzwolicieli. Przybycie Kartagińczyków było dla nich znaczącym odciążeniem, bo już od kilku miesięcy trwało ich powstanie przeciw Rzymianom. Teraz mieli dołączyć do punickiego korpusu i kontynuować walkę z głównymi siłami republiki. Do armii kartagińskiego wodza dołączyło 14 tysięcy Celtów. Wreszcie, po krótkim odpoczynku armia punicka i jej celtyccy sojusznicy ruszyli naprzód, na Nizinę Padańską i na południe. Nad rzeką Ticinus numidyjska jazda Hannibala napotkała czołówkę rzymskiej kawalerii, dowodzoną przez samego konsula Korneliusza Scypiona. Rzymianin przybył nad rzekę z dwoma legionami i oddziałami złożonymi z italskich kolonistów. W pobliżu przeprawy przez Ticinus Numidowie zaatakowali i rozbili rzymski podjazd. Konsul Scypion został ranny i musiał uciekać, by nie dostać się do niewoli. Sytuacja Rzymian była bardzo trudna. Okazało się, że rzymska jazda nie dorasta do pięt numidyjskiej i celtyckiej kawalerii, którą prowadził Hannibal. Scypion musiał obmyślić sposób na powstrzymanie wroga do czasu przybycia wojsk drugiego konsula, które trzeba było ściągnąć aż z Sycylii. Zajął pozycję blisko Placentii, przy przeprawie przez Pad. Niebawem okazało się, że nie ma ani chwili czasu na oczekiwanie, a sytuacja miała się jeszcze pogorszyć. Kiedy do Scypiona wreszcie dotarły dwa kolejne legiony z południa, wojsko kartagińskie było już wypoczęte i przygotowane do walki. Co gorsza, Celtowie służący w rzymskim wojsku zdezerterowali i uciekli do Hannibala, przy okazji ścinając głowy kilku legionistom i oficerom. Konsul Longus zdołał w końcu przekonać swojego kolegę do stoczenia boju z punicką armią. Zmęczeni i głodni legioniści przeszli lodowate wody rzeki Trebbii i stanęli w zwartym szyku naprzeciw punickich szeregów[5]. Cała operacja skończyła się dla Rzymian katastrofą. Legiony zostały otoczone i zaatakowane od tyłu przez ukryty oddział kartagiński. Tylko połowa żołnierzy zdołała się uratować i uciec na południe. Reszta leżała martwa na zimnych łąkach nad Trebbią. Senat nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Trzeba było odwołać inwazję Afryki i przygotować się do obrony Italii. W ciągu kilku miesięcy strategia, która miała dać Rzymowi łatwe zwycięstwo, posypała się jak domek z kart.

Kiedy Hannibal odpoczywał wraz z armią nad Padem, senat wyznaczył nowym konsulom zadanie obrony Italii przed najeźdźcą. Nie mógł wykorzystać całości sił, bo część legionów została wysłana na Sycylię i Sardynię, by bronić wysp przed spodziewaną punicką inwazją. Korneliusz Scypion sformował nowy korpus i popłynął do greckiego portu Emporion w Hiszpanii. Grecy przyjęli go przyjaźnie i udzielili rzymskim wojskom wszelkiej możliwej pomocy. Dzięki temu udało się Scypionowi pokonać armię kartagińską pod Kissą i przeciągnąć na swoją stronę kilka iberyjskich plemion. Podjęta przez punicką flotę próba inwazji na Sycylię i odbicia Lilybaeum zakończyła się spektakularna porażką. Dzięki pomocy greckiego tyrana Syrakuz, Hierona, rzymskie panowanie nad wyspą zostało ocalone. Wczesną wiosną kartagińska armia w Italii ruszyła na południe. Hannibal kazał rozgłaszać swoją propagandową proklamację, w której głosił, że idzie do walki o wolność wszystkich ludów Italii i wojuje tylko z Rzymianami, a nie z ich poddanymi. Chciał w ten sposób doprowadzić do rozbicia rzymskiego władztwa i przejścia sprzymierzeńców republiki na jego stronę. Punicki korpus szedł wzdłuż rzeki Arno, a potem zaczął przekraczać łańcuch Apeninów. Rzymianie chcieli zaatakować wroga z dwóch stron i wpędzić go w sytuację bez wyjścia, tak jak Celtów pod Telamonem. Konsul Flaminiusz ze swoją armią zajął pozycję pod Arretium w Etrurii, a jego kolega pod Ariminium nad Adriatykiem. Rzymianie myśleli, że wróg wybierze jeden z dwóch głównych szlaków prowadzących nad Tyber. Hannibal jednak przeszedł pomiędzy tymi dwoma korpusami przez apenińskie przełęcze i skierował się przez Etrurię do centrum Italii. Rzymianie znów dali się oszukać jak dzieci i zostali wymanewrowani. Flaminius pognał swoich ludzi w ślad za Kartagińczykiem, chcąc go dopędzić i zniszczyć. Kierowała nim raczej furia i urażona ambicja, a nie względy strategiczne. Wydawało mu się, że dopędził nieprzyjaciela na drodze prowadzącej do Rzymu. Nie czekając na wojsko drugiego konsula ruszył w stronę punickiej armii, posuwając się wzdłuż brzegu wielkiego Jeziora Trazymeńskiego w centralnej Etrurii. Na zalesionych wzgórzach nad brzegiem czekały już ukryte oddziały Hannibala. Rankiem 21 czerwca 217 roku przed Chr. na maszerującą rzymską kolumnę spadł znienacka atak tysięcy celtyckich wojowników i afrykańskich kawalerzystów, który zaskoczył Rzymian na wąskiej przestrzeni pomiędzy górami a brzegiem jeziora. Kartagińska i iberyjska ciężka piechota zablokowała Flaminiuszowi jedyną drogę odwrotu. Konsul poległ wraz z piętnastoma tysiącami swoich legionistów. Reszta Rzymian albo dostała się do niewoli, albo uszła w nieładzie na południe. Klęska była ciężkim ciosem dla Rzymu, zwłaszcza że drugi konsul wraz ze swoją armią został odcięty na północy. Po raz kolejny głupota rzymskich wodzów przyniosła katastrofalne skutki. W Rzymie zapanowała autentyczna panika, kiedy pretor ogłosił ludności, że poniesiono kolejną wielką porażkę, która kosztowała życie tysięcy obywateli.

Kolejna klęska w końcu zmusiła senatorów do myślenia. Wiedzieli, że nie mogą liczyć na wodzów, którzy nie tylko nie byli geniuszami, ale często prezentowali swoimi działaniami obraz bezdennej głupoty. Nie można było sobie pozwolić na kolejną serię strat tysięcy młodych ludzi, którzy byli nie tylko żołnierzami, ale także wyborcami głosującymi na zgromadzeniach ludowych. Rzymscy notable potrzebowali nie tylko ich krwi, ale także głosów. Senat zdecydował się na mianowanie dyktatora, który skupił w swoim ręku naczelne dowództwo nad armią i najwyższą władzę polityczną. Został nim Kwintus Fabiusz Maksimus, wywodzący się ze znamienitej i zamożnej patrycjuszowskiej rodziny. Ten niepozorny i nieśmiały mężczyzna, uważany za ociężałego umysłowo, krył w sobie żelazny charakter i nieubłaganą konsekwencję. Fabiusz wiedział, że pokonanie Hannibala na polu bitwy jest, przynajmniej na razie, niemożliwe. Wyprowadzanie do boju wielkich armii nie ma w tej sytuacji większego sensu. Ale Fabiusz zdawał sobie sprawę, że armia Hannibala jest armią inwazyjną, że nie jest u siebie. Jej linie zaopatrzenia były cały czas zagrożone, a nadzieje na odsiecz więcej niż wątpliwe. Dyktator przyjął taktykę unikania walnej bitwy i szarpania przeciwnika uciążliwymi podjazdami i wojną partyzancką. Kiedy armia Hannibala szła poprzez apenińskie przełęcze i doliny na południe, omijając Rzym, wojska Fabiusza kręciły się dookoła niej stosując taktykę spalonej ziemi. Zboże na polach było niszczone, sady wycinane, a wsie palone. Kartagińskie oddziały zaopatrzeniowe poszukujące w terenie zapasów były bezlitośnie wycinane w pień. Hannibal rewanżował się Rzymianom tym samym, ale nie przygotowywał na razie swoich oddziałów do decydującego starcia. Co gorsza, dowiedział się od swoich wywiadowców, gdzie leżą posiadłości Fabiusza i specjalnie zostawiał je w spokoju, by wywołać wrażenie, że rzymski dyktator pozostaje z nim w zmowie. Kartagińczycy przeszli przez Apulię i Samnium, a potem zeszli z gór na żyzną równinę Kampanii. Fabiusz szybko dostrzegł szansę zmiany sytuacji na swoją korzyść i zamknął wszystkie przejścia i wąwozy, którymi Punijczycy mogliby się wydostać z niziny. Rzymskie manipuły stanęły na zboczach gór otaczających Kampanię i czekały na ruch przeciwnika. Tym razem Hannibal użył podstępu. Rozkazał pognać poprzez jedną z przełęczy stado wołów z zapalonymi wiązkami słomy przymocowanymi do rogów. Rzymianie opuścili swoje stanowiska przekonani, że nadchodzi korpus kartagiński. W tym samym czasie główne siły Hannibala nie niepokojone przez nikogo odeszły w Apeniny. Fabiusz został odwołany ze swojego stanowiska po półrocznym okresie urzędowania. W senacie rosła opozycja wobec jego rozsądnej taktyki. Przeciwnicy zarzucali mu oczywiście tchórzostwo i niepotrzebne przeciąganie wojny. Obarczali go nawet odpowiedzialnością za zniszczenia w Kampanii, których przecież dokonali Punijczycy. Hannibal spędził zimę w warownym obozie w Geronium w Apeninach, nękany partyzanckimi atakami znajdującej się w pobliżu armii rzymskiej. W 216 r. przed Chr. konsulami zostali Lucjusz Emiliusz Paulus i Marek Terencjusz Warron. Senat powierzył im komendę nad gigantyczną armią liczącą 80 tysięcy ludzi. Pozostałe siły rzymskie wysłano na Sycylię, obawiając się punickiej inwazji, i nad Pad, by trzymać w szachu zbuntowanych Celtów. W lecie tego roku Hannibal pomaszerował ze swoim wojskiem na południe i zdobył rzymską bazę zaopatrzeniową w Kannach, niedaleko rzeki Aufidus. Armia obydwu konsulów podążyła za Hannibalem i wkrótce była już tylko dzień drogi od niego. 2 sierpnia 216 roku przed Chr. licząca 80 tys. ludzi armia rzymska stanęła naprzeciw liczącego tylko 40 tysięcy żołnierzy korpusu Hannibala na równinie pomiędzy miastem Kanny a rzeką Aufidus. Tym razem wypróbowani w boju ludzie Hannibala znów nie zawiedli swego wodza. Numidyjscy, iberyjscy i celtyccy jeźdźcy szybko rozbili rzymską kawalerię na skrzydłach. W środku szyku, kartagińska piechota ustawiona w łuk wciągnęła w pułapkę rzymskie legiony, które zostały teraz pozbawione osłony z obydwu flanek. Zanim konsulowie zdołali się zorientować w sytuacji, na ich tyły uderzyła ciężkozbrojna afrykańska piechota i wracająca z walki na skrzydłach punicka kawaleria. Rzymianie zostali otoczeni i niemal całkowicie wybici. Konsulowie Paulus i Warron zginęli w walce. Tylko czternastu tysiącom żołnierzy udało się uciec z pola walki. Porażka Rzymu była niewyobrażalnie wielka i wydawałoby się, że ostateczna.

W Rzymie zapanowała panika, strach i smutek. Kobiety zawodziły na ulicach opłakując poległych synów i mężów. Senat nie mógł w pierwszej chwili uwierzyć w śmierć obydwu konsulów i 80 senatorów. Wszyscy spodziewali się, że lada chwila wojsko Hannibala stanie pod bramami Rzymu. A przecież do obrony stolicy mogła stanąć w tamtej chwili tylko gromada rekrutów wspomagana marynarzami floty z Ostii. Bardzo szybko smutek ludu rzymskiego przerodził się w żywiołowy gniew. Senatorowie otrząsnęli się z pierwszego szoku i zaczęli myśleć, jak uspokoić nastroje, by wściekli ludzie nie obrócili się przeciwko władzom. Okazało się przy tym, że elita Republiki do perfekcji opanowała sztukę manipulacji tłumami. W końcu Polibiusz pisał o niej: „(…) To, co wydaje mi się przyczyniać do zdecydowanej wyższości państwa Rzymian, to przede wszystkim ich pojęcia religijne. Sądzę, że właśnie ów nadmierny lęk przed bogami, który krytykujemy u innych ludzi, zapewnia w ich państwie porządek. Te sprawy, bowiem są traktowane tak niezwykle uroczyście i wchodzą tak głęboko w życie, zarówno prywatnie jak i publicznie, że nie sposób byłoby pójść tu jeszcze dalej. Wielu może się temu dziwić, ja jednak myślę, że to ze względu na prosty lud Rzymianie postanowili tak właśnie postępować. Nie byłoby to pewnie konieczne, gdyby istniała możliwość stworzenia państwa z samych mądrych ludzi, ale każdy tłum jest zmienny, pełen niegodziwych pożądań, bezrozumnego gniewu i gwałtownej pasji, trzeba go zatem utrzymywać w posłuchu niewidzialnymi strachami i tego rodzaju wymysłami. Dlatego też, jak w sadze, starożytni nie działali pochopnie ani przypadkowo, przekazując ludowi wyobrażenia o bogach i o tym, co jest w Hadesie. Wręcz przeciwnie, to raczej nasi współcześni postępują pochopnie i głupio, kiedy starają się te pojęcia wytępić (…)”[6]. Dla konsulów i senatorów religia była zatem czystą socjotechniką. Zamierzali ją wykorzystać do manipulowania tłumem. Najpierw okazało się, że dwie strzegące świętego ognia westalki złamały swoje przyrzeczenie utrzymywania czystości. Oczywiście złamanie przysięgi uznano za jedną z głównych przyczyn klęski rzymskiej armii. Pierwsza z westalek została zakopana żywcem, a druga zmuszona do popełnienia samobójstwa. Potem gniew ludności Rzymu skierowano przeciw cudzoziemcom. Podburzony przez senatorów i kapłanów tłum złapał i pogrzebał żywcem na Forum Boarium parę Greków i parę Celtów jako ofiarę dla bogów. Władze republiki na jakiś czas uspokoiły nastroje i dzięki temu mogły zwrócić umysły i ręce ludzi ku wysiłkowi wojennemu. Okrutna manipulacja się udała.

Tymczasem sytuacja Rzymian była nie do pozazdroszczenia i prawdopodobnie wszyscy w tym momencie przypuszczali, że przegrają oni całą wojnę. Po Kannach na stronę Hannibala przeszli Apulowie, Hirpinowie, Bruttiowie i Lukanowie, a także część miast greckich na południu. Największym ciosem była zmiana frontu przez Kapuę, największe i najbogatsze miasto Kampanii. Widocznie część Kampańczyków uznała, że przynależność do imperium i sieci handlowej Kartaginy przyniesie im większe korzyści, niż trzymanie z Rzymem. Hannibal opanował większą część Kampanii i tryumfalnie wkroczył do Kapui. Co gorsza, w Rzymie zaczęły się prawdziwe problemy, które jeszcze bardziej niż wynik kilku bitew mogły doprowadzić do ostatecznej klęski. Dowódcom rzymskich legionów na Sycylii i Sardynii zabrakło pieniędzy i nie mogli wypłacać żołdu swoim legionistom. W Rzymie zabrakło srebra, jak pisał dwieście lat później Liwiusz. Senat musiał zwrócić się do syrakuzańskiego tyrana Hierona II z prośbą o pożyczkę w pieniądzu i zbożu. Na obywateli rzymskich nałożono podwójny wymiar podatków. Senatorowie musieli się w końcu zwrócić do trzech grup finansistów (publikanów) o pożyczkę na zaopatrzenie oddziałów walczących w Hiszpanii. Bez dostępu do kredytu dalsze prowadzenie wojny nie byłoby w ogóle możliwe. Publikanie zgodzili się odłożyć zapłatę za wykonanie kontraktów do czasu, kiedy spłata zobowiązań przez senat będzie możliwa. Aby choć trochę podreperować finanse, senat sięgnął do funduszy przeznaczonych dotąd na utrzymanie sierot i wdów. Ale nawet te drastyczne kroki nie wystarczyły, by ustabilizować rzymski budżet. Władze uciekły się do obniżania wartości monety. Waga brązowych asów, najpopularniejszej monety zdawkowej spadła aż o 3/4. Zawartość srebra w didrachmach została zmniejszona z 97% do 89%. Państwo nałożyło na swoich obywateli bardzo dolegliwy podatek inflacyjny, skutkujący dużym wzrostem cen. Senat zwrócił się też do króla Egiptu Ptolemeusza o pożyczkę. Dawny przyjaciel Kartaginy dysponujący państwowym bankiem i egipskimi zasobami złota, udzielił hojnego kredytu, dzięki czemu Rzymianie mogli wybić złote monety z wizerunkiem Marsa, orła i wiązki piorunów. Te monety posłużyły do płacenia za najważniejsze i nie cierpiące zwłoki wydatki wojenne. Dzięki kredytowi udzielonemu przez publikanów i greckiego króla Egiptu Rzym mógł przetrwać najgorszy okres swojej historii i ostatecznie wygrać wojnę.

Zewnętrzne zasilanie finansowe pozwoliło Rzymowi przetrzymać okres skrajnego osłabienia i pociągnąć wojnę do przodu. Ale przypływ gotówki i impas w Italii sprawił, że otworzyły się nowe fronty tej wielkiej wojny. Kiedy Rzymianie usiłowali uratować swój budżet, Hannibal szukał nowych sprzymierzeńców. Zawarł sojusz z królem Macedonii Filipem V, który zobowiązał się udzielić mu wszelkiej możliwej pomocy. Filip już wcześniej przygotowywał się w tajemnicy do wojny, budując flotę złożoną ze 100 zwrotnych okrętów wojennych. Aby dostać się do Italii musiał jednak zdobyć choćby kawałek adriatyckiego wybrzeża. Zaatakował zależne od Rzymu greckie miasta na iliryjskim brzegu. Rzymianie byli w poważnych opałach, bo w obliczu zagrożenia ze strony Hannibala w Italii utrzymanie komunikacji poprzez cieśninę Otranto było dla nich strategicznym priorytetem. Rzymska flota strzegąca wybrzeża Kalabrii przechwyciła w 215 r. przed Chr. macedoński statek z trzema kartagińskimi posłami i tajnymi dokumentami, między innymi z tekstem traktatu pomiędzy Hannibalem i Filipem. Dzięki temu Rzymianie zostali zawczasu poinformowani o zamiarach macedońskiego króla i mogli się przygotować na każdą ewentualność. Wysłali do Ilirii eskadrę okrętów z wojskiem na pokładach. Niespodziewany desant zaskoczył wojska Filipa podczas oblężenia nadmorskiego miasta Oricum. Macedończycy ponieśli ciężkie straty i musieli się wycofać. W podobny sposób rzymska eskadra udaremniła próbę zdobycia Apollonii. Filip musiał się wycofać, podpalając na odchodne część swojej floty. W następnym roku wrócił i podbił kilka mniejszych iliryjskich miast. Mimo to musiał się trzymać z dala od wybrzeża, bo nie miał już floty. Rzymska eskadra cały czas spełniała swoje zadanie i strzegła przeprawy do Italii. Ale Rzymianie wiedzieli, że wróg nie śpi i postarali się o zabezpieczenie sytuacji na swojej wschodniej flance. Rzymscy agenci i dyplomaci popłynęli do Grecji i porozumieli się z wrogimi Filipowi państwami, przede wszystkim ze Związkiem Etolskim. Do antymacedońskiej koalicji przyłączyła się Sparta, Elida, Mesenia i król małoazjatyckiego Pergamonu Attalos I. Dzięki współdziałaniu floty rzymskiej i bojowych eskadr Pergamonu udało się sparaliżować macedońskie działania na morzu. Działania wojenne toczyły się na przylądkach i wyspach Grecji. Rzymianie i ich sprzymierzeńcy zdobywali kolejne porty i przeszkadzali Macedończykom w działaniach. Filip starał się współdziałać ze swoimi sprzymierzeńcami ze Związku Achajskiego, ale niewiele mu to pomogło. W 210 r. przed Chr. przybyli do niego przedstawiciele neutralnych greckich państw (Egiptu, Aten, Chios i Rodos) prosząc go o zakończenie działań wojennych. Wszystkie cztery państwa żyły z handlu morskiego, a wojna prowadzona w Grecji zagrażała ich szlakom handlowym i dochodom. Ale król zgodził się tylko na trzydziestodniowy rozejm. Działania wojenne przeciągnęły się aż do 205 r. przed Chr., kiedy to Filip zorientował się, że nie będzie mógł udzielić Hannibalowi żadnej realnej pomocy. Zawarł więc traktat pokojowy z Rzymem i czekał na dalszy rozwój sytuacji.

Kiedy w Italii Rzym desperacko walczył o przetrwanie, jego legiony w Hiszpanii odnosiły zwycięstwo za zwycięstwem. Pozostawiona przez Hannibala armia nie mogła sobie poradzić z najeźdźcami. Od 218 r. przed Chr. konsul Scypion zdołał zająć dolinę rzeki Ebro i spory pas śródziemnomorskiego wybrzeża. Kartagiński namiestnik Hannon został kilka razy pokonany w polu, część plemion przeszła na stronę Rzymian i tylko dzięki Hazdrubalowi, bratu Hannibala, Punijczykom udawało się utrzymać półwysep w swoich rękach. Hazdrubal trzymał się południowo-zachodniego skrawka Hiszpanii i z wielkim wysiłkiem tłumił wybuchające raz po raz rebelie, które Rzymianie prowokowali wśród iberyjskich plemion. W 213 r. przed Chr. wybuchła w północnej Afryce rebelia Numidyjczyka Syfaksa. Przynaglany przez władze Kartaginy Hazdrubal musiał wysłać część swoich wojsk do ojczyzny. W tym samym czasie rzymski konsul bez większego wysiłku zdobył Sagunt i Castulo. Nie było mowy o wysłaniu Hannibalowi tak oczekiwanych przez niego posiłków. Ale w Hiszpanii nastąpił niespodziewany dla wszystkich zwrot sytuacji. W czasie kampanii prowadzonej przez Publiusza Scypiona i jego brata Gnejusza nad górnym Gwadalkiwirem, Rzymianie podzielili swoją armię na dwie części, by łatwiej dopaść Punijczyków. Było to posunięcie fatalne w skutkach. Najpierw zadziałali agenci puniccy, który skłonili walczących dla Rzymian Celtyberyjskich najemników do dezercji i przejścia na punicką stronę. Potem Hazdrubal rozbił kolejno armię Publiusza i Gnejusza. Obydwaj Scypionowie zginęli, a resztki ich wojsk uciekły na północ. Rzymianom udało się ocalić wojsko, ale nie mogli już kontrolować szlaku prowadzącego do Italii. Senat wysłał do Hiszpanii młodego Publiusza Korneliusza Scypiona, syna poległego w Hiszpanii konsula. Wyznaczenie tego młodego, niespełna dwudziestopięcioletniego oficera w randze prokonsula na dowódcę wojsk w Hiszpanii okazało się najlepszą decyzją, jaką rzymski senat podjął w czasie całej wojny. Scypion okazał się nie tylko groźnym i skutecznym wodzem, ale także wytrawnym politykiem. Doskonale umiał używać trzech podstawowych narzędzi rzymskiej dominacji: pieniędzy, legionów i socjotechniki. Zawsze umiejętnie wykorzystywał religijne wierzenia i mity, świadomie budując swoją legendę wybranego przez bogów wojownika. Zaczął od odtworzenia i wzmocnienia rzymskiego korpusu w Hiszpanii. W swoim obozie pod Tarraco[7] zebrał sprzymierzonych z Rzymem celtyckich i iberyjskich wodzów, zapewniając ich, że będzie prowadził wojnę na półwyspie aż do ostatecznego zwycięstwa. W 209 r. przed Chr. załadował swoje wojska na okręty i niespodziewanie wylądował pod Nową Kartaginą. Scypion zagrzał swoich legionistów do walki rozgłaszając wśród nich wieść, że śnił mu się bóg morza Neptun, który obiecał mu zwycięstwo. Zaraz potem przeprowadził akcję, którą bez przesady można porównać do działań komandosów. Dzięki przejściu przez płytką lagunę oddzielającą miasto od lądu, żołnierze Scypiona zaskoczyli kartagińską załogę i z łatwością wkroczyli na mury. Po krótkiej walce największa kartagińska baza, port i arsenał w całej Hiszpanii przeszedł w ręce Rzymian. Ale najważniejszym łupem Scypiona stało się techniczne zaplecze kartagińskiego wojska. W mieście znajdowały się warsztaty metalurgiczne i płatnerskie, wytwarzające uzbrojenie dla wojsk Hazdrubala. Scypion skoszarował 2 tysiące wziętych do niewoli rzemieślników w państwowym warsztacie i kazał im wytwarzać broń dla swoich wojsk operujących w Hiszpanii. Rzymianie nie musieli się od tej chwili martwić o zaopatrzenie w oręż i materiały wojenne. Poza tym w kwestii niezbędnych dostaw mogli liczyć na niezawodnych publikanów. Spółka dziewiętnastu takich przedsiębiorców podpisała z senatem umowę na dostarczenie ubrań armii walczącej w Hiszpanii. Kontrakt opiewał na sumę 800 tys. denarów. Publikanie robili ogromne interesy na wojnie, a legiony miały dzięki nim zapewnione dostawy niezbędnych zapasów. Można sobie wyobrazić jak wielkim przedsięwzięciem było dostarczenie całej masy wełnianych tunik i płaszczy oraz skórzanych butów dla pięćdziesięciotysięcznej armii walczącej na Półwyspie Iberyjskim. Publikanie musieli najpierw zakontraktować wełnę i skórę u hodowców, a następnie dostarczyć ją wytwórcom tkanin i butów. Trzeba było uruchomić tysiące warsztatów tkackich i zaangażować setki szewców oraz krawców. W końcu trzeba było odebrać od wytwórców ubrania i buty, załadować je na statki i bezpiecznie, w specjalnie zorganizowanym konwoju wysłać do Hiszpanii. Armia potrzebowała wielu tysięcy sztuk ubioru i obuwia, bo po każdej większej bitwie i przemarszu odzież legionistów często darła się w strzępy. Dzięki kapitałowi uzyskanemu z pożyczki króla Ptolemeusza i rzymskich bankierów senat mógł za wszystko zapłacić, a publikanie znacznie wzbogacili się na wojennych dostawach.

Dzięki prostym i skutecznym chwytom młody rzymski wódz zdołał sobie zapewnić pomoc iberyjskich plemion, które dotychczas stały po stronie Kartaginy. Oddał jednemu z miejscowych wodzów jego narzeczoną, złapaną przez legionistów, wraz z posagiem, co wzbudziło takie uznanie miejscowych, że od razu kilka silnych plemion opuściło Punijczyków i przeszło na stronę Rzymian. Scena oddania kobiety narzeczonemu stała się popularnym tematem wielu obrazów i grafik, zatytułowanych zwykle „Łaskawość Scypiona”. W rzeczywistości nie była to łaskawość, ale czyste wyrachowanie. Młodszy Scypion wszędzie kazał rozgłaszać, że Rzymianie przyszli nie jako zdobywcy, ale jako wyzwoliciele. Oczywiście od początku była to nieprawda, ale rozkręcona przez Rzymian spirala propagandy działała i wciągała do sojuszu z Republiką kolejnych naiwnych wodzów, którzy w ogóle nie zdawali sobie sprawy, o co właściwie toczy się gra. Scypion ogłaszał, że jest wybranym przez samego Jowisza imperatorem, co doskonale wpływało nie tylko na morale żołnierzy, ale także budziło zabobonny lęk Iberów. Dzięki zdobyciu bogatego zaplecza w Nowej Kartaginie Scypionowi udało się przekuć sukces propagandowy w rzeczywiste zwycięstwo. W 208 r. przed Chr. pokonał armię Hazdrubala pod Baeculą nad rzeką Gwadalkiwir. Przepuścił jednak nieopatrznie kartagińskiego wodza, kiedy ten ze swoim korpusem pomocniczym przeszedł przez Pireneje i pomaszerował w kierunku Italii, by pomóc Hannibalowi. Ale Hazdrubal został pokonany na rzeką Metaurus w Italii, a Scypion z powodzeniem kontynuował podbój Hiszpanii. W końcu, w 206 r. przed Chr. rozgromił wojska kartagińskich wodzów, Magona i Giskona, pod Illipą, niedaleko dzisiejszej Sewilli. Punijczycy nie mieli już w Hiszpanii żadnych większych sił i nie mogli już liczyć na poparcie miejscowej ludności, więc ewakuowali ostatnie pułki na Baleary i do Afryki Północnej. Cała południowa część Półwyspu Iberyjskiego znalazła się w rękach Rzymian. Punijczycy stracili źródło metali szlachetnych i bitnego rekruta. Od tego czasu nie mogło już być mowy o pomocy tkwiącemu w Italii Hannibalowi.

Po bitwie pod Kannami Hannibal, ku osłupieniu swoich oficerów, nie czynił większych kroków ofensywnych. Nie szedł na słabo broniony Rzym, choć jego towarzysze przynaglali go do tego. Hannibal liczył na to, że przygnieceni klęskami Rzymianie poproszą o pokój. Tak uczyniłoby w ich sytuacji każde państwo walczące o przeżycie. Ale Rzymianie nie walczyli o przetrwanie, tylko o władzę nad śródziemnomorskim światem. Bankierzy i finansiści (wśród nich król Ptolemeusz IV) zbyt wiele zainwestowali w zwycięstwo republiki, by rzymscy notable mieli się teraz wycofywać z wojny pod pretekstem przegranej i straty tysięcy legionistów. Wojna i związane z nią interesy musiały trwać dalej. Hannibal niestety nie rozumiał tych aspektów działań militarnych i dlatego jego obecność w Italii stała się bezowocnym i kosztownym przeciąganiem całego konfliktu. Rzymianie szybko pokazali mu, do czego jest zdolna armia, za którą stoi kredyt, determinacja drapieżnych dorobkiewiczów i poparcie najbogatszych finansistów. Odpowiedź senatu na wszystkie pokojowe propozycje Kartagińczyków brzmiała tak samo: „Rzym nie będzie negocjował warunków pokoju z wrogiem stojącym na italskiej ziemi”.

Hannibal usiłował opanować całą Kampanię i kluczowe dla Rzymian punkty na południu Półwyspu Apenińskiego. Usiłował trzykrotnie zdobyć miasto Nola, rzymską bazę zaopatrzeniową w Kampanii, ale za każdym razem był odpierany przez nieprzyjaciela. Próbował nawet tworzyć nową armię ze zbuntowanych przeciw Rzymianom Italików, ale nowi rekruci zostali wyrżnięci przez Rzymian pod Benewentem w 214 r. przed Chr. W międzyczasie kartagińscy agenci wykorzystali śmierć wiernego sprzymierzeńca Rzymian na Sycylii, Hierona II i przeciągnęli jego syna Hieronima na swoją stronę. Wysłannicy z Kartaginy, Hipokrates i Epidikes zmanipulowali lud Syrakuz tak skutecznie, że zwrócił się on przeciw Rzymowi. Z Italii wyruszył na Sycylię konsul Marcellus ze swoim korpusem i obległ Syrakuzy. Miasta bronili obywatele zaopatrzeni w pomysłowe machiny skonstruowane przez genialnego Archimedesa. Rzymskie okręty podchodzące do redy miasta były spalane przez skupione zwierciadłami promienie słoneczne albo podnoszone i rozbijane przez pomysłowo skonstruowane maszyny. Kartagina zdobyła się na wielki wysiłek i wysłała na wyspę odsiecz pod wodzą Himilkona, który zdobył Akragas i ruszył w kierunku Syrakuz. Jego armia została dziwnym trafem zaatakowana przez zarazę, która nie dotknęła wojsk rzymskich na wyspie. W 212 roku przed Chr. armia Marcellusa zdobyła Syrakuzy, a w masakrze jaka potem nastąpiła zginął Archimedes, mimo iż konsul rozkazał dostarczyć go żywego. Konstrukcje greckiego uczonego i inżyniera wpadły mimo to w ręce Rzymian. Kolejna próba punickiej inwazji Sycylii została odparta dwa lata później dzięki zdradzie jednego z kartagińskich dowódców. W tym czasie Rzymianie oblegli sprzymierzoną z Hannibalem Kapuę w Kampanii. Miasto zostało otoczone podwójnym pierścieniem fortyfikacji, strażnic, wież i obozów. Kartagiński geniusz wojskowości zawiódł całkowicie. Najpierw podążył z wojskiem pod Rzym, by zmusić przeciwnika do wycofania się z Kampanii. Gdy manewr spalił na panewce, wrócił pod Kapuę i wściekłymi atakami usiłował przerwać oblężenie. Poniósł ogromne straty, a mimo to rzymski pierścień wokół miasta pozostał nienaruszony. Kapua stała się dla Hannibala odpowiednikiem Stalingradu: stracił sporą część swojej armii i nie uzyskał nic w zamian. Rzymianie ponownie zajęli całość żyznej i bogatej Kampanii. Kiedy w 207 r. przed Chr. brat punickiego wodza zdołał przebić się do Italii, został rozgromiony przez Rzymian nad rzeką Metaurus. Celtowie z doliny Padu pozostali bierni, co przyczyniło się do klęski Hazdrubala. Ostatnia nadzieja na przybycie pomocy z Kartaginy zgasła, kiedy pewnej nocy Rzymianie wrzucili odciętą głowę Hazdrubala za wał obozu Hannibala.

Senat zadecydował, że najwyższy czas zakończyć wojnę jednym mocnym ciosem. Młodszy Scypion udowodnił w Hiszpanii swoją przydatność i to właśnie jemu powierzono zadanie przygotowania i przeprowadzenia inwazji na Afrykę. Scypion, zawsze skrupulatny w kwestiach logistycznych i organizacyjnych, zaczął formować i uzbrajać korpus inwazyjny. Skala przygotowań była imponująca. Scypion udał się do Etrurii, by obstalować uzbrojenie dla swoich żołnierzy. Od pięciuset lat nieprzerwanie działało tam zagłębie metalurgiczne, w którym hutnicy i kowale produkowali m.in. doskonałe uzbrojenie. Zagłębie było skupione wokół wyspy Elby, miasta Populonii i gór Colline Metallifere. Było ono dla Rzymu tym samym, co zagłębie Ruhry i zakłady metalurgiczne Kruppa dla XX-wiecznych Niemiec. Dymarze z Populonii i Elby zaopatrzyli wojsko Scypiona w żelazne uzbrojenie: miecze, oszczepy, włócznie i zbroje. Publikanie, którzy zawierali kontrakt i pilnowali jego dotrzymania znów zarobili wielkie pieniądze. Liwiusz, który miał dostęp do państwowych archiwów Rzymu, tak opisał skrupulatne przygotowania Scypiona: „(…) I tak najpierw pomoc swą obiecały konsulowi ludy etruskie, każdy według swych możliwości: Ceryci zboże dla załóg okrętowych i wszelkiego rodzaju żywność; mieszkańcy Populonii żelazo; Tarkwinie płótno na żagle; Wolaterry wewnętrzne urządzenia okrętów i zboże; Arretyni trzy tysiące tarcz, tyleż szyszaków, a oszczepów, pocisków gallickich, długich włóczni łącznie pięćdziesiąt tysięcy, przy równej ilości każdej kategorii; nadto — toporów, łopat, sierpów, koszy, żaren tyle, ile potrzeba na czterdzieści okrętów wojennych; pszenicy sto dwadzieścia tysięcy miar oraz pieniędzy na zaopatrzenie dekurionów i wioślarzy. Mieszkańcy Peruzji, Kluzjum i Russelli mieli dać sosnę na budowę okrętów i dużą ilość zboża. Sosny użył z lasów publicznych. Ludy Umbrii, a obok nich mieszkańcy Nursji, Reate i Amiternum, a także każdy kraj sabiński przyrzekły dostarczenie żołnierzy. Z Marsów, Pelignów, Marrucynów wielu zgłosiło się na ochotnika do służby na okrętach. Kamertowie, choć byli w przymierzu z Rzymem na równych prawach, przysłali uzbrojony oddział sześciuset ludzi. Kiedy złożono trzydzieści kadłubów okrętowych, dla dwudziestu pięćdziesięciowiosłowców i dziesięciu trójwiosłowców, Scypion tak się zajął osobiście robotą, że czterdziestego piątego dnia od ściągnięcia materiałów z lasów okręty wyposażone i uzbrojone spuszczono na wodę (…)”[8]. Dzięki potencjałowi przemysłowemu Etrurii i pieniądzom publikanów Rzym mógł gruntownie wyposażyć armię inwazyjną, która w 204 roku przed Chr. wylądowała w Afryce Północnej. Scypion współdziałał ze zbuntowanym przeciw Kartaginie królem Numidów Syfaksem i z innym afrykańskim watażką, Massynissą. Hannibal musiał wrócić do ojczyzny i objąć dowództwo nad punicką armią. W końcu w 202 r. przed Chr. obydwie armie spotkały się pod miejscowością Zama Regia, w pobliżu Kartaginy. Przed samym starciem Korneliusz Scypion i Hannibal Barkas odbyli kurtuazyjną rozmowę. Nie wynikło z niej zupełnie nic, oprócz wymiany uprzejmości. W końcu obaj wodzowie byli tylko reprezentantami sił potężniejszych od nich samych. Mimo użycia słoni bojowych, najlepszej piechoty i jazdy, Hannibal przegrał bitwę. Kartagina nie miała już funduszy ani ludzi. Musiała przystąpić do rokowań pokojowych. Sufeci i Rada zaakceptowali ciężkie warunki podyktowane przez senat za pośrednictwem Scypiona. Kartagina zrzekła się wszystkich ziem poza Afryką, zlikwidowała swoją flotę wojenną, zredukowała armię i zgodziła się zapłacić wrogom 10 tysięcy talentów reparacji wojennych. Wszelkie działania zbrojne Punijczycy mogli odtąd podejmować tylko za zgodą rzymskiego senatu. Sporą część swoich posiadłości zwrócili numidyjskiemu władcy Massynissie. Kartagina stała się państwem klienckim Republiki Rzymskiej, a sam Hannibal musiał uciekać z kraju. Rzym stał się odtąd hegemonem w zachodniej części Morza Śródziemnego. Niebawem wszyscy mieli poczuć skalę jego ambicji.

 

[1] Dziś Rimini we Włoszech.

[2] Dziś Talamone w Toskanii nad Morzem Tyrreńskim.

[3] Dziś Cartagena w Hiszpanii.

[4] Wojsko Hannibala wybrało drogę przez przełęcz Montgenevre i Małą Przełęcz św. Bernarda.

[5] Bitwa nad Trebbią miała miejsce w grudniu 218 r. przed Chr.

[6] Polibiusz, Dzieje VI, 56.

[7] Dziś Tarragona w Hiszpanii.

[8] Tytus Liwiusz, Dzieje Rzymu od założenia miasta XXVIII, 45.

Literatura i źródła

Tytus Liwiusz Patawinus, Dzieje Rzymu od założenia miasta, tłum. A. Kościółek, Wrocław 1976-1982.

Polibiusz z Megalopolis, Dzieje, t. 1 i 2, Wrocław 2005

Plutarch z Cheronei, Żywoty sławnych mężów, tłum. M. Brożek, Wrocław 1955.

J. Heurgon, Rzym i świat śródziemnomorski do wojen punickich, Warszawa 1973.

The Cambridge Ancient History, vol. 7/2, The Rise of Rome to 220 BC, , red. F. W. Walbank, A. E. Astin, M. W. Frederiksen, R. M. Ogilvie, Cambridge 1989.

The Cambridge Ancient History, vol. 8/2, Rome and the Mediterranean to 133 BC, red. A. E. Astin , F. W. Walbank , M. W. Frederiksen , R. M. Ogilvie.

D. Hoyos, A Companion to the Punic Wars, Chichester 2011.

P. Kay, Rome's economic revolution, Oxford 2016.

P. Connolly, Greece and Rome at War, London 1998.

Ziółkowski, Historia Rzymu, Poznań 2005.

Stary Świat w III w. przed Chr.

Działania militarne w czasie II wojny punickiej

Plemiona celtyckie w północnej Italii

Zasięg ekspansji Celtów i kultury lateńskiej

Wojownicy celtyccy, rekonstrukcja

Srebrny podwójny szekel Hamilkara Barkasa, ok, 230 przed Chr.

Awers kartagińskiego srebrnego szekla z przedstawieniem Hannibala Barkasa

Osadnictwo fenickie i punickie na Półwyspie Iberyjskim

Aes signatum, rzymskie sztaby brązowe

Wojownicy iberyjscy

Emaliowany talerz z przedstawieniem słonia bojowego

Kartagiński wódz w otoczeniu wojowników

Prawdopodobne trasy przejścia armii Hannibala przez Alpy

Wojownicy celtyccy w Alpach

Przełęcz Mont Cenis w Alpach

Starożytny słoń bojowy z wieżyczką na grzbiecie i obsadą

Strefa wpływów Kartaginy

Krajobraz doliny rzeki Pad w północnej Italii

Jezioro Trazymeńskie z lotu ptaka

Pole bitwy pod Kannami

Mury Serwiańskie ochraniające miasto Rzym

Bitwa pod Kannami

Hannibal wkracza do Kapui

Złota rzymska moneta o wartości 60 asów, wybita w 211 r. przed Chr., za pożyczkę od króla Ptolemeusza

Rzymski denar srebrny z 212 r. przed Chr.

Publiusz Korneliusz Scypion Afrykański

Oblężenie Nowej Kartaginy w Hiszpanii

Starożytne Syrakuzy na Sycylii

Śmierć Archimedesa z Syrakuz, mozaika

Legioniści rzymscy w walce

Grób numidyjskiego króla Masynissy

Stary Świat 200 lat przed Chr.

 



tagi: archeologia  historia świata  republika rzymska  kartagina  druga wojna punicka 

Stalagmit
13 września 2018 20:24
43     2179    16 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Brzoza @Stalagmit
13 września 2018 21:53

Dziękuję bardzo. To jest tak fajne jak ciekawy film fabularny pełnometrażowy, ale ciężko się czyta w momencie jak Hanibal nie poszedł na Rzym.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Brzoza 13 września 2018 21:53
13 września 2018 22:03

Ja również uprzejmie dziękuję. To jeden z najciekawszych fragmentów historii starożytnej. Nikt nie wie, czemu właściwie Hannibal po bitwie pod Kannami nie pomaszerował na Rzym. Mało źródeł, a zagadka pozostaje. Można spekulować.

zaloguj się by móc komentować

chlor @Stalagmit
13 września 2018 22:06

Nareszcie. Brakowało mi takiego tekstu.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @chlor 13 września 2018 22:06
13 września 2018 22:11

Bardzo dziękuję i zapraszam do czytania. Kolejne teksty o historii w drodze.

zaloguj się by móc komentować

Nova @Stalagmit 13 września 2018 22:03
13 września 2018 23:05

   Fakt ,zostają tylk spekulacje-wśród możliwych opcji ja bym obstawiał, że ze strony Rzymu dostał trefną ofertę pokju (blef) być może żyrowaną przez kogoś "zaufanego" z zewnątrz. Targi trwały, ustalano szczegóły, posłańcy latali w obie strony  a cenny czas leciał i Rzym zbierał się do kupy. Rzecz jasna to czyste gdybanie. Gratuluje-wpis wgniata w fotel. I ta technika prowokacji dopracowana do perfekcji. Coryllus ma rację -nie ma nowoczesności, pewne rzeczy istnieją tak samo cały czas. Pozdrawiam.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @Stalagmit
14 września 2018 00:16

Piękne dzięki. Pojawiają się niezapomniane momenty:

- (...) quum is iterum sinu effuso bellum dare dixisset, accipere se omnes responderunt, et, quibus acciperent animis, iisdem se gesturos (Liwiusz) - rozpuściwszy fałdę i tak dalej:-),

- Noli turbare circulos meos (Waleriusz Maksymus) - domniemane ostatnie słowa Archimedesa,

- Marek Klaudiusz Marcellus zdobywa Syrakuzy.

Salustiusz potem napisał, że po pogromieniu Kartagińczyków Rzymianie ulegli zepsuciu, stracili dawne republikańskie virtutes, bo nie mieli już z godnej siebie wrogiej potęgi w najbliższej okolicy, i zaczęli staczać się w stronę jedynowładztwa, które, jak się okazało, wcale nie było takie złe. Ciekawa rzecz, że Kartagińczycy zadali Rzymianom tak poważne ciosy, a w gruncie rzeczy poza wybiciem tysięcy przeciwników i zniszczeniem mienia niczego trwałego nie osiągnęli. Wystarczyło, żeby król Egiptu sypnął złotem, a sytuacja odwróciła się całkowicie na korzyść Rzymian. Najwyraźniej zbyt wielu wpływowych ludzi popierało Rzym, by dać mu zginąć.

A wnukami Scypiona Afrykańskiego Starszego byli bracia Grakchowie, którzy podjęli próbę podskubania pozycji najpotężniejszych senatorów i mimo niepowodzeń utorowali następcom drogę do ustanowienia jedynowładztwa, bo republiki nikt z liczących się ludzi nie chciał. Może z Kartaginą było podobnie - skoro ona zbyt wielu gigantom zawadzała, musiała odejść. Ale jej zasoby na pewno nie zniknęły, ale zostały wkomponowane w gospodarkę rzymską.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @Stalagmit
14 września 2018 01:37

Genialnie napisana notka. Wspaniałe połączenie gospodarczych i militarnych aspektów konfliktu Rzymu i Kartaginy, które "stanęły na kierunku kolizyjnym".

I cały czas wrażenie, że "wszystko już było" i scenariusze podbojów, wojen totalnych i zmarnowanych szans powtarzają się do znudzenia. Taki np. Pan Czarniecki musiał u Ojców Jezuitów wyuczyć się dokładnie historii wojen Kartaginy z Rzymem, bo też nie chciał przyjąć tzw. walnej bitwy tylko uprawiał wojnę podjazdową.
Ale najbardziej kształcąca jest informacja o tym, że Rzym po prostu CHCIAŁ wojny za wszelką cenę i podbojów czyli rabunku - bez ograniczeń.
Czy coś się do dzisiaj zmieniło? Nic.
Jeszcze raz dzięki. 

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @pink-panther 14 września 2018 01:37
14 września 2018 08:15

Rzymianie chcieli podboju, a Kartagińczycy im zawadzali (nie może zawadzali). Ale w tym układzie działało na pewno więcej niż dwie sił dążących do zjednoczenia całego rynku wybrzeży śródziemnomorskich.

zaloguj się by móc komentować

saturn-9 @Stalagmit
14 września 2018 10:59

Przeczytałem i wpadłem w zachwyt. Opowieść przetkana protezami jak z żurnala. Trwa narracja narzucona przez niezłomnych z Albionu. Pozwolę sobie przytoczyć kilka fragmentów:

Czterdzieści tysięcy wojowników zostało wyciętych w pień, a dziesięć tysięcy dostało się do rzymskiej niewoli. Rzymianie ruszyli za ciosem na północ i zajęli całą Nizinę Nadpadańską do 222 r. przed Chr.

40 i 10 tysięcy oraz rok 222. Cenię sobie narrację historyczną powieściopisarzy z tamtych dawnych i z tych mniej dawnych stuleci. Powieściopisarze potrafią przemawiać do wyobraźni ... 40 a 10 czyli 1/5 przeżyła a 4/5 do piachu? Czy archeologia pobojowiska potwierdziła iwent z tamtych lat? Czy czasem nie kryje się za tym coś na kształt Vouillé la Bataille? [Pana komentarz z 7 maja 2018 22:30]

Przejście przez góry przetrwało tylko 20 tys. piechurów i 6 tys. jeźdźców, a także kilka słoni.

Elephantiasis opowieści została zawarta nie tylko w tych kilku zwierzakach co to przedarły się przez Alpy. 20+6 boska proteza ad majorem gloriam YHVH ...

Rankiem 21 czerwca 217 roku przed Chr.

„Dzień świętego Alojzego przyczynia wina dobrego”. Jihadiści europejskiej narracji łączą się ponad wiekami i odurzeni wyssaną z papieru narracją, mówią wieki, zasiewają ziarno wojenki totalki w następujących po sobie pokoleniach alfabetyzowanych mas. Okupacja trwa. Trwa pod egidą płodnych anglosasów, jak wynika z załączonej pod tym przyczynkiem literatury, już sporo czasu. Vae victis...

Hamilkar mógł działać w Hiszpanii z poparciem sufetów i Rady Trzystu.

Walther Rathenau tokował na początku minionego stulecia o trzystu takich co to światem trzęsą. [ „300 ludzi, z których każdy każdego zna, kieruje gospodarczymi losami kontynentu i wyszukuje następców ze swojego środowiska” (Zur Kritik der Zeit, Berlin 1922, s.207; I wyd.1912).]

Ta cyfrowa proteza 300 kryje w sobie urok uniwersalny... Jak się mędrcy dogadywali? Konsensus osiągano rzucając kości?

Dziękuję za lekturę. Trolowi saturnowi asocjacje podniosły ciśnienie ale upust nastąpił w zaczernianiu blogosfery.

Long live the moving narrative of wartime made in Albion!

zaloguj się by móc komentować

Chinczyk @Stalagmit
14 września 2018 13:55

Doskonale się czyta. Poprosze o więcej.

 

zaloguj się by móc komentować

Aquilamagna @Stalagmit
14 września 2018 18:22

Dziękuję za kolejną ucztę!

Mam wrażenie, że jakoś tak kibicujemy Kartagińczykom w trakcie lektury, ale czy słusznie? To także krwawe, pogańskie imperium.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Nova 13 września 2018 23:05
14 września 2018 20:02

Dziękuję bardzo. To prawda, że mogły wchodzić w grę różne zakulisowe knowania i układy. Współcześni nie mogli zrozumieć zachowania Hannibala. Po bitwie pod Kannnami punicki wódz Marhabal miał powiedzieć Hannibalowi: "zwyciężać umiesz, Hannibalu, zwycięstwa wyzyskać nie umiesz". A co do metod, to rzeczywiście nie zmieniają się one wcale, lub zmieniają się nieznacznie.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @krzysztof-laskowski 14 września 2018 00:16
14 września 2018 20:13

To ja uprzejmie dziękuję, Krzysztofie. To są rzeczywiście niezapomniane i znaczące momenty. Poselstwo Rzymian do Kartagińczyków pokazuje, jak już wtedy ludzie znad Tybru byli pewni siebie. Po zwycięstwie nad Kartagińczykami rzymska elita zaczęła kłócić się o łupy i zyski z imperium. Konflikt narastał, a jego kulminacją była właśnie działalność braci Grakchów. Przywiązani do starego modelu rządów senatorowie nie chcieli, by jeden z nich wyrastał ponad całą elitę w jakikolwiek sposób, dlatego nie mogli się zgodzić na jedynowładztwo. No a jak podsumował Polibiusz Rzymianie mieli skłonność do stosowania przemocy przy każdej możliwej okazji. To, że na skutek wewnętrznego konfliktu Rzym się nie rozpadł, wskazuje, że nie tylko jego elicie zależało na zjednoczeniu basenu Morza Śródziemnego w ramach jednego państwa.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @pink-panther 14 września 2018 01:37
14 września 2018 20:18

Bardzo dziękuję. Jak widać, ustawianie potężnych państw na "kursie kolizyjnym" to odwieczna tradycja. Tutaj starła się wschodząca potęga lądowa z najpotężniejszym morskim i handlowym gigantem starożytnego świata. Po klęsce Kartaginy w II wojnie punickiej już nawet wielkie imperium Seleucydów nie mogło sprostać Rzymowi.

A nasza elita i arystokacja rzeczywiście pilnie studiowała historię starożytną i dzieje ówczensych wojen. To był stały punkt wykształcenia szlachty w XVI-XVIII wieku. Zresztą już Jan Długosz w wieku XV doskonale znał dzieło Tytusa Liwiusza i na nim się wzorował pisząc "Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego".

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @saturn-9 14 września 2018 10:59
14 września 2018 20:26

Jak zwykle uprzejmie Panu dziękuję za dostrzeżenie zależności i korelacji liczbowych, które dla niewtajemniczonych są zwykle nie do wyłapania. Co do liczebności wojsk biorących udział w starożytnych bitwach, to dopiero niemiecki uczony Johannes Kromayer zaczął weryfikować zawarte w źródłach informacje o liczebności wojsk. Archeologia nie zdołała niestety zweryfikować informacji o liczebności armii walczących pod Telamonem. Biorąc pod uwagę, że zazwyczaj pola bitew gruntownie "sprzątano" z porzuconego uzbrojenia, a ciała poległych chowano lub palono by zapobiec epidemii, to szansa na jakieś znaleziska na polu tej bitwy jest raczej mała. Liczba 300 rzeczywiście daje do myślenia, jeszcze raz dziękuję i zapraszam do czytania kolejnych notek...

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Chinczyk 14 września 2018 13:55
14 września 2018 20:27

Uprzejmie dziękuję. Już niedługo kolejne notki.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Aquilamagna 14 września 2018 18:22
14 września 2018 20:29

Świetnie, dziękuję bardzo.

Każdy (nie wyłączając autora tej notki) ma pokusę, żeby komuś kibicować w historii. Tymczasem warto tak na nią spojrzeć, by dostrzec mechanizmy i prawidłowości. Zarówno Rzymianie, jak i Kartagińczycty mieli w historii swoich cywilizacji momenty odrażającą, jak i chwalebne.

zaloguj się by móc komentować

Aquilamagna @Stalagmit 14 września 2018 20:29
14 września 2018 20:56

Tak... Rozważanie historii alternatywnej /np. Kartagina zdobywa Rzym/ ma ograniczony sens. Moment rzeczywistej alternatywy jest zawsze tu i teraz, a nam pozostaje się uczyć z historii, która się zrealizowała. Tym ważniejsze, żeby znać tę prawdziwą, a nie te podsuwane.

zaloguj się by móc komentować

TomaszM @Stalagmit
14 września 2018 21:31

Podziękowania dla autora.

Ja poniżej dorzucę coś od siebie: krótka 5 odcinkowa seria o bitwie pod Cannae, wraz z kontekstem całej wojny.
Język angielski, ładne komputerowe 'wizualizacje'.
Dobrze się toto ogląda.


https://www.youtube.com/watch?v=T89ugOHxcsc&list=PLkOo_Hy3liEIVg222yBVS38DXAE_EKF-N

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Aquilamagna 14 września 2018 20:56
14 września 2018 21:56

To prawda. Poza tym trzeba uwzględnić działalność koljengo gracza na ówczesnej arenie międzynarodowej, czyli Celtów (kultury lateńskiej). III w. przed Chr. ich osadnictwo objęło sporą część Europy. W Polsce kultua lateńska zadomowiła się na Górnym i Dolnym Śląsku, w Małopolsce koło Krakowa i w dolinie Sanu.  W tym samym czasie w Tracji istniało państwo Celtów ze stolicą w Tylis. Stworzyły je celtyckie plemiona Trokmiów, Tektosagów i Tolistobojów. W tym czasie rozpoczęła się też wędrówka plemion germańskich: ok. 230 lat przed Chr. germańscy Bastarnowie i Skirowie przeszli ze Skandynawii przez ziemie polskie i step pontyjski i dotarli do Olbii nad Morzem Czarnym.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @Stalagmit 14 września 2018 20:13
14 września 2018 21:56

Najznaczniejsi Rzymianie do zebrania wybrzeży śródziemnomorskich zmierzali bezwzględnie, a mieli licznych sojuszników w tym dziele. Musieli umiejętnie dokooptowywać członków elit różnych krajów. Poza tym kiedy doszli do pozycji hegemona śródziemnomorskiego i uporządkowali sytuację wewnętrzną, zaprowadzili jedynowładztwo pod pozorem odnowienia republiki, bo podbijane narody potrzebowały jednego symbolu, z którym miały się identyfikować, struktura administracyjna potrzebowała stabilnego rządu. Wreszcie dookolni władcy łatwo mogli rozumieć, z kim mają do czynienia: zdanie augusta jest takie i takie, a nie że jakiś kolektyw uradził tak i tak. Współcześni pierwszych augustów pisali, że Gnejusz Pompejusz Wielki był ukrytym Gajuszem Juliuszem Cezarem, bo w razie pokonania Cezara sam by się zapewne mianował dożywotnim dyktatorem z powodu ciśnienia rzeczywistości. A droga do tego punktu prowadziła przez rozjechanie walcem Kartaginy lub jej zwasalizowanie.

Ostatecznie każda podobna wielka struktura musi prędzej czy później albo rozpaść się, albo stać się jedynowładcza, również przy zachowaniu pozorów republiki, demokracji czy czegoś innego w zależności od kolorytu lokalnego.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @TomaszM 14 września 2018 21:31
14 września 2018 21:57

Również bardzo dziękuję, także za filmy. Widać, że grafika komputerowa może juz przedstawić bardzo wiarygodne rekonstrukcje.

zaloguj się by móc komentować

JK @Stalagmit
14 września 2018 22:56

A mnie się podobały negocjacje Rzymu z Kartaginą. Szczególnie fragment jak pan pisał, że Kartagińczycy udawadniali Rzymianom, ze ci nie mają racji bo Kartagina wypełnia zobowiązania rozejmowe, a Rzymianie mieli na celu sprowokowanie Kartagińczyńków. Czy to nie to samo co art.7 UE wobec Węgier. Kogo w tym parlamencie EU interesuje prawda? Można sie jaj domagać, ale jak chcą Węgrów czy Polaków przywołać do porządku to zarówno jedni jak i drudzy powinni "zbroić armię" a nie domagać się prawdy. Kogo w takiej sytuacji prawda obchodzi?  

zaloguj się by móc komentować

Nieobyty @Stalagmit
14 września 2018 23:32

Wychodząc z maksym by nie mnożyć bytów bez potrzeby odwołam się do artykułu

https://kurierhistoryczny.pl/artykul/rzym-a-kartagina-tak-podobne-i-tak-rozne-potegi,396

Jest tam parę istotnych uwag odnośnie różnic w ustroju Rzymu i Kartaginy.

Tutaj dołożę swoją uwagę – mamy zderzenie dwóch bytów z tym że jeden jest na starszym etapie cyklu życia imperium. Zatem degeneracja elit sterowniczych Kartaginy [jako cecha fazy w cyklu] zderza się z elitami nowego imperium Rzymu.

Problemem dodatkowym jest inna bardzie pragmatyczna struktura Rzymu. Przykładowo system koloni wojskowych na półwyspie skutecznie obniżył poziom buntu i przejścia na stronę Hannibala podbitych plemion w czasie jego kampanii.

Możemy raczej ustalać jak rozkładała się w Rzymie synergia – dostępnego kapitału w tym kredytu zewnętrznego, bazy demograficznej i gospodarczej oraz ustroju i poziomu elit sterowniczych.

Bo od strony militarnej wojny punickie są rozpisane, od strony ustrojowej w części i od strony kredytu też.

Nałóżmy na to jeszcze kolejny faktor – etap cyklu życia struktury bytów idących do konfliktu.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @krzysztof-laskowski 14 września 2018 21:56
15 września 2018 09:38

Już Scypion Afrykański przejawiał dyktatorskie ciągoty. Swojemu wojsku i sprzymierzeńcom w Hiszpanii przedstawiał się jako ktoś niezwykły i wyrastający ponad ludzką miarę. Propaganda rozszerzała wieść, że jest szczególnym wybrańcem Jowisza i ma bezpośredni kontakt z bogami. Rozgłaszano wieści o jego proroczych snach i nadnaturalnych umiejętnościach. Wielu żołnierzy i sprzymierzeńców w to wierzyło, ale sporej części rzymskiej elity zupełnie się to nie podobało. Zgadzam się, że jeśli nie Cezar, to zapewne Pompejusz stałby się pod koniec I w. przed Chr. jedynowładcą Rzymu. Co ciekawe wojny domowe i konflikty wewnętrzne w Rzymie toczone od IIw. przed Chr. wiązały się z walką o podział ziemi w Italii, począwszy od konfiskat i reformy rolnej braci Grakchów, a skończywszy na tworzeniu kolonii dla weteranów wojsk triumwirów. Wszystko to wiązało się z niewyobrażalną krzywdą mieszkańców Italii: jednych wypędzano z ziemi i miejsc zamieszkania, odbierano im własność, by osadzić na tych samych terenach innych. Powtarzało się to kilkukrotnie. Do tego dochodziły proskrypcje i egzekucje, niemal zawsze związane z konfiskatą majątku skazanych. 

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @JK 14 września 2018 22:56
15 września 2018 09:43

Dziękuję uprzejmie. Jak widać model negocjowania i wymuszania swoich racji nie zmienia się od wieków. Na tak bezczelne prowokacje, jak ta którą skonstruowali Rzymianie w sprawie Saguntu, może sobie pozwolić tylko ten, kto jest pewny siebie, bo ma za sobą kapitał, potęgę militarną i poparcie innych sił. Rzymianie świadomie chcieli wepchnąć Kartaginę na drogę wojny i jeszcze do tego przedstawić ją jako agresora. Kartagina nie miała wyboru, bo zgoda na rzymskie warunki oznaczałaby utratę jej iberyjskich posiadłości i całkowitą wasalizację. Rzymianie grali bezczelnie i pewnie. Prawda nie obchodziła ich w tym momencie.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Nieobyty 14 września 2018 23:32
15 września 2018 09:58

Dziękuję uprzejmie za cenne uwagi. Autorzy artykułu słusznie wskazują na prawie wyrównany potencjał obu państw w czasie wojen punickich i na zróżnicowane podstawy tego potencjału. Ustroje też się różniły, choć przez wiele lat to spoistość kartagińskiej sieci handlowej, wiedza i umiejętności jej żeglarzy i kupców zapewniały Kartaginie panowanie w zachodniej części basenu Morza Śródziemnego. W czasie II wojny punickiej spora część sprzymierzeńców italskich odpadła od Rzymu, więc Republika nie była jeszcze tak silnym państwem, jakby chcieli to widzieć sami Rzymianie. Elity Kartgainy były podzielone co do kierunków i sposobów dalszej ekspansji i rozbudowy punickiej strefy wpływów, a także co do sensu dalszej ekspansji - pisałem o konflikcie frakcji handlowej z frakcją właścicieli ziemskich. Natomiast elita Rzymu, mimo dzielących ją różnić w zapatrywaniach, solidarnie opowiadała się za dalszą zbrojną ekspansją. W decydujących momentach Rzymianie dostawali zewnętrzne wsparcie finansowe i wychodzili cało z kłopotów. Nawet zaangażowanie się Macedonii po stronie Kartaginy nie mogło w tej sytuacji dać Hannibalowi zwycięstwa. Konsekwencją wojen punickich było nie tylko unicestwienie Kartaginy i dominację Rzymu w śródziemnomorskim świecie, ale także przetasowania polityczne w barbarzyńskiej Europie: przewaga Celtów zaczęła się gwałtownie kurczyć, a środek kontynentu stanął otworem przez rzymskimi legionami i migrującymi z północy Germanami. 

zaloguj się by móc komentować

Nieobyty @Stalagmit 15 września 2018 09:58
15 września 2018 15:57

1. Spójność elity jest pochodną cyklu życia imperium – to był dobrze widać z Iberii gdzie Barkidzi - tworzą strukturę wewnątrz imperium Kartaginy z uwagi na opór reszty.

Konflikt elit rzutował na wojny w Iberii.

Co do Rzymu – elity to młode wilki z kredytem w frankach [ czyli linie kredytowe na wojnę], czas gdy stado będzie się samo zagryzało dopiero nadejdzie.

Takie proste przesłanie z dzieła Johna Glubba - Cykl Życia Imperium

2. Rolę Celtów i ich regresu – widzę w przejęciu Iberii przez Rzym. Przyjmując pewną sugestię – jednym z celów kredytodawców Rzymu było naruszenie szlaków handlowych Celtów i roli kopalni Iberii.

Zresztą czy to nie jest pewien ciąg Barkidzi dokonują podboju Iberii i rekrutują żołnierza zapewniając mniejszy koszt wejścia w ten obszar Rzymu.

Sieciowość struktury imperium handlowego Celtów – nie wytrzymałą w zderzeniu z planowym kontratakiem konkurencji wykonanej rękami Rzymu. Stąd problemy z zrozumieniem przez Celtów zaalpejskich istoty strategicznej wsparcia pobratymców w wojnie z Rzymem.

zaloguj się by móc komentować

Aquilamagna @Nieobyty 15 września 2018 15:57
15 września 2018 17:17

Pan ciekawie pisze w komentarzach, zawsze coś co pogłębia sprawę.

Nie myślał Pan o założeniu bloga?

zaloguj się by móc komentować

Nieobyty @Aquilamagna 15 września 2018 17:17
15 września 2018 22:14

Dziękuje za miłe słowa, co do bloga nie wychodzi mi dłuższa forma. Na historycznej wersji Salonu24 jakoś nie wyszło.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Nieobyty 15 września 2018 15:57
16 września 2018 08:04

Ad. 1. To prawda, że spora cześć punickiej elity stawiała opór ekspansywnym planom Barkidów. Spora część kartagińskiej Rady nie zdawała sobie sprawy, albo nie chciała przyjąć do wiadomości, o co toczy się gra w basenie Morza Śródziemnego. Tymczasem Barkidzi rozumieli doskonale, że toczy się ona o panowanie nad tym akwenem i sam byt Kartaginy i że nie można dążyć do ustanowienia pokojowych stosunków z Rzymem, który chce po prostu wyeliminować rywala. W rzymskim Senacie natomiast, wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę, o co chcą toczyć walkę. Punijczycy łudzili się, że można żyć w pokoju z Rzymem, a młode wilki znad Tybru doskonale wiedziały, czego chcą.

Ad. 2. Celtowie jeszcze w I w. przed Chr. nie zostali całkowicie zepchnięci do defensywy. Właśnie w tym stuleciu mamy do czynienia ze szczytem rozwoju ich cywilizacji (osady protomiejskie - oppida, pieniądz wpo staci moner, rozwinięta wytwórczość metalurgiczna, szklarska i ceramiczna, początki uzycia pisma). Ten szczyt trwał stosunkowo krótko. Pod koniec I w. przed Chr. terytorium kultury lateńskiej zostało podbite przez Rzym, albo zasiedlone przez Germanów. Oryginalna cywilizacja wnętrza kontynentu europejskiego nie przetrwała. Ale najpierw rozbito świat hellenistyczny, który był dla wielu Celtów źródłem dochodów (Celtyccy najemnicy służyli w armiach państw hellenistycznych i przywozili stamtąd spore ilości pieniędzy i kruszców).

zaloguj się by móc komentować

saturn-9 @Stalagmit 14 września 2018 20:26
16 września 2018 11:43

...dostrzeżenie zależności i korelacji liczbowych, które dla niewtajemniczonych są zwykle nie do wyłapania.

Owe liczbowe korelacje i zależności działają jak zatrute strzały z papieru. Stary saturn zasępia się i zatrzymuje struty aby posilić się po drodze protezami cyfrowymi. Historyczna potrawa z banku danych działa. Co saturna nie zabije to go wzmocni ;-)

Dziękuję za namiar na Johannesa Kromayera. Pisał przyczynki, jak na tamte czasy, przejrzyste i niemalże z aparatem naukowym. Ten nowoczesny badacz papieru i terenu działań militarnych pisze, że aby przekroczyć  Alpy, te tysiące, tysiące zbrojnych najmitów i te nieszczęsne słonie, potrzebowały dni piętnaście. Pokładałem się ze śmiechu.

Jest w pewnym momencie odniesienie do literatury rodem z Albionu: James Leigh Strachan-Davidson. W roku 1888 opublikował tenże "an edition of Selections from Polybius (1888)". I jak tu nie wpadać w zachwyt nad postępem podstępów technicznych, gdy zasoby stare a kurzem pokryte w pajęczynie na odległość zaledwie kilku kliknięć. Temu J. L. Strachan-Davidsonowi wypadnie, w wolnej chwili, przyjrzeć się dokładniej.

Globalna wioska żyje i ma się dobrze. Strategiczne formatowanie umysłów funkcjonuje. Perły przemieszane z plewami. A amator dobrego kopa nie musi sięgać po erzace z laboratorium syntetyków. Wystarczy wyselekcjonowana lektura z XIX wieku. Odlot gwarantowany.

Jeszcze raz dzięki.

zaloguj się by móc komentować

Nieobyty @Stalagmit 16 września 2018 08:04
16 września 2018 14:22

Polemizował bym z tezą kiedy Celtowie zostali całkowicie zepchnięci do defensywy.

- III – II pne najpierw Kartagina a potem rzymianie zaczynają podbój plemion hiszpańskich. Wojny z Celtoiberami dopinają – przejęcie Iberii i jej zasobów metarulgicznych.

II w pne podbita zostaje i Galia Cisalpina i Narbonensis [kolejne zagłębie]

Właśnie ten krótki czas szczytu stopy cywilizacji wynikał z tego że odcięto część strumienia zasilanie surowców np. z Iberii.

By to inaczej przedstawić – to jest analogia z Napoleonem – przegrana Francuskiej Kompani Wschodnioindyjskie w Indiach dała brak saletry indyjskiej na czas wojenny, czyli 40 lat wcześniej przegrano przyszłą wojną o przetrwanie Cesarstwa.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @Stalagmit
16 września 2018 18:00

Dzięki. Na historię kampanii Hannibala Barkasa czekałem najbardziej. To był nie mały wyczyn przejść z wojskiem przez Alpy jesienią w tamtych czasach.

 

P.S.

" Ale rzymski senator nie przybył do Kartaginy, by dyskutować o subtelnościach prawa międzynarodowego. Powiedział, że w fałdach swojej togi ma schowaną zarówno wojnę, jak i pokój. "

Perełka :)

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @Stalagmit 14 września 2018 21:57
16 września 2018 18:11

Wizualizacje zrobione na podstawie gier z serii Total War: Rome

Podobno szczególy ubioru, uzbrojenia, maszyn, budowli itd. były konsultowane z historykami i archeologami w procesie tworzenia tych gier.

zaloguj się by móc komentować

Robo @Stalagmit
16 września 2018 19:48

Czytam jak zwykle z otwartymi ustami , to film . Ma Pan dar , prosze pisac i pisac .

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Nieobyty 16 września 2018 14:22
16 września 2018 20:07

Jeśli chodzi o zagłębia metalurgiczne i złoża, to dodam, że po podboju Półwyspu Iberyjskiego przez Rzymian (Asturia wraz z jej bogatymi złożami złota i srebra została podbita dopiero przez cesarza Augusta pod koniec I w. przed Chr.) Celtom zostały jeszcze zagłębia w środkowej Galii (Gallia Celtica, na północ od Galii Nabrońskiej), szczególnie na terytorium plemienia Biturygów, a także we wschodnich Alpach, na terenie Regnum Noricum (złoża żelaza, złota i miedzi) no i na terytoriach Bałkańskich zajętych przez Celtów. Tutaj mapka terytorium zajmowanego przez Celtów w 52 r. przed Chr. (kolor niebieski):

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Kuldahrus 16 września 2018 18:00
16 września 2018 20:09

Bardzo proszę. Hannibal był mocno zdeterminowany i wiedział czego chce, tak jak jego ojciec. Niestety nie można powiedzieć tego samego o innych członkach punickiej elity. A Rzymianie też bezwzględnie dążyli do celu, co widać po postępowaniu wspomnianego wysłannika.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Robo 16 września 2018 19:48
16 września 2018 20:10

Serdecznie dziękuję i zapraszam do czytania kolejnych notek.

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @Stalagmit
16 września 2018 20:15

No nadrobiłem znowu :)
Wybacz, ale pozwolę sobię na sugestię, straszna dłużyzna myślę, że jako forma blogowa miałoby sens to pociąć i wrzucać krótsze części częściej. Ale jak co, wiedz, że nie ma większej plagi niż życzliwi doradcy :) 

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @parasolnikov 16 września 2018 20:15
16 września 2018 20:17

Dzięki serdeczne :)

Pociąłem całość na kilka części, ale może rzeczywiście są one za długie, zastanowię się. Na razie 1 tekst na tydzień, zobaczymy jak dalej będę się wyrabiał w tym tempie.

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @Stalagmit 16 września 2018 20:17
16 września 2018 20:20

Wierz jak to mówili starożytni, "obawiaj się parasola gdy przynosi dobre rady"

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @parasolnikov 16 września 2018 20:20
16 września 2018 20:21

"Timeo Parasol et dona ferentes" :)

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować